| Słabiutki ten FIGHT CLUB…
Tarantino powrócił w wielkim stylu! Aż osiem nominacji zdobyły „Bękarty wojny” w jego to reżyserii. To jest kino niepowtarzalne, nie do podrobienia: sposób myślenia, oryginalność zmysłu, wizja reżyserska. I kiedy tak czytam sobie, że „Fight Club” przypomina fabułą m.in. filmy nakręcone przez Tarantino, to zaczynam się zastanawiać… Co jest grane? Dobre książki wymagają recenzji. Bardzo dobre książki zasługują na jakiś esej, opracowanie, szkic. Arcydzieła – najlepszą recenzją w tym wypadku jest rozkosz lektury, która przypada w udziale potencjalnemu koneserowi (!)
A jak to jest z książkami słabymi? Bo ja wiem. Hm. W sumie. Nie mam pojęcia. Naprawdę.
Powyższy zapis został zastosowany celowo, potencjalny Czytelniku. Po co? Chciałem w ten sposób zobrazować, jak Chuck Palahniuk „żre papier”, a więc podpada i krytyce, i ekologom. Mój drogi Czytelniku – czas to pieniądz. Dlatego w skrócie: „Fight Club” jest dobry do poduszki: jeśli lubisz katorżnicze lektury – trafiłeś wyśmienicie. I nie myśl, że jeśli przeczytasz tę książkę – i nic a nic nie zrozumiesz, to nie przejmuj się: nie jest to wynik Twojej głupoty. Może gdyby na koniec nastąpiło małe „bum!” A tak nie ma ani „bum! w książce, ani też nie ma literackiego „bum!” Słabiutki ten FIGHT CLUB…
Przemek Kuliński DKK Złotów
« Archiwum recenzji
« Powrót
Komentarze do recenzji: Słabiutki ten FIGHT CLUB…
Dodaj własny komentarz »
Czy ja wiem... Zamykanie wypowiedzi o "Fight Clubie" przy pomocy jednoznacznej oceny jest dla (...) Jacek Sejmej 2010-04-09 09:04:07
|