Wspomnienia o Mrożku

16.08.2013
#
  • Fot. Andrzej Nowakowski / Instytut Książki

Julia Hartwig, poetka:

Sławomir Mrożek był człowiekiem, który bardzo rzadko brał udział w publicznych wydarzeniach. Był natury samotniczej - dzięki temu dużo pisał, a rodzaj pisarstwa, reprezentowanego przez niego był niezwykle rzadki: był to wyrafinowany intelektualizm ujęty w formie wysokiego lotu żartu i swobody literackiej.
Był trudny, jeśli chodzi o życie społeczne. Prawie w ogóle się nie udzielał towarzysko. Nie był jednak niemiły. Ludzie w sierpniu się bawią, a jedynym człowiekiem stojącym pod ścianą jest Mrozek.
Nie był człowiekiem zakompleksionym, po prostu nie interesowało go to. Zawsze był bardzo życzliwy. Razem byliśmy zaproszeni do Kolonii na wspólny wieczór autorski; pamiętam, że czekałam na dworcu lotniczym, słabo go wówczas znałam i czułam małą tremę - w końcu słyszałam, że nie lubił ludzi. Okazał się miły, potrafił w osobistych stosunkach być troskliwy i dbały. Jednak gdy jedliśmy śniadanie, jadłam osobno - on obkładał się gazetami.
Prawie nigdy nie wypowiadał się w sprawach zasadniczych, omijał te tematy, zostawiając je dla sztuki. Nie dbał o to, co się o nim sądzi jako o człowieku, a można było sądzić dobrze. Po prostu nie interesowała go opinia ludzi. Czuł się osobny, choć przecież dużo podróżował, przyjaźnił się z naszymi pisarzami emigracyjnymi. Nie był zupełnym odludkiem, ale postacią niezwykle oryginalną.
Gdy go poznałam, zadziwił mnie swoim wyglądem - ubierał się w stylu dandysowskim, nosił bardzo wąskie spodnie. Gdy ktoś go o nie zapytał, odpowiedział, że sam je sobie uszył. Wszystko miał według własnego pomysłu. Zauważał także ubrania innych osób: gdy skomplementował kiedyś mój ubiór, zdziwiło mnie to; wydawałoby się że to ostatnia rzecz, którą Mrożek mógłby zauważać.
Smucę się, bo to wielka strata, ale wiem, kim był i wiem, że niczego nie żałował. Rozwinął swoją osobowość na wielką skalę.

Jerzy Pilch, pisarz:
    
Mrożek używał ironii, odrealnienia, które jednak dotykało problemów egzystencjalnych. Miał odwagę w taki sposób konstruować swoje dramaty w niełatwych czasach. Nie był tylko komikiem, satyrykiem, stosował zagadki, szarady zmuszające do myślenia i odnajdywania głębszego znaczenia.

Maja Komorowska, aktorka:

Zetknęłam się z nim w Warszawie w Teatrze Współczesnym, grałam w jego sztuce "Ambasador". Mrożek nie lubił mówić o sobie, trudno było coś od niego wydobyć i namówić go do mówienia. Kontakt z nim był raczej trudny.
W ostatnich latach był już bardzo zmęczony życiem, chorobą. Jestem mu wdzięczna za dorobek, który po sobie zostawił. Teraz jest czas, by do niego sięgać i o nim mówić.    

