| "Moje pierwsze samobójstwo" Jerzego Pilcha
Pora najwyższa, aby raz na zawsze rozprawić się z mitem kochanego przez krytyków i uwielbianego przez czytelników, wszędobylskiego pana Jerzego. Zbiór opowiadań zatytułowany równie psychodelicznie jak i cała zawartość wydawnictwa „Moje pierwsze samobójstwo”, jest dla mnie przynajmniej zwykłym bełkotem wiecznie „nastukanego” podstarzałego schorowanego na ciele i umyśle niespełnionego pisarzyny. Aż dziw bierze, że krytycy literaccy niemal z czcią i pobożnością wypisują w swoich stałych rubrykach, w poczytnych pisemkach same ochy i achy. Trudno nie odnieść wrażenia, że lansowanie Pilcha to akurat rzecz, którą owi krytycy stawiają na pierwszym miejscu swojej „rzetelnej” pracy. Ale dość o krytykach, pora parę słów poświęcić książce. Otóż w kilku opowiadaniach autor stara się wzbudzić w nas litość przedstawiając się jako ofiara psychodelicznych stosunków panujących w domu, co przekłada się na próbę samobójstwa, lub tylko myśl o tym. Tylko myśl, bo w końcu jednak autor żyje. A ponieważ dużo jest powiązań między autorem a bohaterem tych opowiadań łatwo jest wywnioskować, że jest to opowiadanie o sobie. Kartka po kartce, historia po historii autor objawia się nam jako zagorzały alkoholik, kobieciarz, (chociaż to może nieodpowiednie słowo dla kogoś, kto kobiety traktuje niezwykle instrumentalnie) i dziecko, które rodziców, jeśli nie nienawidzi to na pewno nie kocha. Pilch próbuje chyba tym wszystkim opisać swoją samotność, to, że do dzisiaj nie spotkał kobiety, z którą chciałby spędzić życie (lub, która chciałby z nim je spędzić) jednak przedstawia to w taki sposób, że we mnie odzywa się „egzystencjalny paw”. Trudno, bowiem cokolwiek zrozumieć z tej niewyraźnej paplaniny autora, trudno znaleźć sens i trudno dobrnąć do zakończenia tej książki. Nie rozumiem, zatem skąd te zachwyty nad twórczością Pilcha. Dla mnie to przerost treści nad formą. Chociaż pewnie znajdą się tacy, którzy gotowi by mnie za te słowa schłostać. Bo w końcu Pilch to jest ktoś. Widocznie jego książki trafiają tylko do niezwykle uwrażliwionych odbiorców. A ja? No cóż, wolę jednak pozostać ze swoją skarlałą wrażliwością, za to bez miłości do mistrza.
Marcin DKK Zakład Karny Tarnów
« Archiwum recenzji
« Powrót
Komentarze do recenzji: "Moje pierwsze samobójstwo" Jerzego Pilcha
Dodaj własny komentarz »
Rozprawa z mitem? Wypadałoby od czegoś zacząć, ale komentarz poniższy pozbawiony niech będzie początku. (...) Aleksandra Richert 2010-07-18 20:35:04
|