Polski reportaż


Roman Kurkiewicz


2009-12-04

W tej dziwnej części świata, którą jest Europa Środkowa, zwykło się nazywać młodymi twórcami tych malarzy, rzeźbiarki, reżyserów, pisarki, muzyków, którzy niejednokrotnie dobijają do lub przekroczyli czterdziestkę. Dopiero wtedy zaczyna być ich widać, słychać, zaczyna się ich czytywać i komentować. Zjawisko to w szczególny sposób dotyczy autorów, których kiedyś nazywano reporterami, reportażystami, dzisiaj raczej twórcami literatury faktu czy już wprost, bez ogródek - pisarzami dokumentalnymi.
Polska lubiła, i lubi, chlubić się kilkoma szkołami twórczymi: polską szkołą filmową, polską szkołą dokumentu. Nie mogło zabraknąć polskiej szkoły reportażu. Do jej najważniejszych postaci należą tacy autorzy i autorki, jak Hanna Krall czy Ryszard Kapuściński, twórcy uznani w świecie, tłumaczeni, wznawiani. Ludzie, którzy odnieśli zawodowy sukces w czasach, kiedy w ich kraju drukiem każdego tekstu rządziła niepodzielnie instytucja cenzury prewencyjnej. Jak udało im się tego dokonać? Kapuściński i Krall, choć zaczynali podobnie, od reportażu prasowego, od portretu prowincji polskiej, od tematów i bohaterów rodzimych - poszli  osobnymi drogami.
Kapuściński, kiedy tylko nadarzyła się okazja, wybrał zamiast Polski dwa inne kontynenty: Afrykę i Amerykę Południową. Później jeszcze Rosję, już nie Związek Radziecki, ale ślad po upadłym Imperium. Hanna Krall stworzyła niemal własny język i gatunek pisania, znajdując tematy w Polsce. Tematy żydowskie, tematy krążące wokół Zagłady Żydów, wśród których pierwszą książką był zapis rozmów z legendarnym przywódcą Powstania w Getcie Warszawskim - Markiem Edelmanem („Zdążyć przed Panem Bogiem”), książką, kiedyś, w czasach realnego socjalizmu, niedostępną - obecnie lekturą szkolną. Jej opowiadania dokumentalne wyznaczyły taki standard literacki, że wszyscy niemal jej uczniowie (Tochman, Szczygieł, Hugo-Bader, Ostałowska) szukali własnej przestrzeni do opisania.
Wielu z nich, podobnie jak ich mistrzowie w osobach Krall i Kapuścińskiego, zaczynało od reportaży z Polski. Ale już ich książki, te które naprawdę znaczą, które zauważono i nagradzano - jakże często opisują światy inne, kraje odległe lub nawet nie tak bardzo, ale jednak: ludzi, wydarzenia i historie spoza polskiej granicy. Często wyrzuciło ich bardzo daleko, żeby wspomnieć reportera wojennego Wojciecha Jagielskiego, autora książek o Afryce, Czeczeni, Afganistanie. Ale i on dzisiaj powędrował w stronę powieści dokumentalnej arcydobrymi "Nocnymi wędrowcami", książką o potencjale podobnym do „Cesarza” Kapuścińskiego, powieścią dokumentalną o Ugandzie, o wojnie tocznej rękoma dzieci, dzieci które nauczono zabijać, dzieci, których okrucieństwo przeraża dorosłych żołnierzy. Mariusz Szczygieł, przez lata prowadzący popularny talk-show  musiał odzyskać kontakt z materią reportażu, pomieszkując w sąsiednich Czechach i obdarzając nas fenomenalnym "Gottlandem". Inny z dziennikarzy Gazety Wyborczej, Paweł Smoleński, opisywał Ukrainę, Irak, Izrael. Małgorzata Szejnert skreśliła portret Ellis Island, imigracyjne wrota do Ameryki, wcześniej pisząc porywający fresk reportażowo-historyczny o śląskim miasteczku. Olga Stanisławska przemierzała Afrykę, Jacek Hugo-Bader przejechał rosyjskim gazikiem Rosję aż po same jej krańce. Wojciech Tochman sportretował wojnę w Jugosławii, młody autor Mateusz Marczewski zamieszkał na rok w Australii, i opisał swoją próbę zrozumienia fenomenu odrzucenia i powolnej auto-zagłady Aborygenów.
