"Kobieta w Berlinie"


Wiosna roku 1945. Berlin. Po sześciu latach opętańczej wojny na wielu frontach, jej pierścień coraz bardziej się zacieśnia wokół miasta. Wycie syren, odgłosy spadających bomb, huk zapadających się domów. Szczęk szkła w oknach ocalałych budynków, których mury chwieją się nieustannie. Wszechogarniająca ciemność, od czasu do czasu rozświetlana wybuchającymi w różnych częściach miasta pożarami. W piwnicznych schronach gdzieniegdzie palą się lampy naftowe. Oświetlają przerażone ludzkie twarze. Niektóre wykrzywione z bólu - w schronie są również ranni. Umarli zostali na zewnątrz, wśród tlących się zgliszcz…
Taka sceneria otwiera się przed czytelnikiem na pierwszych stronach książki „Kobieta w Berlinie”. Książki będącej dziennikiem trzydziestoletniej wówczas autorki, która do końca pozostaje anonimowa. Zmieni również niektóre szczegóły, a także dane innych osób opisywanych w jej pamiętniku. Dla czytelnika nie ma to większego znaczenia. Ważne jest to, że autorka daje świadectwo tego, co działo się w Berlinie od 22 kwietnia do 22 czerwca 1945 roku. Świadectwo o tyle przerażające, że dotyczyło najsłabszych – kobiet, dzieci, ludzi chorych niedołężnych, starców, inwalidów wojennych. To oni zmagają się ze strachem o życie, szukając schronienia w coraz to nowych miejscach, przemieszczając się pod ostrzałem pocisków alianckich ale i niemieckich. To oni wraz z kolejną „przeprowadzką” pozbywają się resztek ciążącego im coraz bardziej osobistego dobytku, który tak bardzo chcieli ocalić jeszcze trzy, dwie noce temu. Z każdym dniem, każdą godziną, sytuacja zmienia się. Zmienia się także świadomość „piwnicznych ludzi”. Wiadomo już, że koniec wojny jest nieuchronny, że klęska Niemiec jest przesądzona. Nikt jednak nie czeka na wyzwolicieli, nikt głośno nie używa słowa „Rosjanie”. Dzień, kiedy się pojawią bohaterka - narratorka nazwie dniem katastrofy. Od tej pory bowiem kobiety będą przechodzić gehennę. Zwycięzcy biorą wszystko. Kobieta to dla nich oczywiste trofeum, którego pragnie każdy „wojownik” - młody nieopierzony Ukrainiec, dojrzały ojciec kilkorga dzieci, skośnooki Mongoł, utykający oficer, typ kaukaski. Autorka tworzy lakoniczne ale wyraziste portrety bohaterów spod czerwonej gwiazdy. Dostrzega różnice między nimi, próbuje nawet snuć domysły na ich temat. Ale ich nie da się „oswoić”. Kobiety są więc masowo i brutalnie gwałcone, urządza się na nie barbarzyńskie polowania. Tylko nielicznym uda się ukryć do końca dramatycznych dni. Pozostałe próbują się bronić.
Postawa autorki pamiętnika, która jak buchalter oblicza zyski w postaci chleba, alkoholu, kaszy, grochu, pomijając milczeniem ich cenę (ta jest ogólnie znana) na pewno może wzbudzać emocje, dyskusje. Wiele osób ulegnie pokusie, aby ją ocenić. Niejednokrotnie będzie to ocena negatywna, by nie powiedzieć potępiająca. Bo, niestety, łatwo jest wypowiadać się o moralności, granicach między dobrem a złem, siedząc wygodnie w fotelu po sutym posiłku. Jak pisze autor posłowia do książki, C. W. Ceram: „Zbyt łatwo osądzać innych samemu będąc bezpiecznym”. Nie powinien też nikogo zmylić chłodny pozbawiony emocji ton relacji. Autorka prowadzi przecież dziennik po to, by z siebie to, co przeżyła wyrzucić. Krótkie zdania, rzeczowe słownictwo - to wszystko pozwala jej trzymać się w emocjonalnych ryzach, nie rozpaść się psychicznie na drobne kawałeczki, podobnie jak rozpadł się cały otaczający świat. Wierzę, że tak jest, że nie czuje się ona częścią tego okrutnego świata poza dobrem i złem. 1 maja pisze: „I ja pozostaję frygidą wobec tej wymuszonej miłości. Nie może być inaczej. Za nic na świecie, pragnę pozostać martwa i bez czucia, dopóki jestem czyjąś zdobyczą”.
Jakkolwiek postać (i postawa) bohaterki - autorki w znacznym stopniu zdominowała obraz przedstawionej rzeczywistości, nie powinna być jedynym powodem, dla którego warto i należy przeczytać „Kobietę w Berlinie”. Wartością tej książki jest jej dokumentalny charakter w znacznie szerszym pojęciu. Oczami świadka i uczestnika wydarzeń obserwujemy życie w Berlinie również po zakończeniu działań wojennych. Życie w zniszczonej stolicy odradza się ale już w innej niż ta sprzed 1939 roku formie. Miasto będzie rozdarte na części pomiędzy zdobywców, a jego mieszkańcy muszą się podporządkować rygorom przez nich narzuconym. Rodzi się nowy powojenny świat. Powinien być lepszy od tego, który runął w gruzach. My jednak wiemy, że stanie się inaczej. Mury i granice, które zostaną stworzone przez najsilniejsze światowe mocarstwa podzielą Europę na dziesięciolecia. Czy mogło być inaczej? Historia nigdy nie jest prosta i łatwa do zrozumienia. „Zapiski z 1945 roku” to potwierdzają, ale też pomagają spojrzeć na tamte wydarzenia z innej perspektywy, dopełniają obraz dni, wydarzeń. Budzą grozę, wystawiają człowieczeństwu nie najlepszą notę. Żeby jednak nasz wiek mógł być lepszy od poprzednich, nie należy przemilczać niczego, należy pamiętać i przypominać.
Autorka zapisków w pewnym momencie marzy: „Żeby chociaż mieć prawdziwe mydło! Często odczuwam nieodparta potrzebę, by zetrzeć z siebie całą skórę, wierzę, że potem byłabym także czyściejsza na duszy”. Ażeby ludzkość stała się „czyściejsza na duszy”, powinna czytać właśnie takie książki. Dobrze się stało, że „Kobieta w Berlinie” została przetłumaczona na wiele języków i jest znana w różnych zakątkach świata.

 

Wiesława Richert
DKK w Świeciu
Podregion bydgoski województwa kuj. –pom.
 

 



« Archiwum recenzji


« Powrót

 


Komentarze do recenzji: "Kobieta w Berlinie"

Dodaj własny komentarz »

Jeszcze nikt nie skomentował tej recenzji






aktualności
na stronie




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)







Komentarz do recenzji: "Dziewczynka w zielonym sweterku" Krystyna Chiger
dziewczynka w zielonym sweterku. tresc recenzji bardzo przekonujaca. dobrze uchwycona atmosfera relacji bohaterki wydarzen (...) /wiera 2012-01-06 więcej »


Komentarz do recenzji: "Cesarz Ameryki" Martin Pollack
Autor. Oczywiście Martin Pollack jest pisarzem austriackim, w tekście pojawił się błąd. (...) /Katarzyna Rafałko 2011-12-22 więcej »


Komentarz do recenzji: "Dziewczynka w zielonym sweterku" Krystyna Chiger
"Dziewczynka w zielonym sweterku". O ile historia opowiedziana przez Krystynę Chiger jest wstrząsająca i stanowi (...) /Katarzyna Rafałko 2011-12-09 więcej »



© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by