Raz, dwa, trzy, cztery: 2014 w poezji

30.12.2014
#

W 2014 roku ukazało się sporo książek poetów znanych i od kilkudziesięciu lat obecnych na scenie poetyckiej. Mamy już zatem grono autorów, które przynajmniej od 1989 roku współtworzy literacki krajobraz, pracując na jego stałe punkty odniesienia, inne niż – uogólniając – wiersze Różewicza, Miłosza, Herberta i Szymborskiej.

Z poetkami trochę gorzej – ich pozycja na rynku poetyckim w dalszym ciągu jest mniej stabilna i bardziej dyskusyjna. Częściej też określone nazwiska „wypadają” z obiegu na kilka lat lub w ogóle przepadają. Od jakiegoś jednak czasu można mówić o w miarę regularnie publikujących autorkach, które „trzymają” poziom.

Najciekawiej według mnie w tym roku wypadły drugie, podebiutanckie książki poetek i poetów. Ich rozpoznawalny styl jeszcze nie zdążył okrzepnąć i dopiero zapowiada różne możliwości rozwinięć pomysłów literackich. Te propozycje ze zrozumiałych względów są największą przygodą czytelniczą.

Po ubiegłorocznych debiutach – kontrowersyjnych (jak na przykład Hotel Jahwe Szymona Domagały-Jakucia) i doskonale wypromowanych (jak na przykład repetytorium Macieja Taranka) – w tym roku debiuty słabsze i mniej wyraziste.

A szczegółowo wygląda to tak:

1.
Nowe książki w tym roku wydali między innymi poeci „dobrze obecni”: Bohdan Zadura (Kropka nad i, Biuro Literackie), Adam Zagajewski (Asymetria, Wydawnictwo a5), Krzysztof Jaworski (.byłem, Biuro Literackie), Andrzej Niewiadomski (Pan Optico. Wiersze trzech sezonów, Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza), Krzysztof Siwczyk (Dokąd bądź, Wydawnictwo a5), Marcin Sendecki (Przedmiar robót, Biuro Literackie), Dariusz Sośnicki (Spóźniony owoc radiofonizacji), Adam Wiedemann (Z ruchem, Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu), Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki (Kochanka Norwida, Biuro Literackie), Roman Honet (świat był mój, Biuro Literackie).  I tu żadnych zaskoczeń. Większość z tych zbiorów to dobre, czasem znakomite kontynuacje tego, co ich autorzy mieli do zaproponowania w swoich poprzednich książkach – w zakresie poetyk, motywów, sposobów myślenia o świecie.

Wiedemann napisał zbiór mądrościowy i ludyczny zarazem, jak zwykle też okolicznościowo-towarzyski.  Z humorem zironizował retorykę filozoficzną, ze swadą przeniósł do wierszy rozmowy ze znajomymi i przyjaciółmi. Sendecki – nie zmieniając dotychczasowej strategii polegającej na kondensacyjnych deficytach, „zatrzymał” wersy na poziomie dynamicznym i energetycznym. Tkaczyszyn-Dycki do swojej opowieści o matce, ojcu, Ukrainie i polszczyźnie włączył kolejnego bohatera – Cypriana Kamila Norwida, którego uczynił kochankiem swojej matki.

Znacząca jest przede wszystkim ostentacyjna gra z autobiografizmem większości wspomnianych tu autorów. W tym kontekście wyróżniają się moim zdaniem cztery zbiory: Zadury, Jaworskiego, Siwczyka i Honeta.

Bohdan Zadura w Kropce nad i opowiada o szpitalnej rzeczywistości, „obserwuje postępy” starości, komentuje wydarzania publicznego życia. Cały czas trzyma się formy sprawozdawczej wiersza sprozaizowanego – raz dłuższego, innym razem kilkuwersowego. Cały czas pozostaje też obserwatorem samego siebie – ironicznie i niesentymentalnie pozbywającym się różnych punktów (dotychczasowego) zaczepienia w życiu. Kropka nad i to kolejna odsłona prowadzonego od kilku lat quasi-dziennika, w którym sny, halucynacje i realne wydarzenia występują na równych prawach.

