Trociny

Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...)
więcej >>

Ręka Flauberta

O książce

Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...)
więcej >>

Dorota Masłowska

Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku


O książce

Bar Cymesik, Barmanka i Szatniarka Halina oglądają telewizor. Z dworu słychać zbliżającą się kotłowaninę i wrzaski. Wchodzą Parcha i Dżina, na skraju poczytalności, spoceni i na skraju szaleństwa.
BARMANKA: Se oglądamy, a tam naraz słyszę, wrzaski jakieś, szamotanina, ja mówię, co to teraz tam będzie, robaki Bułgarkom z cip pouciekały i tak wrzeszczą? I idę sprawdzić.
A tu otwierają się drzwi i wchodzi taki oddział zamknięty dwuosobowy, nie wiem, pijani czy naćpani czymś, czy uciekli z wariatkowa, z torbami czy siatami jakimiś tu, wchodzą, oho, a ta hrabina to cała z brzuchalem. I se wchodzą tak, o.
Słucham?
DŻINA: Poproszę dużo wrzątku. Rodzę. Niech babuka nadrze prześcieradeł.
BARMANKA: I pokazuje mi na Halinkę. Babuka! I se macha torebką. Ja mówie: nie ma czegoś takiego: wrzątek. Jest kawa, herbata, są barszcz, są frytki. Krokiet. Tu wszystko pisze.
DŻINA: No to krokiet.
PARCHA: Nie nie nie, ona tak żartuje! Wszystko nie tak. Wszystko nie tak, jak myślałem. To wykluczone. Przepraszam panie na chwilę.
Patrz tam. Trzymaj to. Odwróć się i patrz tam, i trzymaj to, i nie odzywaj się, ja wszystko powiem, ty stój tu i patrz tam i się nie ruszaj.
Przepraszam panie ślicznie za tę niezrównoważoną osobę. Koleżanka jest trochę na zejściu, ona nawet nie jest w żadnej ciąży, wiedzą panie, taką poduszkę ma tu włożone, o, he he.
I przestań się śmiać głupio, bo to już dawno nie jest śmieszne wszystko. Psychopatka, narkomanka jedna. Te dragi to jednak dają po bani, panie wybaczą.
Przepraszam bardzo panie, ale wydarzyło się coś i jestem roztrzęsiony. Czy mogę panie uprzejmnie zapytać: co to za piękne miasto, gdzie jesteśmy?
BARMANKA: Co to za miasto i gdzie oni są! On mnie się pyta! Ostróda.
SZATNIARKA: Ostróda to jest.
PARCHA: Ach Ostróda, piękne miasto. A to jest bardziej tak na południe, na północ, na wschód? Bo kompletnie wyleciało mi z głowy.
BARMANKA: To zależy.
PARCHA: Aha.
To zależy to fakt.
Widzą panie, bo jest sytuacja przykra, my znaleźliśmy się tu przypadkiem, nie z naszej winy, my jesteśmy z Warszawy i zawieruszyliśmy się tu, no po prostu...
BARMANKA: Aha. Ja też jestem z Warszawy. Halina też z Warszawy Wszyscy jesteśmy z Warszawy. Tu na ferie se przyjechałyśmy. Właśnie ze sanek wróciłyśmy.
PARCHA: No to widzi pani. Sanki, piękna rzecz. Co za pyszna sanna, parska raźno koń, jak mawia poeta, wielki poeta.
Ale do rzeczy, moje panie, bo żarty żartami, a tu wydarzyły się wydarzenia naprawdę dla mnie niejasne, trudno mi to wytłumaczyć, jak to się wszystko stało, właściwie może to zabrzmieć nierealnie. Jednym słowem w niewyjaśnionych okolicznościach znalazłem się tu, a jutro mam na ósmą do pracy, ale niestety nie mam telefonu przy sobie. A muszę zadzwonić.
