Szczepan Twardoch ,,Null”
To nie jest świat dla pacyfisty; od pierwszej strony łapie za gardło i naciska coraz mocniej. To nie jest świat dla romantyka- uroda wojny kończy się na słowach: ,,Jak to na wojence ładnie”… Tak naprawdę nikt tu nie chce być Konradem Wallenrodem. Świat powieści łez ze śmiechu nie wyciska i w kosmos nie wysyła, lecz przyznaję, że duszę ściska. A ja chłonę ten świat mózgiem i duchem. Ułatwia mi to znacznie drugoosobowa narracja; Szczepan Twardoch mówi właśnie do mnie. Okej. To ja jestem Koniem.
Przyznaję, że nigdy nie czułam się aż tak zanurzona w przestrzeni powieści. Tu świat jest taki, jakiego nie zobaczę w TV, brudny, śmierdzący i bez makijażu. Mówi prawdę o wojnie, o ludzkich motywacjach, celach i człowieczej psychice, o wartości życia, oczekiwaniu na śmierć, pragnieniu życia, a zarazem nadziei na zwycięstwo, bo przecież dobro powinno zwyciężyć i sprawiedliwość. Dlatego Nulla trzeba obronić. To nie jest czarno-biały świat; nie brak w powieści dylematów ludzkiej natury. Bohater zastrzelił człowieka. Zastanawia się, czy odczuwa z tego powodu dumę czy smutek, a może wstydzi się czuć dumę, bo czy można czuć się dumnym z zabicia człowieka? Jednak z dobrze wykonanego zadania już tak…
Kim są towarzysze Konia? W tej kompanii przebija się prawdziwa galeria ciekawie zarysowanych postaci: jeden alkoholik, drugi nie chce walczyć, trzeci chce się wyrwać z biedy, a czwarty to Kolumbijczyk, którego wysłał na tę wojnę kartel, żeby wrócił do Kolumbii jako wyszkolony żołnierz. Nie jestem mężczyzną, nie byłam żołnierzem, lecz gdybym to ja znalazła się na froncie nad Dnieprem, jak bym się odnalazła w pełnym lęku i beznadziei świecie Twardocha? W świecie, gdzie miłość niejedno ma imię, gdzie ma twarz braterstwa broni, dzikiego seksu, ale i więzi na całe życie.
Okrutnie, pięknie prawdziwy świat.
Recenzja sierpień 2026 – dorośli
Anna Pałys
DKK w Tarnobrzegu, woj. podkarpackie