Anna Zaremba-Michalska, prezes Wydawnictwa Literackiego w Krakowie, wieloletni wydawca i przyjaciel Sławomira Mrożka:

Znaliśmy się ładnych dwadzieścia parę lat i zdążyliśmy się przez ten czas zaprzyjaźnić. Nie było trudno się zaprzyjaźnić, ponieważ Sławomir był człowiekiem o wielkiej klasie osobistej. Szanował bardzo przyjaźnie, jeśli się do kogoś przywiązał, to było to już coś bardzo trwałego i konsekwentnego.
Również współpraca z nim bardzo dobrze się układała. On po prostu był bardzo obowiązkowy, zdyscyplinowany, sprawdzał wszystkie korekty, robił uwagi, ale bardzo też szanował uwagi ze strony wydawcy.
Istniała taka obiegowa opinia, że jest bardzo zdystansowany i zamknięty - i to była taka jego bariera ochronna, którą każdy z nas trochę stosuje. W jego wypadku czasami rzeczywiście mogło to sprawiać wrażenie, że jest jakby troszkę wycofany, niechętny kontaktom, ale w rzeczywistości tak nie było. W rzeczywistości był człowiekiem bardzo przyjaznym, potrafiącym okazywać przyjaźń, ciepłe uczucia, troskę wręcz o innych.
Jego odejście będzie nieprawdopodobną stratą dla kultury, na szczęście mamy dużą spuściznę, dramaturgiczną, literacką i wspaniały "Dziennik", który - głęboko jestem o tym przekonana - w polskiej i światowej diarystyce za parę lat zostanie oceniony jako największe chyba dzieło.

Prof. Jerzy Jarzębski, krytyk i historyk literatury:

Sławomir Mrożek był jednym z rzeczywiście ostatnich wielkich mistrzów literatury polskiej ostatniego półwiecza. Przede wszystkim był wielkim krytykiem cywilizacji współczesnej i to nie tylko z punktu widzenia polityki.
My, jako młodzi ludzie przede wszystkim fascynowaliśmy się tym, co było opozycyjnością Mrożka - obnażeniem absurdów świata, w którym mieszkaliśmy. Odbieraliśmy go jako takiego pisarza, który mówił nam różne prowokujące rzeczy o współczesności i o współczesnym społeczeństwie. To nie tylko kwestia ustroju politycznego, ale kwestia ludzi, którzy tworzyli zrąb społeczeństwa. Tutaj pojawia się kwestia zderzenia mędrka i chama - najbardziej charakterystyczny przykład mówienia Mrożka o współczesności, cecha główna jego wizji społeczeństwa.
W tym społeczeństwie spotykają się z jednej strony słabi sprzedajni, niezdolni do praktycznego działania intelektualiści, a z drugiej strony są chamy, co nie oznacza ludzi po prostu niższych klas, ale oznacza ludzi, którzy są po prostu pozbawieni klasy, przede wszystkim interesownych, prymitywnych, niebudzących zaufania. Rozmaite wersje tego zderzenia mędrka i chama Mrożek wykorzystał. Raz dawał lekką przewagę chamowi, raz - lekką przewagę mędrkowi, ale za każdym razem w gruncie rzeczy oni niszczyli się nawzajem. Ten świat opanowany przez dwa typy ludzkie nie był światem szczęśliwym. Tego dotyczyło "Tango", tego dotyczyli "Emigranci", to było dobrze widoczne również w innych sztukach.
To oczywiście nie jest cały Mrożek. Jest również taki Mrożek autobiograficzny, opowiadający swoją historię poprzez historię swoich bohaterów. To jest Mrożek z "Pieszo", to jest Mrożek z "Amora". Jest również Mrożek historyczny, który opisuje na przykład przemiany społeczeństwa rosyjskiego w "Miłości na Krymie".
Jednym słowem to jest bardzo bogaty pisarz. Jednocześnie pisarz, który był w zasadniczym konflikcie ze swoim czasem, bo jeżeli się czyta listy Mrożka - wyszło ich kilka bardzo interesujących tomów, jeżeli się czyta jego dziennik, to widać, że on ten świat, w którym żył, po prostu niezbyt lubił.
Niezależnie od tego, czy był to politycznie świat Wschodu czy Zachodu. Z jednej strony był Zachód, który był lekkomyślny, który nie rozumiał sytuacji, który był również sprzedajny. A z drugiej strony byli komuniści, byli ci współcześni barbarzyńcy, którzy niszczyli kulturę światową i którzy byli groźni, zajmowali coraz to nowe tereny. To jest widoczne z kolei w "Karolu", w "Kontrakcie", w "Ambasadorze" - jest bardzo wiele sztuk na ten temat.
Które sztuki były najlepsze? Najlepsze jednak były chyba te pierwsze, to znaczy te pokazujące spór mędrca z chamem, ale oczywiście to bardzo trudno z takiej bliskiej perspektywy oceniać. Ten wątek twórczości Mrożka uzyskał największy międzynarodowy sukces. To jest też istotne - "Tango" było taką pierwszą sztuką polską, która wzbiła się na wyżyny, jeśli idzie o popularność za granicą. Kolejne premiery "Tanga" w rozmaitych krajach to była burza, która przeszła przez teatr światowy. Żaden inny wcześniej dramaturg polski nie odniósł takiego sukcesu, chyba później też nie".

