| Tak naprawdę jednak ludzie żyją nie mechanicznie i matematycznie, tylko, juk by tu to nazwać, powiedzmy - l u d z i e ż y j ą m n i e j w i ę c e j. Posuwają się trochę po omacku. Nie znając naprzód Losu, wyznaczają sobie kolejne ludzkie (...) więcej >> |
| | O książce
Każda historia zawsze się gdzieś zaczyna. Ta zaczyna się w Hrubieszowie, bo stamtąd pochodzili przodkowie Henryka Goldszmita znanego powszechnie jako Janusz Korczak. Hrubieszów to miejscowość w województwie lubelskim, tuż przy granicy z Ukrainą, położona malowniczo nad rzeką Huczwą, a właściwie objęta dwiema jej odnogami. Urzeka uroda tamtejszych (...) więcej >> |
|
|
Marian PankowskiNiewola i dola Adama Poręby O książce
A tam, w Miasteczku, też mijały lata. Michał Iwaszko coraz rzadziej zachodził do warsztatu, żeby pożyczyć heble. Klucz, który powierzył mu „pan majster Poręba”, wydawał mu się z czasem Kuczem więziennego strażnika… Na szczęście, pani Porębowa zapraszała, od czasu o czasu, Iwaszkę na obiad, żeby załatwić sprawy dotyczące ostatnich zobowiązań firmy. I znowu leciały tygodnie, a nawet miesiące… I tych spraw do załatwienia przybywało… Sąsiad, stary kawaler, Józek, po pijanemu dobry, że do rany przyłóż… ale jak się pozłości… rany Boskie! Uciekajcie mu z drogi! Otóż ten Józek, on się wygadał w knajpie, nie wiadomo dlaczego przezywanej „Ciasna dziurka”, że Iwaszko z tą… wiecie którą… oni się tego…
Matka Katarzyny, bo ojcu się zmarło, wyspowiadała się księdzu z córczynego dramatu… „Cztery lata i żadnej wiadomości z Rosji, od Adama… kiedy wszyscy dawno już wrócili… chyba nie żyje?”.
Z konfesjonału sprawa przeszła do Urzędu Stanu Cywilnego. Koniec końców Katarzyna została wdową, a cudzołóstwo Iwaszki okazało się zalotami…
Innymi słowy, rok 1922 przestał być rokiem ukrywających się kochanków. Ślub był skromny, Sakramentu udzielił im… spowiednik, ksiądz Gorczyca. Owszem, małe przyjęcie, ale hojne, dla garstki osób, z księdzem oczywiście.
Rok ulgi, ale też koniec stolarni. Dzięki stosunkom rodziny małżonki, Iwaszko otrzymał pracę w octowni. Beczki i beczki, tyle że klepki dębowe. Po ślubie mieszkali, już oficjalnie, „za mostem”. Katarzyna była nadal u siebie, a Iwaszko pewnie odczuwał swego rodzaju awans społeczny: czeladnik z Olchowiec… sypia w łóżku „pana Poręby”!.
Rok 1922, powtórzmy, upływał małżonkom pogodnie. Podobno, od czasu do czasu, słychać było ostry głos Katarzyny. Ale czy można wierzyć kobietom z farbiarni, które farbą do kapeluszy króliczych futerek zanieczyszczały obficie powietrze? Niełatwo było nowozłożonej parze włączyć się w codzienność Miasteczka. Bo, jakby nie było, ślub Porębowej z czeladnikiem warsztatu usankcjonował mezalians! A nawet zdradził męża żołnierza! Tym bardziej, że wiadomo było, że Porębowa zaczęła przyjmować Iwaszkę na ciepłe nogi jeszcze prze pierwszym śniegiem. Na szczęście pojawili się nowi sąsiedzi. Z przedwojennych zostały wokół mostu trzy osoby: położna Moczajowa i Cucułowscy. Mieszkali w domu opartym o wzgórze franciszkańskie. Żal im było osamotnionej Katarzyny, toteż, współczując, sympatyzowali z wojennymi młodożeńcami. Lubiła Cucułowska Iwaszkę. Człek prosty, ale serdeczny; na ulicy witał ją głośnym „Całujęrączki!”, o tyle sympatyczniejszym, niż zdawkowe „dzień dobry”.
Niestety, rok nie do końca cieszył się pogodą. Był początek jesieni, innymi słowy ociężałość sadów i wyjście na światło orszaku grzybów pachnących korzeniami nocy. Niestety, nadszedł list Poręby, z głębi Rosji, i na jabłonkach wrony zalatujące już śniegiem, a na leśnym poszyciu zielony wąż.
Złotoust, ostatni dzień sierpnia 1922 roku
Ukochana żono!
Wczoraj przyjechał do naszej kopalni, tu, w uralskich górach, wysoki urzędnik z Petersburga. Przywiózł nam, jakże oczekiwane, zwolnienie z jenieckiej, carskiej niewoli! Wracam! Za dziesięć dni zabierze nas „pociąg lwowski”. Da Bóg, przyjadę 14 września o 5 rano! Co wieczór tak myślę o Tobie, jakbym się modlił…
Kiedy strażnik lampy zdmuchnie w baraku, tak bardzo chciałbym odwiedzić dziewczynę o imieniu Kasia… Idę, idę… wychodzę, a tu noc gęsta, bez gwiazd. Zapukać do jej snu? Nie. Może akurat śni się jej miesiąc pływający w naszej studni… Gdyby tu, na uralskim odludziu mieszkał Anioł, pożyczyłbym od niego skrzydła…
Całuję jak wtenczas,
Kiedy śmiałaś się, mówiąc:
– Młody koperek! – a ja:
– Nie, macierzanka!
Twój Adam
Piorun z jasnego nieba. Zakwestionował ich los, który dopiero co zaprzysięgli. Rozdarł lesne poszycie, skąd wychodzi jeniec z głową obandażowaną na purpurowo. Wlecze się ku nim z sinymi śladami wokół kostek, po uralskich kajdanach.
Uciec!
Do bryczki woźnica zabrał dwie walizki. Usłyszeli sąsiedzi ich ucieczkę na mostku. Nim skręcili w stronę dworca, Iwaszko do woźnicy:
– Sekundę – i ręką nakaże przystanąć. A do Katarzyny: – Ja do Cucułowskich, tam i z powrotem. – Nim zdążyła otworzyć usta, pukał już do drzwi.
– Wejść… niezamknięte… – glos Cucułowskiej. Wszedł, wbiegł przez kuchię, na próg pokoju. Oboje jeszcze w łóżkach. Nawet nie zdziwieni.
– Szanowni Państwo… my z Katarzyną… my się żegnamy… Oboje kłaniamy się i zdrowia życzymy. – I głowę skłoni.
– Szczęśliwe drogi, Drogi Panie Michale! I pomyślności w Ameryce! Nasze dobre myśli z panią Katarzyną i z Panem!
– Całym – głos mu zamilkł w gardle – całym sercem dziękujemy! – Podniósł rękę i wybiegł.
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|