Króliki Pana Boga

30.12.2015 Grzegorz Kozera
#
  • Grzegorz Kozera, Króliki Pana Boga, wyd. Dobra Literatura, Słupsk, 2015


„Powinno się w ogóle czytać takie książki, które człowieka gryzą i dźgają. Gdy książka, którą czytamy nie budzi nas uderzeniem pięści w łeb, to po cóż ją czytamy?” Przywołałam słowa Franza Kafki, bo idealnie oddają charakter mojego spotkania z książką Grzegorza Kozery Króliki Pana Boga.  

Opowieść Grzegorza Kozery zabrała mnie z bezpiecznego domu i miękkiego fotela do świata głodu, zimna i okrucieństwa. Niespodziewanie zapadłam się w duszne mroczne rejony. Obcowałam z bohaterami, którym świat runął na głowę. Czułam ich rozpacz, niewypowiedziany lęk i ból istnienia. Los wyznaczył im rolę królików doświadczalnych. Tak jak kiedyś eksperymentował z Hiobem, tak teraz z nimi. Ciekawiło go widać, ile wytrzymają. Niepokoi mnie, podobnie jak autora, że nadal go ciekawi…

Czytelnikowi żyjącemu w czasach pokoju spojrzenie z punktu widzenia człowieka udręczonego wojną jest niezwykle potrzebne. Uświadamia mu, bowiem, ludzką kruchość w sensie fizycznym i psychologicznym. Gwałt wojny odbija się w równej mierze na ciele jak i na duszy. Brud oprawcy dostaje się do środka ofiary, bezpowrotnie zarażając ją brakiem nadziei, bezsensem życia, poczuciem bezradności.
„Mojego brudu nie da się zmyć” – stwierdza śmiertelnie zmęczona Halina, w rozmowie z Adamem.

To, że jakoś żyła dalej, zawdzięczała zapewne przyzwyczajeniu albo sile rozpędu. Na pewno nie chęci. I może  posiadała jeszcze cechę, którą  wojenne pokolenie  koniecznie musiało mieć, mianowicie –  hart ducha przejawiający się w braku litości dla siebie, ignorowaniu zmęczenia i uczucia rodzącej się pustki, skupieniu się na walce o przetrwanie. Oni musieli. My nie musimy, więc się ze sobą pieścimy.  

Zmarszczki, kilka kilogramów nadwagi, siwe pasma we włosach, złamany paznokieć przyprawiają nas o depresję.

W maju 1945 roku w Niemczech ziemia się zapadła odsłaniając ”piekło piekieł”. Bohaterowie powieści: Adam, mały Honza i znękana obozem Halina próbują wrócić z niemieckiego szatańskiego kręgu do domu. Tylko że powrót okazuje się drogą znaczoną bezprawiem, gwałtem, głodem i chorobami. Kto silniejszy i w dodatku ma broń, ten rządzi, a sprawiedliwość, przyzwoitość to towary deficytowe. Ludzkie odruchy zdarzają się tak rzadko jak śnieg w maju…

A jednak się zdarzają.

Zło panoszy się prawie wszędzie. Prawie…  
Jedną z wielu zalet Królików... są kontrasty. Małe dobro obok potężnego zła. W morzu nieszczęścia zdarza się czasem jakiś przypadkowy cud, który niczym niespodziewanie zapalona świeca oswaja wrogi mrok. Zdarzył się Adam holujący chorego, znękanego  głodem Honzę do domu w Cieszynie. Młody Kielczanin stał się samozwańczym starszym bratem zaszczutego bezbronnego chłopca. Zdarzył się Stan Ostrowski, który prawdziwie po polsku potrafił rozwiązywać najbardziej palące problemy. Zdarzył się odważny chłopak, który wyratował tonącą kobietę, a potem okrył ją swoim połatanym swetrem i przepędził natrętnych gapiów.  Owe nikłe promienie światła walczące dzielnie z mrokiem zadziwiająco skutecznie podnosiły mnie na duchu. Dzięki nim podczas lektury Królików... pełniej oddychałam.

W prawdziwy podziw wprawia także zderzenie lekkości z jaką autor prowadzi narrację z jej mroczną, bolesną tematyką.

Na okładce książki widnieją słowa Magdaleny Parys, z którymi nie sposób się nie zgodzić: „Lekko się czyta, a ciężko o niej myśli”.

Grzegorz Kozera pisze z charakterystyczną sobie powściągliwością. Scen ilustrujących gehennę czasu tuż powojennego jest w powieści dużo i rzeczywiście robią piorunujące wrażenie, ale nie przytłaczają.
Każą raczej się zatrzymać nad dramatem tamtych czasów i przez chwilę o nim pomyśleć.

Autor Królików... podobnie jak w swojej poprzedniej powieści wojennej Berlin, późne lato nikogo nie osądza, nie prawi nudnych podniosłych kazań. Za to w starannie dobranych słowach, rozmowach bohaterów, ich zwierzeniach, w opisie przeżyć wewnętrznych i tego, co widzą wokół, przekazuje czytelnikowi swoje emocje i lęki wywołane myślą o człowieku uwięzionym w piekle bezprawia, głodu i gwałtu. I co warte podkreślenia - również swoją wiarę w uzdrawiającą siłę przyjaźni i miłości.

Ważna książka. Polecam.

Jolanta Domagała DKK Chęciny