To znaczy generalnie jest tak: nie wiem, jak to udowodnić, ja tak nie wyglądam. Ja tak nie wyglądam, to były takie żarty, przebieranki, impreza i wiedzą panie, źle to się wszystko skończyło, źle. Jestem z zawodu aktorem, gram księdza Grzegorza w takim serialu, kojarzą panie na pewno, ksiądz Grzegorz, o o o, a więc to właśnie ja. Chciałem spytać, która jest godzina?
BARMANKA: Panie, to też jest przebranie. Ona jest tam księżna Dajana w przebraniu, a ja jestem Barbara Cartland. Jest dwudziesta druga, jak widać na załączonym zegarku.
PARCHA: Dwudziesta druga. To wykluczone. Nie zdążę się wyspać przed planem. Muszę zadzwonić. To jakieś kurwa szaleństwo. Dżina, zrób coś do cholery. Powiedz im coś. Powiedz im, kim jestem. Przecież wiesz.
DZINA: Proszę bigos dwa razy.
PARCHA: NIEEEE!
SZATNIARKA: Panie Wiesiuu!
PARCHA: Niee, to nie tak, do czego mi tu Wiesiek jeszcze potrzebny! Kim jest w ogóle Wiesiek, na Boga, panie nie rozumią kompletnie położenia, w jakim się znalazłem, kim jest Wiesiek, kim jest dla mnie jakiś Wiesiek? Luuudzie! Ludzie. Na Boga jedynego. Jestem ksiądz Grzegorz. Pomóżcie człowiekowi, ja jutro mam kurwa na ósmą do pracy.
BARMANKA: Na ósmą na te, zbierać puszki idziesz?
DŻINA: My Rumuni to zaciekły naród.
PARCHA: Zamknij się, proszę cię, nie odzywaj się i milcz. Odwróć się. Odwróć się. Odwróć się tam. Dziecko w przedszkolu zostawiłaś, stań tam sobie i na spokojnie to przemyśl, czy tak postępuje matka. Dziecko w przedszkolu zostawiła. Trzy dni temu. Alimenty przećpała. Kebaba se kupiła. Psychopatka, narkomanka ta.
BARMANKA: I jak ona to powiedziała? Że są Rumunami jakimiś! Dobre.
DZINA: Ale moja matka na pewno je odebrała, na pewno.
BARMANKA: Karta telefoniczna piętnaście siedemdziesiąt najmniejsza.
PARCHA: Ale ja nie mam!
BARMANKA: Piętnaście siedemdziesiąt.
PARCHA: Potrzebuję jeden impuls, kobieto. Tylko na krzyknięcie: Ratunku kurwa!
BARMANKA: Panie Wiesiu!! Chodź pan! Bo tu pan ma jakiś problem.
PARCHA: DAJCIE MI ZADZWONIĆ! KURWA! JEDEN TELEFON! JEDEN TELEFON! TO JEST OSIEMDZIESIĄT GROSZY!
BARMANKA: Osiemdziesiąt groszy tak, ale piętnaście siedemdziesiąt najmniejsza karta. Ja nie wiem, co pan jest za bubek, czy ksiądz, czy jakiś Grzegorz, karta kosztuje tyle i tyle, i to są pieniądze, a nie że każdy czubek z wariatkowa by mi tu przychodził i sobie dzwonił gdzie chciał. Tak powiedziałam, nie Halina? 1 wtedy przyszedł Wiesiek.
WIESIEK: Słucham, jest jakiś problem, w czym?
BARMANKA: Przedstawiam ci. To jest ksiądz Grzegorz. Z żoną zakonnicą. I dzieckiem ministrantem. He he.
WIESIEK: Słucham, co potrzeba?
PARCHA: Panie Wieśku, witam, właśnie jest taka sprawa, żebym ja wykonał jeden telefon i tu panie są za, tylko mówią, żebym jeszcze dla upewnienia się zapytał pana...
WIESIEK: A musisz tak ryja drzeć?
PARCHA: Oczywiście że nie, ale...
WIESIEK: A musisz tak ryja drzeć?
BARMANKA: Ale gdzie tam, od godziny nam tu cwaniak jeden opowiada legendy, jaki to nie jest bogaty z Warszawy aktor, a karty telefonicznej se nie może kupić najtańszej, bo mu szkoda, to narkomanie jacyś są. A ten twój pysk to ja skądś znam. To ty mi jajka z kurnika wykradasz, figlarzu.
PARCHA: Ale to nie tak, ja... Przeklinam was! Przeklinam! Przeklinam! Kurwa klątwa! Żeby wam mikrofalówka wybuchła kurwa i wszystko razem.




Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by