Warsztat pracy: Agnieszka Wolny-Hamkało

#

Marcin Wilk: Jak wyglądało miejsce, w którym pisałaś ostatnią książkę/tekst?

Agnieszka Wolny-Hamkało: - To mój pokój. Wygląda trochę po studencku, jest w nim wieszak na ciuchy, trochę książek, tabletki się walające, karteluszki, pies. Karimata, jeden różowy ciężarek dostrzegam jak się teraz tak wokół rozglądam. Ale ma ładny widok ten pokój: między domami naprzeciwko widać fragment lasu. Teraz wieje, szczeka pies i dymek idzie w górę z komina.

Przepraszam, że dopytam, ale to ważne: pies jaki?

Żółty. Żółty pies Edward. Labek, mój towarzysz.

Ile, najdłużej, potrafisz wysiedzieć w pracy bez ruszania się od biurka/stołu?

Pół godziny w takim bezruchu, a potem muszę wstać, pokręcić się, zrobić kawę, wyżuć gumę, popieścić psa, coś zjeść, sprawdzić co słychać na fb. To trzyminutowe przerwy, ale są. Zakrapiam oczy i jedziemy dalej.

Zakrapiasz oczy?

Rzadko mrugam, więc zakrapiam. Jak się podniecę pisarsko, to zapominam mrugać, świeci mi ekran w siatkówkę i potem piecze. Krople z witaminami uszczelniają naczynia, że tak powiem.  

Co znajduje się w zasięgu Twojej dłoni, gdy piszesz?

Kawa, mój bałagan, telefon. Kapcie muszę mieć na nogach, bo zimno, jak się tak utknie. Nie potrzebuję żadnych dodatkowych narzędzi.

Masz osobny notes do robienia notatek? Robisz w ogóle notatki gdzieś np. "w drodze"?

Niezbyt często „w drodze”, raczej wtedy zajmują mnie ludzie itd. Ludzie mocno pachną, świat jest głośny, więc notatki raczej w domu, kiedy jest degrengolada: zjadłam czekoladę, wypiłam wino i nie mam siły wstać do komputera, a myśl, która mi przychodzi do głowy, uważam za atrakcyjną, sam więc rozumiesz, Marcinie, że niezbyt często hi hi.

Używasz pióra/długopisu/ołówka czy od razu komputer?

Stukam oczywiście w klawiaturę, ale gdyby jej nie było: nie ma znaczenia czy to długopis, czy ołówek, wszystko jedno.

Czyli tworzywo, z którego korzystasz, znaczenia nie ma?

Zupełnie nie.

Miałaś taki idealny dzień do pisania?

Nie ma tak. Może zdarzyć się dzień pozornie idealny, czyli cisza na morzu, nikogo nie ma, nikt nie dzwoni, ale nie idzie, są same empty shoty i praca się nadaje do śmieci. A czasem siada człowiek zmęczony, w domu biegają dzieci i psy, a pisze się całkiem całkiem.

Empty shoty to, jak rozumiem, jakieś takie rzeczy nie nadające się do publikacji?

Takie w ogóle po nic napisane. Puste przebiegi, zawracanie głowy.

Ile wynosi Twój rekord siedzenia - niemal bez przerwy - nad tekstem?

Myślę, że z osiem godzin może siedziałam, spocona i wnerwiona lub przestraszona, że źle jest, a widmo dedlajnu w oczy zagląda. Że coś tam zaraz idzie do druku, a tu dupa blada, niezadowolenie i blok.

Są jakieś rytuały, które pomagają Ci w pisaniu?

Macam się po gębie, pocieram policzki i czoło.

Dobre krążenie to podstawa!

To mi pomaga. Lubię też do kogoś zadzwonić mojego ulubionego, to też mi pomaga. Lubię dużo zjeść, jak piszę, potem idę spać i to też pomaga, jak się raz wreszcie wyśpię.

Robisz plany?

Nie robię planów, pisanie jest u mnie trochę jednak zrośnięte z życiem. Nie robię więc żadnych postanowień, nie muszę jakoś „osobno” się dofinansowywać dyscyplinarnie. Oczywiście umowy i terminy też istnieją, ale tak sobie je rozpinam w czasie, żeby zachować ten naturalny, fizjologiczny rytm. I nie myślę, że to jakiś „projekt”, raczej „nie umiem inaczej”.

Wiem, że pies. Ale czy obecność innych istot - ludzi, dajmy na to - przeszkadza Ci w pracy?

Chyba nie bardzo. To znaczy gdyby tu grała kapela metalowa albo ktoś płakał, że mu się życie wali, no wtedy byłoby trudno, ale tak jak sobie ktoś chodzi, coś śpiewa, jakieś radyjko gra, pies się przyszwęda, to ok, nie szkodzi.

Psy do pisania są chyba OK. Ale wracam do tych ludzi: konsultujesz z kimś coś, co piszesz?

To zależy. Jak to jest coś bardzo ważnego dla mnie, eksploracja nowego terenu itd., albo czuję się niepewnie, bo mi nie idzie - to jasne, pytam, proszę o radę. Pokrzykuję na przykład: „Maaarcin! Ej!”

Czy łatwo się z Tobą dogadać, gdy jesteś w tzw. cugu pisarskim (o ile w ogóle jesteś)?

Normalnie gadam. Może więcej zapominam, spóźniam się, takie tam. Jestem rozkojarzona bardziej niż zwykle.

Gdybyś mogła sobie dla siebie wybrać inne zajęcie niż pisanie, to co to by było?

Byłabym treserem psów, chodziłabym chuda, żylasta i spalona słońcem po parkach z piętnastoma psami i one by patrzyły na mnie tymi mokrymi guzikami.