| Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...) więcej >> |
| | O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
|
|
Zofia TarkocińskaOciosani Pakt Ribbentrop - Mołotow z sierpnia 1939 roku oddał dużą część Polskich Kresów wschodnich pod panowanie Związku Sowieckiego. Zaraz potem wielu Polaków, zwłaszcza urzędników państwowych, zostało wraz z rodzinami wypędzonych w potajemnej akcji ze swoich domów. Pod ścisłą strażą cieszących się złą sławą organów bezpieczeństwa deportowano ich w bydlęcych wagonach na Sybir, a później do Kazachstanu. Wśród wypędzonych znalazła się piętnastoletnia wówczas Zofia Tarkocińska. W swoich wspomnieniach, spisanych na podstawie notatek sporządzanych na marginesach gazet, daje wzruszające świadectwo straszliwych praktyk władz stalinowskich, ciężkiej pracy przymusowej, niehumanitarnych warunków bytu ale też ludzkiej wielkości i gotowości niesienia pomocy tym, których połączyła niedola. Nadzieja na powrót na Kresy - nadzieja, która pomogła im zachować godność, gdy "podobnie do drzew w syberyjskie tajdze, które musieli wycinać i ociosywać" odcięto ich od korzeni i poniżano, by byli bardziej ulegli wobec planów ciemiężców - nie miała się spełnić. Wschodnia Polska pozostała po wojnie w rękach Związku Sowieckiego. Nowy dom repatrianci znaleźli w niemieckim niegdyś Wrocławiu, który był im początkowo obcy i tak mało przypominał utraconą ojczyznę. Polecam te wspomnienia nie tylko ze względu na ich smutną aktualność, lecz także z powodu ich dogłębnie ludzkiej wymowy, która pomaga zrozumieć niemieckich i polskich wysiedleńców i pokazuje wydarzenia historyczne tamtych czasów na przykładach przerażających losów jednostek.
Ociosani
Drewniane prycze ograniczone ścianą towarowego wagonu. Uniesiona świeca oświetla twarze. Dużo twarzy. Rzędy twarzy na dolnych i górnych półkach. Twarze starców i twarze dojrzałe. Są również twarze dziecięce. Twarze różne, a jednocześnie jednakowe, jednakowe zapisem lęku i niemego pytania. Życzliwa dłoń wskazuje miejsce na górnej pryczy. Duże, przesuwane drzwi zamykają się z łoskotem, a szczęk skobla mówi o dodatkowym zabezpieczeniu z zewnątrz. Świeczka przybliża się do naszych twarzy. - Kto? Skąd? Dlaczego? Poznajemy pozostałych. Rodzina nauczycieli. Młody mężczyzna to nauczyciel w miejscowej szkole powszechnej, ona Białorusinka, ze znajomością języka rodzinnego, stała się profesorką w "dzisięciolatce". Wymagająca i bezwzględna, nie skąpiła ujemnych ocen. To jednak nie uchroniło przed zmianą miejsca zamieszkania. Mąż Polak i nauczyciel. Nie pomogło własne pochodzenie i chłopska rodzina. Nie pomogły osiągnięcia w szkole. Trzeba dzielić los męża. Teraz rozgląda się przerażona po twarzach stłoczonych na półkach ludzi, niepewna ich sądu, a może nawet wyroku. Rękoma osłania przed niewidocznym ciosem wydatny już brzuch. Widać, że czas porodu jest bliski. Że może zaraz, w tej przedziwnej scenerii, scenerii zgrozy i niewypowiedzianego lęku, rozlegnie się płacz małej istoty. Małego człowieczka rozpoczynającego życie. Jakie życie będzie przed nim? A jakie życie nam los gotuje? (...) Nie wiemy jak jest w innych wagonach. Świt. Słychać warkot silników i rozmowy. Znów ktoś dowieziony. Następny i jeszcze jeden. Świt przeciska się przez szpary w ścianach wagonu, bieleje intensywniej w otworze okna. Ale ten otwór, to maleńkie okno zawiodło nasze nadzieje. Wąskie szpary utrudniały widzenie.(...) Rozpoczął się dzień wagonowego życia. Moja mama zarządziła, by małe dzieci bawiły się na dolnych półkach, dla bezpieczeństwa. Młodzież królowała na górnych, skupiona przy okienku. A starsi? Starsi rozłożyli się na parterze, bezpośrednio na podłodze wagonowej.(...) Nikt nie śpi. Toczą się głośne rozmowy. A temat!? Temat wciąż ten sam ... Dokąd? Powoli zamierają rozmowy. Gaworzą rodziny. Ale i ten pomruk ucicha, przechodzi w szept modlitw. Ktoś płacze. Zasypiam. Coś budzi. Jest ciemno. Zdaje się, że wszyscy śpią. Nic się nie zmieniło. A jednak nie jest tak, jak było! Monotonny stukot i kołysanie. Charakterystyczne podskakiwanie wagonu na złączach szyn. - Jedziemy!!! - Jedziemy! - krzyczę głośno. Wagon budzi się. Postacie czołgają się, wspinają w kierunku jedynego okienka. Ale za oknem ucieka ciemność i nic więcej. Nawet nie wiemy, w którym ruszyliśmy kierunku. Dokąd zawiezie nas ten dziwny pociąg? Dokąd wiedzie droga polskich tułaczy, wyrwanych z rodzinnych domów, z ramion pradziadów spoczywających pod białymi brzózkami, w tym pamiętnym 1940 roku? (...) Pociąg powoli nabiera pędu. Mknie coraz szybciej, jak gdyby chciał nas dowieźć jak najszybciej, a może zawieźć jak najdalej? Nastaje dzień. Wjeżdżamy na dużą stację. Koła nie zmieniają rytmu. Nie zatrzymujemy się. - Są! Są napisy! - ktoś woła. Rzeczywiście. Duże rosyjskie bukwy, litery, układają się w nazwę stacji. Mińsk! Już umknął. Już za nami. Stało się. Jedziemy w kierunku wschodnim. Nie zadajemy pytań żołnierzom. Po co? Wszystko staje się jasne.
Zofia TARKOCIŃSKA - pseudonim Zofii Helwing (1925). Urodziła się w Kowlu (Wołyń), córka legionisty, uczennica Gimnazjum i Liceum im. Tomasza Zana w Mołodecznie (woj. wileńskie). W roku 1940 deportowana wraz z matką do obozu w Niuchmiżu (obwód archangielski). Amnestionowana i powtórnie deportowana - do Atbasaru (Kazachstan). Repatriowana do Polski w lutym 1946.
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|