Polski reportaż w Austrii

20.12.2006
Przez pół roku studenci z Salzburga analizują teksty reporterów "Gazety"

Kiedy wiosną prof. Anja Tippner przeczytała antologię polskiego reportażu „Von Minsk nach Manhattan", już wiedziała, co będzie robić ze swoimi studentami slawistyki w semestrze zimowym. Na Uniwersytecie w Salzburgu utworzy seminarium „Naoczni świadkowie: polski reportaż" i przez pół roku będzie z nimi poznawać teksty reporterów „Gazety Wyborczej" z tej antologii, a także ich mistrzów Ryszarda Kapuścińskiego, Hanny Krall... I co tydzień, we wtorki, przez godzinę będą o nich rozmawiać. Na zajęcia zapisało się dziewięć studentek i trzech studentów - towarzystwo międzynarodowe: sześcioro Austriaków, Ukraińcy, Polacy i Białorusini. Niektórzy, tak jak Iryna  (przyjechała trzy lata temu do Salzburga na au pair), jednocześnie pracują i studiują.
Najpierw seminarzyści zajmowali się teorią reportażu, bo w niemieckim literaturoznawstwie nie jest to temat modny - więcej o nim pisano w latach 70. i 80., gdy karierę robił reportaż społeczny i pisarstwo Güntera Wallraffa. Potem przeszli do analizy tekstów. Największe wrażenie zrobiły na nich fragmenty "Imperium" Ryszarda Kapuścińskiego i dwa teksty z antologii: „Łowcy skór" Tomasza Patory i Marcina Stelmasiaka oraz „Reality" Mariusza Szczygła o Janinie Turek, która przez 57 lat notowała wszystko, co robiła. A w ostatni wtorek spotkali się z austriackim pisarzem i tłumaczem literatury polskiej, autorem antologii „Von Minsk nach Manhattan" Martinem Pollackiem, który opowiadał o naszym reportażu, swoim pisarstwie, a także czym dzisiaj musi być tłumacz.
- Nie wystarczy już talent translatorski - przekonywał Pollack. - Trzeba być skautem literackim, czyli także promotorem swoich autorów, recenzentem, agentem literackim, człowiekiem od public relations.
Studenci dużo pytali, część z nich ma zamiar w przyszłości zająć się dziennikarstwem.
- To najlepsza szkola dla nas - powiedział jeden z nich - bo mamy kontakt z prawdziwym światem reporterskim. Wieczorem Pollack miał jeszcze spotkanie w salzburskim Literaturhaus, na którym pojawili się studenci prof. Tippner i Polacy z Towarzystwa Polsko-Austriackiego. Kilka członkiń Towarzystwa miało pretensję do Pollacka, że antologia pokazuje Polskę w czarnych barwach. Dlaczego nie ma w niej pozytywnych bohaterów, np. z czasów „Solidarności"?
- Broniłem się - opowiada Pollack - że nie jest autorem tych tekstów, ale to nie pomogło. Dopiero po spotkaniu, przy lampce wina, doszło do pojednania. Chyba udało mi się przekonać te panie, że reportaż nie jest gatunkiem obiektywnym, a autor ma prawo do subiektywnego spojrzenia. Bożena Dudko