Grzegorz Wielgus „Połaniecka”
Jednak to nie sam akt przemocy przeraża w tej historii najbardziej. Prawdziwy koszmar zaczyna się w momencie, gdy orientujemy się, że świadkami zbrodni było około trzydziestu pasażerów lokalnego autobusu PKS. Widzieli wszystko. Mimo to, sterroryzowani przez bezwzględnego sprawcę, zmuszeni do całowania różaniec i przysięgania na własną krew, postanawiają milczeć.
Grzegorz Wielgus genialnie prowadzi nas przez kolejne etapy tej historii. Kiedy lokalna milicja próbuje zamieść sprawę pod dywan jako „wypadek drogowy”, do akcji wkracza porucznik Oskar Grewling z Krakowa. Jako człowiek z zewnątrz musi zderzyć się z przerażającym, monolitycznym murem milczenia. Autor genialnie odtwarza tło tej tragedii. To nie był przypadek, ale finał wieloletniego, sąsiedzkiego konfliktu napędzanego czystą, ludzką zazdrością o to, że młodym zaczęło powodzić się odrobinę lepiej. Prowincja lat 70. wciąga i dusi. Wielgus bezbłędnie oddaje realia epoki od zapachu wódki i spalin Fiata 125p, po społeczną mentalność, w której strach przed silniejszym paraliżuje jakiekolwiek odruchy przyzwoitości.
W klubie najdłużej rozmawialiśmy o warstwie psychologicznej. Wielgus nie bawi się w tanią sensację. Pisze mieście, surowo, bez zbędnych ozdobników, co tylko potęguje realizm opisywanych wydarzeń. Zamiast skupiać się wyłącznie na potworności samego mordu, autor stawia przed czytelnikiem lustro i pyta: Jak ty zachowałbyś się na miejscu tych trzydziestu świadków? Gdzie kończy się strach o własne życie, a zaczyna współudział w zbrodni?
Recenzja czerwiec 2026 – dorośli
Marta Akwarska-Ludian
DKK w Nisku, woj. podkarpackie