| Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...) więcej >> |
| | O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
|
|
Roch SulimaAntropologia codzienności
O książce
Zdarzenia istnieją dzięki naszej w nich obecności i jako takie stają się tworzywem raportów. Antropolog codzienności nie musi podbija po to, jak czynił na przykład Kortez, aby raportować, czyli działać tak, jakby jedynym celem podboju było napisanie relacji (zwrócił na to uwagę Tzvetan Todorov). Antropolog codzienności czyni "podboje małe" i raportuje o nich nie tyle Waszym Wysokościom, ile sobie samemu. Działając w realnym życiu, raportowanie staje się sposobem jego życia, z antropologicznego punktu widzenia dobrym, jak każdy inny sposób. Antropolog codzienności ma sprawy w urzędach, kontrole biletów w tramwaju, ma sąsiadów, może mieć papugę czy samochód. W tym sensie każdy z nas jest antropologiem codzienności, z tym że nie wszyscy sporządzają z niej raporty. "Małym podbojem" będzie na przykład to, iż na daczowisku (współczesnym "raju"próbuje dostrzec piekło; w spotkaniu ulicznej wspólnoty alkoholowej - dysputę nad bytem. Antropolog czuje się zarazem "swojsko" i "obco" w codzienności, potrafi fascynować się dramatami i banałami. Szukać sztuczności w tym, co oczywiste. W czytaniu codziennych gazet dostrzec lekturę mitycznego eposu i nie zatrzymywać się wobec żadnej "pewności" na tym świecie. "Rzeczy najprostsze są bardzo złożone" - powiada Nietzsche. Antropolog musi mieć odwagę różnić się tam, gdzie wymagana jest powszechna zgoda. Wdawać się we wrzawę blokowiska czy ulicy. Dobierać się do tych "oczywistości"które mają swe źródła w czymś, co nie jest do zaakceptowania. Codzienność, która była wczoraj, będzie jutro i pojutrze, podsuwa kryteria niezasłużonej pewności siebie. Antropolog występuje przeciw tej pewności. Nie ma dla niego podziału na rzeczywistość peryferii i rzeczywistość centrum, gdyż nasza codzienność jest zawsze tam, gdzie właśnie jesteśmy.
(...)
IV.
Postrzeganie działki z zewnątrz, a więc pewien dystans i towarzyszący mu namysł, czyni z niej instrument "teraźniejszości"Natomiast dla działkowicza staje się ona miejscem posiadającym "przeszłość zmysłową" i łączy się z doświadczeniem zakorzenienia. Obserwator potrafi "czytać " działkę w ramach przestrzeni wizualnej, natomiast mało czytelne są dla niego inne rodzaje doświadczenia, przebiegające w ramach pozostałych przestrzeni. Świat działki czytać można najpewniej ze struktury materialnych nośników znaczeń "przedmiotów " czy " świadectw " czynności agrarnych, a więc z zobiektywizowanych tekstów zachowań. Nie można jednak zapomnieć o konieczności rekonstruowania (odtwarzania), choćby tylko hipotecznego, swoistych scenariuszy działkowego "szczęścia" ale i działkowych "zgryzot"czyli małych dramatów ludzi z ogródkowych wspólnot. Nie bądźmy naiwni! Działka nie jest enklawą bez konfliktu, oazą spokoju, miejscem zapomnienia czy azylem, w którym rodzimy się na nowo. Jest działka żmudną niekiedy kreacją takiego azylu, instytucją samoobronną. Nie można więc wykluczać działania ukrytego, ale dostatecznie mocno paraliżującego jednostkę przymusu: - muszę na działce porzucić domowe kłopoty, muszę wypocząć, muszę "zapomnieć się" w pracy na świeżym powietrzu. Czasem zaczyna doskwierać sama świadomość, że to właśnie działka stała się miejscem "zrzucania" trosk i kłopotów. Na przekór temu, co mówimy o działce jako azylu, można określić ją jako miejsce, gdzie doświadcza się kłopotów z egzystencją, gdyż jest ona sferą "poza domem" "poza pracą"jest więc miejscem, gdzie ulegają zmiękczeniu "twarde"ale pewne wymiary bytu. Doświadcza się tu zarówno sakralności zakorzenienia, jak i niepokoju "wygnania"przejściowości.
Promieniująca ekspresja zaadresowana jest wielorako: a) do przechodnia-spacerowicza; b) do sąsiada-działkowicza; c) do samego siebie (autoekspresja). Wszystkich adresatów może łączyć jedna wspólna właściwość, mogą oni przyjąć rolę nosiciela jakiegoś uniwersalnego sensu ludzkiego działania, potwierdzającego archetypiczną treść budowania (kreowania), odnawiania życia: orka - siew - plon, ziarno - nasienie, itp. Ekspresję działkową różnicują w sposób, jak sądzę uchwytny i czytelny, dwie pierwsze kategorie adresata. Kim innym jest bowiem przechodzień-spacerowicz, po prostu widz, a kim innym sąsiad czy też członek działkowej wspólnoty. Sąsiedztwo bezpośrednie angażuje przede wszystkim struktury rodzinne. Sąsiadami, nawet na działce, są przeważnie rodziny i wciąż żywa wydaje się cała tradycja sąsiadowania czy graniczenia ze sobą rodzin oraz związana z nim rywalizacja w prestiżu, współpraca, ale także przysłowiowe spory o miedzę. Struktura sąsiedzko-rodzinna nadaje rzeczywistości ogródków działkowych znamiona realności.
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|