Krzysztof Jaworski w .byłem – podobnie jak w poprzednim zbiorze próz Do szpiku kości – odnosi się do historii i doświadczenia choroby. Podmiot tych tekstów – ujęty jako były, miniony – stanowi wyzwanie dla autobiograficznych strategii zmagania się z bezwładem ciała, bezsilnością i wstydem, w jakie wpędza choroba. Najdłuższy tekst tego zbioru "44 lata i 33 miesiące" to próba ognia dla języka i wiersza – globalna i jednostkowa podróż przez różne światy, podsumowanie, by tak rzec, gatunkowych (biologicznych) i kulturowych możliwości „życie na ziemi”.  Recenzentom podobała się prawie pornograficzna szczerość i brutalność języka .byłem.

Krzysztof Siwczyk wprowadza do swojej książki Dokąd bądź wątki narodzin dziecka. Jednak jego myślenie o przeszłości i teraźniejszości nie traci przez to „reliktowego wymiaru”, a język wierszy nadal przywołuje pustynne, widmowe sfery rzeczywistości. Być może jednak przez ten „ojcowski” akcent wydało się niektórym recenzentom, że Siwczyk podkreśla w swojej książce metafizyczne ambicje poezji, a jego podmiot większym przekonaniem formułuje moralne cele poezji. Jeśli tak jest faktycznie – to Siwczyk stał się prawdziwym spadkobiercą Tadeusza Różewicza – moralistą i nihilistą.

Zbiór Romana Honeta świat był mój – z subtelnie, ale i jednoznacznie wprowadzonym wątkiem poronienia – wybrzmiewa, by tak rzec, mniej ofensywnie niż zazwyczaj wybrzmiewały zbiory tego poety. Wprawdzie Honet nie pozbywa się stałych elementów własnego języka i poetyki, ale częściej sięga po frazy udosłowniające i ukonkretniające sytuacje w wierszu. Rzeczowość pewnych sformułowań, wkomponowana w abstrakcyjne i symboliczne frazy, ciekawie ustawia wiersz. Jest on – jak do tej pory – pootwierany na archetypowe, podświadome treści, ale też na zupełnie indywidualną, konkretną historię. Co było do przewidzenia: prawdziwym horrorem u Honeta okazuje się nie tyle wszechobecna śmierć, ile odmowa poszukiwania sensu przez bohaterów owych pojedynczych historii.

2.
Równie aktywne w mijającym roku były poetki. Spośród tych, których obecność można uznać za trwałą wypada wymienić między innymi: Agnieszkę Wolny-Hamkało  (Występy gościnne, Wydawnictwo IGLOO), Krystynę Dąbrowską (Czas i przestrzeń, Wydawnictwo Znak), Julię Szychowiak (Intro, Wydawnictwo Literackie), Justynę Bargielską (Nudelman, Biuro Literackie), Agnieszkę Mirahinę (Widmowy refren, Wydawnictwo Forma), Samanthę Kitsch (Kolaże kolarzy, Dom Literatury w Łodzi). I tu także najczęściej mamy do czynienia z utrwalaniem wypracowanych języków, motywów i przekonań na temat poezji. Nic w tym złego – podkreślam jedynie, że chodzi o charakterystyczne i wyraziste pomysły.

