Trociny

Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...)
więcej >>

Ręka Flauberta

O książce

Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...)
więcej >>

Lidia Amejko

Żywoty świętych osiedlowych


O książce

U nas na Osiedlu taki zwyczaj jest od lat, że każden raz tylko się rodzi i raz umiera.
Nie więcej!
Życie nasze dwa końce ma, jak sznur od bielizny, i choćby skały srały, wiatry wiały, bloki na Osiedlu pękały – dwoma tylko końcami do nieskończoności jesteś przywiązany, człowieku!
Rzecz jasna, jeden sznurek krótszy był, inny dłuższy, i każden co innego na lince miał rozwieszone – zawsze jednak DWA supły od niebytu nas oddzielały.
I koniec.
Tylko z Cyrylem inaczej się porobiło. Owszem, RAZ się urodził, jak my wszyscy. Za to umierał – co dnia! Jakby mu się jeden koniec sznura roztroczył i tysiącem nitek wystrzępił.
Pomyślicie pewnie, że on może tak umierać lubił, że śmiercią nienasycony, obżarstwu swemu folgował ponad miarę – co?
To wam powiem: Cyryl ze strachu przed śmiercią umierał co dnia!
– Och, wielkie mi co! – krzykniecie. – Wiadomo, że każden śmierci się boi (dopokąd się nie napije), ale ze strachu świętym się nie zostaje! (Tylko z odwagi wielkiej, o której dzieciom się potem na religii opowiada.) Więc po co świrusa tchórzliwego między świętymi umieszczać?!
Zamknijcie się na chwilę, kurdebalans, i posłuchajcie!
Nie było Cyrylowi lekko tak umierać ze strachu przed umieraniem, więc kiedyś pomyślał sobie, że może by ze śmiercią oswoić się trochę i umrzeć, ale tak trochę tylko, na paznokcia czubek – na spróbunek? Zobaczyć, czy to takie straszne?
Na kanapie się położył, pilotem pstryknął, żeby się w umieraniu swoim nie rozpraszać, wiadomo: głupio tak jednym okiem umierać, a drugim w ekran łypać. (Oto pytanie jest, człowieku, na Osiedlu najgłębsze: jak swój KONIEC pogodzić ostateczny z serialem, co w NIESKOŃCZONOŚĆ się ciągnie!)
Pstryknął więc Cyryl, ekran się zrobił niebieskosiny, jak trup, w środku duszyczka kineskopowa jeszcze mu się jarzyła przez chwilę i pyk! – telewizor zgasł.
Więc Cyryl oczy zamknął i umarł.
Wcale tak strasznie nie było!
A następnego dnia zadowolony się obudził, na świat spojrzał z radością – wiadomo: jak każden jeden po śmierci! Jajecznicy sobie usmażył na boczku, wesoło przy tym pośpiewując, ale pod wieczór lęk go naszedł, że może o czymś w umieraniu swoim zapomniał, że... jakoś za gładko to poszło; że... trzeba by jeszcze raz, na wszelki wypadek... sprawdzić!
Tak umarł dnia drugiego.
Trzeciego dnia się najadł, a wieczorem znów się kręci, jak szczenię srać. No to już wiedział, że nie na film po dzienniku czeka, ale że nieskończoności, co go strachem szczuje, znowu w oczy chce spojrzeć.
I tak już było co dnia.
Umierał Cyryl, potem z-martwych-wstawał i śniadanie sobie robił.
Z początku nawet był szczęśliwy, ale potem głupio mu się zrobiło, że samolubnie sam sobie umiera, dla siebie tylko, o innych nie myśląc! Bo skoro już tak dobrze to umieranie mu wychodzi, to czemu za kogoś by nie umrzeć, kto wprawy takiej nie ma, jako on?
Dał ogłoszenie na sklepie: „Umieram bezpłatnie. Zamówienia pod telefonem: 3452861, Cyryl Damasceński”.
Najpierw zadzwoniła pani Hapiór, czy by za nią nie umarł, bo tyle ma roboty przed świętami, że nie wie, w co ręce włożyć, no i ze śmiercią już się sama nie wyrobi. A ona w późniejszym terminie umrze, jak akurat będzie miała więcej wolnego. I że sernik za to Cyrylowi upiecze.
Potem zatelefonował pan Kruczek, któren za okupacji sto razy o mało zabity nie został i śmierci w ogóle się nie bał, a teraz na samą myśl o niej blady się robi, miękki, dygotliwy i bez przerwy płacze. Nie po męsku całkiem. Już mu, co prawda, Janina O., Służebnica Obrąbka, przejście do Nicości ładnie obdziergała i się pan Kruczek noc w noc w tę dziurę gapi, ale na tamten świat jakoś boi się przeleźć. Więc czy by Cyryl, tak po sąsiedzku, za niego nie umarł, to by mu pan Kruczek zlew w podzięce naprawił.
Różni do niego przychodzili.
Ktoś na odwyk właśnie szedł, nowe życie chciał zacząć i ze śmiercią nie po drodze mu było; kto inny znowuż na ślubie córki chciał być, a jeszcze inni wczasy wykupili tanie za granicą, a tu się nagle okazało, że na nich samych last minute właśnie przyszła!
A Cyryl szczęśliwy był, bo za innych teraz umierał!
I dobrze mu się wiodło, bo każden podarkiem jakimś mu się odwdzięczał. (No i co? Głupio wam teraz, żeście psy na nim wieszali? Znajdźcie mi takiego świętego, któren by za tylu życie poświęcił co Cyryl!)
Tylko w Niebie się to nie spodobało.
Była kontrola i wyszło manko: umierają ludzie na Osiedlu, owszem, ale Na Górę nikt nie przychodzi!
W rubryce „Śmierć” przy pani Hapiór ptaszek jest postawiony, a ona sama po Osiedlu lata jak gdyby nigdy nic, i jeszcze serniki ludziom piecze!
– Co jest? – żachnął się Pan. – Od początku świata mi się to nie zdarzyło. Wiem, wiem, ludzie chytrzy są i zawsze śmierć oszukać chcieli! Czego oni nie wymyślali: łóżka przekręcali przodem do okna, nazwiska zmieniali. Jednemu, Nondumowi, prawie się udało: taką był pustką, że nie miało w nim co umrzeć, więc Psychopompa trzeba mu było posłać, żeby go bytem sensownym pierwej podfutrował, a potem na drugą stronę przepchał. A i jeszcze ten cwaniak Farrago! Z Niebam go odesłał z powrotem na ziemię, tak mnie zabajerował!
Anioł Księgowy na Osiedle zleciał, żeby sprawę zbadać. Pod Jerychem postał, piwo wypił, z ludźmi pogadał i od razu był w domu!
Do Cyryla poszedł z prowokacją: niby żeby Cyryl za niego umarł. Cyryl się zgodził, forsę wziął, za anioła chce umrzeć – a tu nic!
Oczy tylko Cyryl wybałuszył, charczy, rzęzi, śmierć w połowie drogi mu utknęła, jak kość w gardle – i ani wte, ani wewte. Wtenczas Anioł kajdanki mu założył i na Sąd Boży poprowadził.
Tak się skończyły dobre czasy na Osiedlu, kiedy ludzie w ogóle nie umierali.
Pan w miłosierdziu swoim nawet nie ukarał Cyryla, tylko dusze kazał mu pozwracać, żeby się w Niebie zgadzało.
A Cyryla świętością wynagrodził, bo jeszcze takiego świętego, co by ze strachu tyle dobrego ludziom zrobił – w Niebie nie było!

Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by