Zmarł Jerzy Pomianowski

29.12.2016
#
  • Jerzy Pomianowski / fot. Krzysztof Dubiel

Z wielkim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci jednego z najwybitniejszych współpracowników Instytutu Książki, pisarza, tłumacza, publicysty, znawcy zagadnień rosyjskich, wieloletniego redaktora naczelnego pisma „Nowaja Polsza” - pana Jerzego Pomianowskiego.

W osobie Zmarłego żegnamy niezwykłego intelektualistę, orędownika polsko-rosyjskiego dialogu, wybitnego tłumacza, który przybliżył polskim czytelnikom twórczość Babla, Czechowa, Bułhakowa oraz epokowe dzieła Sołżenicyna. Żegnamy człowieka, który poświęcił się popularyzacji polskiej kultury na świecie, a którego śmierć jest dla niej niepowetowaną stratą.

Wspomnienie Piotra Mitznera, wieloletniego współpracownika i przyjaciela Profesora Jerzego Pomianowskiego:


Na odejście Jerzego Pomianowskiego

W styczniu skończyłby 96 lat. W zasadzie żył sprawami współczesności i najbliższej przyszłości, ale kiedy wspominał lata młodości, czuło się blisko klimat lat trzydziestych, spotkań „młodzieńca ze szkół” z Witkacym, Gombrowiczem, Schulzem, a także brutalnych ataków bojówek Falangi, których doświadczył na własnej skórze.

Wyjechał z PRL-u po 1968 roku, ale przez cały czas jego nieobecności krążyły po Polsce jego kalambury i opowieści o dowcipach sytuacyjnych, które w latach stalinowskich płatał ponurym czynownikom. Bo dowcip był zawsze jego bronią.

Byłaby ona jednak nie dość skuteczna, gdyby nie twarde zasady, których się trzymał, nie opakowując ich w nadmiar argumentów czy czułostkowość. W tym sensie przypominał Jerzego Giedroycia.

Tak więc w sprawach publicznych zasadnicza dla obu była polska racja stanu, oparta o mądrą politykę wschodnią, wyleczona z kompleksów i megalomanii narodowej. Kiedy na początku lat 90. wybierał się po dłuższej przerwie do Moskwy, powiedział, że zamierza tam rozmawiać nie tylko z demokratami, ale także z twardogłowymi komunistami i nacjonalistami, by zrozumieć Rosję wyłaniającą się z ruin imperium i szukać w niej ludzi sprzyjających Polsce.

Rozmowa Jerzego Pomianowskiego z Rosją nie polegała na prawieniu komplementów, zwłaszcza że dość szybko i stanowczo stawiał sprawę niepodległości i bezpieczeństwa Ukrainy.

Zainteresowani jego argumentacją mogą sięgnąć do kilku tomów jego artykułów, które ukazały się po 1989 roku i do roczników miesięcznika „Nowaja Polsza”, który założył w 1999 roku i jako redaktor naczelny prowadził.

W pierwszych informacjach po śmierci Jerzego Pomianowskiego pisze się (i słusznie) o jego wielkich dokonaniach translatorskich: przekładach opowiadań Izaaka Babla i dzieł Aleksandra Sołżenicyna, przede wszystkim Archipelagu GUŁag. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jego tłumaczenia wierszy rosyjskich i niemieckich, częściowo zebrane w tomie Kontrabanda. Są tam znakomite przekłady utworów Osipa Mandelsztama, Anny Achmatowej, Ericha Kästnera i innych. Są tam również wiersze Natalii Gorbaniewskiej, zapisane tuż po śmierci Jerzego Giedroycia:

Stół, komputer, łóżko, fotel –
jak odprawić czas z powrotem?
W co przetopić tę zgryzotę,
w czym ją topić potem?

To nie lampy klosz niewinnej,
to jest dzwon, dzwon z miedzi.
Odtąd wszystko jest już inne
i kół w gardle siedzi.

Powierz słowa czarnej rzece,
wrócą pełną miarą –
na nieznane nam narzecze
przeprawi je Charon.

Tak, Jerzy Pomianowski, który debiutował w prasie nekrologiem Bolesława Leśmiana, sam niewątpliwie był wybitnym poetą. Jego poezja nie zawsze składała się z wierszy i nie tylko ze słów.

Piotr Mitzner