Na przykład laureatka Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za rok 2103 Krystyna Dąbrowska nie wychodzi poza tradycyjnie rozumiane rozpisanie sceny poetyckiej, pracę z językiem, pamięcią i przeszłością. Agnieszka Wolny-Hamkało, także prozaiczka, tworzy mikro-historie w patchworkowych tekstach z Występów gościnnych. Agnieszka Mirahina pisze Widmowy refren, wspierając się na romantycznym zaśpiewie Mickiewiczowskich Dziadów. Spotęgowaną sztuczność konwencji poetka używa w taki sposób, by wzmocnić sensualność i materialność dźwięków. Pojawią się też oczywiście (drobne) zmiany w ustabilizowanych poetykach. Najbardziej zdumiał mnie Nudelman Bargielskiej, rozbawiły dadaistyczne Kolaże kolarzy (Samantha Kitsch to pseudonim, być może poetki), doceniam odejście od sublimacyjnego i idealizacyjnego języka w intro Julii Szychowiak.

Nudelman Justyny Bargielskiej to książka skomponowana wokół tematyki religijnej, seksualnej i macierzyńskiej. Widać jednak teraz bardziej niż kiedykolwiek, że kobiecy podmiot tych wierszy konstytuuje się nie tyle wokół zakazów, z przekroczenia których czerpie przyjemność, ile wokół przemocy. Gwałtowność seksualnej metaforyki powoduje, że wiersz Bargielskiej można byłoby uznać za wywrotowy wobec konwencjonalnego wyobrażenia na temat tego, co dopuszczalne w pisaniu o kobiecej seksualności i cielesności. Gdybyśmy jednak założyli, że teksty Bargielskiej mogą współbrzmieć z feministycznymi obronami kobiecej seksualności, bardzo byśmy się pomylili. W tej książce Bargielska wyraźnie opowiedziała się po stronie wartości stojących na straży patriarchalnego porządku społecznego i religijnego.

Kolaże kolarzy Samanty Kitsch to książka, którą można przeczytać jako satyrę na różne mniej lub bardziej sensowne eksperymenty z formą i językiem w poezji.  Jest ona jednak przede wszystkim zluzowaniem poważnie potraktowanego stylu będącego autorską sygnaturą. Kitsch stworzyła tym razem wiersze dźwiękowe, w których brzmienia, bezceremonialne jąknięcia, beknięcia i jazgoty tworzą najbardziej zrozumiałą muzykę sfer.

Dość ryzykowne artystycznie i ideologicznie zwłaszcza w perspektywie tego, co do tej pory pisała, jest intro Julii Szychowiak. Ryzyko to warte jest uznania. Myślę, że Szychowiak przygotowuje się na wyraźniejszą zmianę w swoich działaniach, ten tom jest tego dowodem. Zredukowane, minimalistyczne teksty z intro niosą ze sobą sprzeczności dzisiejszego świata. Ich sens powstaje w zderzeniu z różnymi instytucjami szantażującymi nas moralnymi wartościami: ojczyzną, armią, rodziną, bohaterstwem.

3.
Warto też zwrócić uwagę na drugie książki takich autorów jak między innymi: Jakobe Mansztajn (Studium przypadku, Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu), Natalia Malek (Szaber, Staromiejski Dom Kultury), Piotr Yanicki (Wyrazy uznania, Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza), Urszula Kulbacka (tanzen, tanzen, Dom Literatury w Łodzi). Do tego grona włączyłabym również – co prawda nie drugi, ale kolejny już – zbiór Adama Pluszki Zestaw do besztań (Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu) oraz książki mniej rozpoznawalnych poetów: na przykład Marcina Badury (Niemcy, Dom Literatury w Łodzi) czy Piotra Sobolczyka (Obstrukcja instrukcji, Dom Literatury w Łodzi).