Red. Józefa Hennelowa:

W takich momentach myślę, że to nasze wspólne życie staje się bardziej ciemne, bo znowu ubywa kogoś, kto tak pięknie, wspaniale, w wyjątkowo lekki sposób w tym paradoksalnym, ciężkim okresie się wyrażał.
Do dziś pamiętam zupełnie wstrząsające wrażenie, kiedy byłam na spektaklu z jednoaktówką "Na pełnym morzu", która się kończy tym, że ten, który ma być zjedzony, wybiera to sobie sam, pełen zachwytu. I pada takie słowo: "Bo prawdziwa wolność jest tam, gdzie nie ma zwyczajnej wolności". I nagle jest powiedziane coś nieprawdopodobnie prawdziwego, jakieś rozładowanie wielopiętrowego oszustwa mentalnego, ale i ideowego, w dziedzinie świata wartości, przy pomocy nie tylko tego całego paradoksu, który został odegrany, ale jeszcze tych paru słów, które padają. I jeszcze raz sobie wtedy uświadomiłam: Boże, jakie to zupełnie niesłychane, że istnieje ktoś, kto tak tworzy i w ten sposób nas prowadzi w tym jakimś miotaniu się między tym, co jest ciężkie do zniesienia, w ogóle nie do wytrzymania i niesłychanie zamącone, a klarownością rozumienia tych spraw.
I nie mogę dotąd odżałować, byłam kiedyś na rozdaniu Medalu św. Jerzego w Pałacu pod Baranami. I tam był Mrożek, w pierwszych latach jego pobytu w Krakowie; taki bardzo samotny, a ja nie miałam odwagi podjeść, usiąść i się odezwać, bo wydawało mi się, że nie mam prawa. Dotąd żałuję tego momentu.

Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego:

Dzisiejszego ranka w Nicei zmarł Sławomir Mrożek. Miał 83 lata. Ten wybitny artysta pozostawił po sobie niezwykły dorobek literacki i teatralny, na trwałe wpisujący się w kanony światowej kultury. Jego dramaty po dziś dzień wystawiane są na scenach całego świata.
Autor "Tanga" bezlitośnie obnażał paradoksy socrealizmu i zagrożenia wynikające z nich dla psychiki człowieka. Jak nikt inny, za pomocą groteski i absurdalnego, czarnego humoru, potrafił demaskować mity kulturowe i społeczne. Twórczość Mrożka to kopalnia konwencji i motywów literackich, ale również niezwykle oryginalna analiza współczesności. Na zawsze pozostanie punktem odniesienia w historii światowej literatury i teatru.
Każda chwila rozmowy ze Sławomirem Mrożkiem była bezcenna. Jestem wdzięczny Mrożkowi za wiarę w moc kultury i w to, że literatura może zmieniać świat.
Mieliśmy w XX wieku w Polsce szczęście do genialnych pisarzy i poetów. Pamięć i troska o ich spuściznę będzie dla nas największym zobowiązaniem.