Może więc nie są oni polskimi reporterami, ale pierwszym pokoleniem pisarzy faktu, urodzonym i debiutującym w Polsce? Może ich oko, ucho i ręka ukształtowane zostały przez warsztat takich ludzi jak Krall i Kapuścinski? Dlaczego jednak trochę jakby odwrócili się od własnego podwórka? Dlaczego zew reporterski pognał ich gdzieś het, daleko? Oczywiście są wyjątki. Książka Ostałowskiej o Romach czy "Wściekły pies" Tochmana są bardzo mocnymi punktami, a zbierają polskie historie, bolesne, wstydliwe, obłożone kulturowymi, religijnymi tabu.
Może dzieje się tak także dlatego, że Polska dzisiaj jest krajem bez jednego (tak, tak!) tygodnika kulturalnego? A ciężar wysyłania w podróże, szkolenia reporterów wzięły na sobie dzienniki, a właściwie jeden z nich - Gazeta Wyborcza - matecznik wszystkich niemal tu prezentowanych autorów i autorek.
Pewnie nie ma co biadolić. Pisarz  nie musi przecież opisywać wyłącznie swojego najbliższego otoczenia. Wśród grupy dokumentalistów są też ludzie, których przygody zawodowe nie bywały związane z dziennikarstwem reportażowym: Andrzej Stasiuk, po niemal reportażowych "Opowieściach galicyjskich" przerzucił się na wędrówki po owej Europie środkowej (Rumuni, Węgrzech, Albanii). Ale też pisze coś pomiędzy powieścią dokumentalną, diariuszem z wyprawy, traktatem metafizycznym o przestrzeni. Dawny dziennikarz związany z opozycją, Mariusz Wilk osiadł w Rosji i regularnie publikuje kolejne tomy odsłaniające tajemnice tamtejszej głuszy i duszy. Wojciech Albiński, późny debiutant, geodeta-emigrant, wydał cykl zachwycających odrębnością i egzotyką książek, których akcja, czy to powieści czy opowiadań, wsparta jest na doświadczeniu dokumentalnym.
Czy jest coś, co wszystkie te różne wszak teksty i książki, łączy? Bo przecież nie jest to terytorium, typ bohatera czy dominujące tematy. Czy tu można zauważyć wpływ mistrzów - Krall i Kapuścińskiego? Wydaje się, że jest to stosunek do języka, który u nich znajdujemy. Jest on oszczędny, mocny, wyważony, ale też gęsty, barwny. Drugą rzeczą jest literacka kompozycja, struktura. Wszyscy ci autorzy piszą już na poziomie wykraczającym poza oczekiwania i obyczaje prasowe. Sięgają ku półce z literaturą, nie z reportażem doraźnym dziennikarstwem.
Czytając polskich reportażystów i reportażystki, którzy nawet jeśli wywodzą się z jednej Krallowo-Kapuścińskiej stajni, nie sposób dostrzegać oprócz podobieństw wszelkich odmienności i zalet osobnych. Tak naprawdę sposób przedstawiania świata przez tych autorów jest próbą bardzo indywidualnego spojrzenia, propozycją wyboru innej perspektywy, zarówno geograficznej, jak i językowej. Warto jednak przy tym pamiętać, że w tle tych książek jest zawsze doświadczenie polskie, doświadczenie reporterskie, niezależnie o tego czy będziemy poznawać wojnę domową w Ugandzie (Jagielski), dumać nad widokiem zagubionego w cywilizacji Aborygena (Marczewski), przerażać się opowieścią o lubianym księdzu-homoseksualiście, który co kilka tygodni wyrywa się ze swojej parafii do klubów gejowskich w europejskich stolicach.
Zarówno dyscyplina dialogów, rysunek postaci, dramaturgia scen wywodzi się z pisania znanego pod nazwą "polskiej szkoły reportażu", która przecież grupowała znacznie szersze grono autorów niż dwa, powtarzane tu jak liczman nazwiska. Można powiedzieć, że po 1989 roku udało się zachować pewien etos patrzenia na świat, bardzo wysoki standard opisywania bohaterów, a do wrażliwości społecznej dołożono dyscyplinę słowa. Myślę, że we współgraniu tych wszystkich czynników należy upatrywać atrakcyjności tekstów przywoływanych w tym katalogu autorów literatury faktu. To pokolenie piszących wytworzyło własny, rozpoznawalny już także poza granicami Polski język. A tłumaczenia i zagraniczne sukcesy potwierdzają, że polski reportaż przeżywa właśnie swój renesans. 

- wstęp do specjalnej edycji katalogu „New Books from Poland: Reportage”



Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by