Bardzo różne są to propozycje i z różnymi wyzwaniami się mierzą. Trudno mówić o ich recepcji, ponieważ większość z nich ukazała się pod koniec roku. Kilka zbiorów na pewno zasługuje na uwagę. Najciekawsze wydaje się to, co z podmiotem lirycznym i autokreacyjną formułą robią Mansztajn i Yanicki. Studium przypadku Mansztajna (autora nagrodzonego Silesiusem w 2009 roku za zbiór Wiedeński high life) to stylizowane na mantrowe powtórzenia opowieści o śmierci bliskich. Refreniczna powtarzalność fraz przynosząca jakiś rodzaj elegijnego sentymentalizmu nie wyklucza w tych tekstach efektu groteskowego i prawie burleskowego. Rytm, kompozycja tekstów Mansztajna od razu stawia nas przed gotowcami (na przykład poezja Tkaczyszyna-Dyckiego), ale podobieństwo jest tu tak prowokacyjnie bliskie, że aż dwuznaczne w swoim zamyśle – nie wiadomo –  kompromitacji czy idealizacji, czy jednego i drugiego.

Efekty specjalne, obmyślane na uatrakcyjnienie wypowiedzi podmiotu mówiącego, są nieco zbyt widoczne w zbiorze Piotra Yanickiego (autora wydanego w 2006 roku debiutu Nadal aksamit), ale i ten zbiór wydaje mi się istotny, gdy zwracamy uwagę na bardziej pomysłowe sposoby ekspozycji podmiotu mówiącego. Nawet jeśli Dowody uznania nazwalibyśmy „efekciarskimi” – Yanicki popisuje się, ale jest w jego popisach triumf błyskotliwego języka, który jest w stanie rozbujać sprzeczne emocje.

Zestaw do besztań Adama Pluszki, prozaika, tłumacza i poety, to zupełnie niecodzienna, w konwencji naiwno-dokumentarnej, opowieść o współzależności między zwierzętami i ludźmi, a zwłaszcza o ich wspólnym życiu i śmierci. Umierające, chorujące i cierpiące zwierzęta to bardzo istotne obrazy tej książki. Tytułowy zestaw do besztań można rozumieć jako narzędzia kontroli dzieci i zwierząt. Pluszka, wypracowując swoją wersję naiwnej (bo podszytej dziecięcością rymowanek) dokumentalności, mierzy się z językiem współczucia i współzależności, który nie byłby ani zbyt ckliwy, ani zbyt oskarżający.

Szaber Natalii Malek (debiut to Pracowite popołudnia) to z kolei wyprawa w świat nieoczywistych figur, nowych bohaterek i swobodnej wyobraźni. Malek buduje swoje światy i wypróbowuje do tego język dosyć rzeczowego opisu. Jej wiersze – oparte na skrócie i elipsie, z których powstają znaczenia – są koronkowe, a zarazem stabilne. Technika Malek podobna jest do techniki tych artystek, które wykorzystują w swoich pracach drobne, kobiece przedmioty: szpilki, pudełka, biżuterię, i robią z nich zdumiewające mikrokosmosy.

4.
W tym roku zauważonym debiutem była książka Rafała Różewicza Produkt placement (Zeszyty Poetyckie). Rafał Różewicz krytycznie wypowiedział się na temat polskiej poezji cybernetycznej i w swoich wierszach miał dać odpór rzeczywistości zwirtualizowanej. Jego debiut to udana inscenizacja różnych wariantów realności. Interesujące są według mnie również Atomy Urszuli Zajączkowskiej (Zeszyty Poetyckie). Zajączkowska obroniła doktorat z botaniki. Atomy to efekt botanicznych zainteresowań autorki. Z paroma wyjątkami to efektowna obserwacja świata z perspektywy mikrocząsteczek.

Na koniec wspomnieć trzeba o świetnych wyborach wierszy, rok 2014 był pod tym względem szczególnie obfity. Wysokie ogniska Dariusza Sośnickiego, Pamiątka z celulozy Marcina Sendeckiego, Lewe strony widoków Jerzego Ficowskiego. Wszystkie wybory ukazały się w Wydawnictwie Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Biblioteka Rity Baum opublikowała natomiast Wiersze zebrane Ewy Sonnenberg. Dla mnie najważniejsze są dwie publikacje spod znaku wierszy zebranych: Debordaż Darka Foksa oraz Happy end (1994–2013) Adama Kaczanowskiego.

Anna Kałuża