| Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...) więcej >> |
| | O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
|
|
Sławomir MrożekJak zostałem recenzentem. Varia 3 O książce
Szewc Dratewka
Najlepsze, najpiękniejsze przedstawienie, jakie widziałem w życiu, utwór dramatyczny nieporównanej zręczności i głębi, reżyseria niedościgniona, aktorzy niepowtarzalni, słowem: wydarzenie teatralne najwyższej miary — to był Szewc Dratewka. Miałem wtedy dwanaście lat i to był pierwszy teatr, jaki w ogóle widziałem. Potem też widywałem dobre teatry, ale już nie takie. A nawet, mimo że autorzy byli renomowani, reżyserowie co który, to sławniejszy, aktorzy coraz to podobno lepsi — wszystko razem było coraz gorsze. Jaki z tego wniosek? Oczywiście ten, że się starzeję i tracę wrażliwość. Nie pisałbym o tym, bo co to kogo obchodzi. Jednak — ów wniosek banalny i nikogo poza mną nieobchodzący nasuwa mi podejrzenie, że wszystko, co się mówi o teatrze, nie ma sensu, jeżeli ten, kto mówi, nie mówi także o sobie. Jeżeli nie bierzemy pod uwagę czegoś więcej niż sam tylko teatr. Nasze oceny, nasze wyroki, w jakim stopniu zależą od „wartości danego zjawiska teatralnego jako takiego i samego w sobie”, a w jakim od nas samych? Od tego. kim jesteśmy, gdzie i kiedy? Ja nie wiem, czy inscenizacja Wesela w krakowskim Teatrze Słowackiego, tuż po wojnie i okupacji, była lepsza od wszystkich, jakich dokonano potem. Ale nawet gdyby komputery wykazały niezbicie, że nie była lepsza, to co z tego? Żadna późniejsza nie zapisała się tak w mojej pamięci, żadna inna nie była tak ważna. I nie tylko dla mnie. Przypuszczam, że inscenizacja Hamleta w Teatrze Starym w Krakowie w roku 1956 nie była najlepsza ze wszystkich możliwych. „Obiektywnie” skłonny jestem uznać, że była gorsza od inscenizacji Hamleta w Stratford-on-Avon w roku 1966. Ale co z tego? Wtedy, w Krakowie, w Polsce, pół miasta miało od tego Hamleta wypieki i tyleż grał Hamlet, co moment i miejsce. A dalej, idąc szlakiem raz powziętego podejrzenia: Mówimy, że teatr jest raczej do niczego. A jeżeli teraz mamy teatr pierwszej jakości, technicznie na poziomie lepszym niż kiedykolwiek i tylko nam się z jakichś powodów nie podoba? Z powodów, z których sami nie zdajemy sobie sprawy? Może nuda, czczość, niedobroć jest w nas, a nie w teatrze? I odwrotnie. Może jakiś teatr niegdysiejszy, tu czy tam, taki, który przeszedł do historii jako doskonały lub wielki, wcale nie był ani taki wielki, ani taki doskonały, może nawet był całkiem marny i średni, a tylko szczególnej konfiguracji, szczególnemu kontaktowi ze współczesnymi zawdzięcza, że zapisali go w annałach ze czcią i uwielbieniem? Podejrzenie straszne. Lepiej o nim zapomnieć. Dajcie mi krytyka, takiego, co potrafi tylko obiektywnie, w imieniu abso¬lutu, naukowo... Niech odprawi nade mną egzorcyzmy i uwol¬ni mnie od demona relatywizmu. Niech przepędzi subiektywizm, tego księcia ciemności. Nie chcę zginąć na stosie. Święty Instytucie Badań Literackich, módl się za nami. Święta Analizo, wstaw się za nami, święta Estetyko, broń nas, święte Kryterium, ocal nas. Wierzę w teatru scjentyzowanie, w krytyków obcowanie... „Dialog” 7/1976
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|