Trociny

Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...)
więcej >>

Ręka Flauberta

O książce

Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...)
więcej >>

Mieczysław Maliński

A może było tak?


Ważna rozmowa A teraz na paluszkach – powiedział święty Mikołaj do swego towarzysza , aniołka. – Po cichutku, żeby nikogo nie zbudzić. Najpierw będzie pokój dziecinny, z dwojgiem dzieci, a potem drugie drzwi, pokój rodziców.
I faktycznie, na paluszkach weszli do pierwszego pokoju. Dzieci spały. Święci przybysze wyciągnęli prezenty z worka, położyli koło główki jednego dziecka, koło główki drugiego dziecka. Święty Mikołaj pocałował jedno, pocałował drugie, na czółkach zrobił krzyżyki. I na paluszkach wyszli.
- A teraz do drugiego pokoju, do rodziców.
W pokoju rodziców było podobnie jak w pokoju dzieci. Gdy wyszli, mały aniołek zrobił takie „aaaa”, jakby po ciężkiej pracy, i powiedział:
- Święty Mikołaju.
- Słucham cię.
- A czemu my tak po cichutku? Nie lepiej by było przyjść do nich w ciągu dnia, a nie chodzić po nocy, i na paluszkach, i żeby się nie zbudzili? Pogadalibyśmy, wręczyli prezenty i poszli.
Ale święty Mikołaj nie odpowiadał. Aniołek czekał, czekał, czekał, ale gdy się nie doczekał, podjął ten sam temat, tylko od innej strony:
- A nie lepiej by było, gdybyśmy przyszli w dzień? Wyspalibyśmy się w nocy. Usiedlibyśmy na krzesełkach, pogadalibyśmy z rodzicami, z dziećmi. A nie lepiej by było w dzień?
- Tak jest lepiej – odpowiedział krótko Święty.
- Dlaczego, że się wstydzisz? Boś ty taki nieśmiały? – aniołek dopominał się o wyjaśnienie.
- Bo to ma być z miłości – powiedział mu święty Mikołaj.
Aniołek zamilkł, najwyraźniej zaskoczony tą odpowiedzią. Nie zrozumiał, choć chciał zrozumieć, i myślał tak, że aż szumiało. Ale nie poradził. Wobec tego spytał po chwili:
- A co to znaczy z miłości?
- A z miłości to znaczy bezinteresownie – odparł święty.
Aniołek się zdumiał i bezwiednie powtórzył:
- Z miłości to znaczy bezinteresownie.
- Prawda – powiedział święty Mikołaj. – To znaczy bezinteresownie.
- A co to znaczy „bezinteresownie” - aniołek nie ustępował.
Ale Święty znowu zamilkł. Może uważał, że aniołek, chociaż taki malutki, takie rzeczy powinien wiedzieć. A aniołek powtórzył:
- Co to znaczy „bezinteresownie”?
- Widzisz, gdyby to dziecko mnie zobaczyło, musiałoby być mi wdzięczne. A gdy to się dzieje po cichutku, w nocy, wtedy nikt nie wie, że to ja. My się jutro może spotkamy na ulicy, bo może oni mnie znają, może znam tych rodziców, i wtedy te dzieci i ich rodzice musieliby być wobec mnie wdzięczni, a ja byłbym ich dobrodziejem. A tak, oni są wolni. Przyszedł z nieba święty Mikołaj i dał prezent od Pana Boga. Ja nie jestem dobrodziejem. Dziecko jest wolne i ja jestem wolny. Spotkamy się jutro i ja nie będę dobrodziejem. A „dobrodziej” to garb na plecach, to niepotrzebne, ja chcę żyć normalnie. Ja nie chcę być dobrodziejem. Rozumiesz?
Anielątko pokiwało głową:
- Ja ci, święty Mikołaju, obiecuję, że to zrozumiem, ale jeszcze trochę później, bo na razie nie bardzo mi to idzie.
- Wobec tego święty zaczął jeszcze raz mówić na ten sam temat, tylko nieco innymi słowami:
- Jużem ci to mówił nieraz, ale jak chcesz, to ci powtórzę. Widzisz, jak to jest: jeżeli my to robimy w nocy, to obdarowani są wolni. Gdyby to było w dzień, patrzyliby na mnie z szacunkiem, z podziwem, a może nawet upokorzeni, że oni dostają ode mnie, a nie ja od nich. A tak, są wolni.
- A po drugie? – aniołek widać znał tę rozmowę na pamięć, skoro powiedział „po drugie”.
- A po drugie, ja jestem wolny. Ja jutro przyjdę do nich, albo kiedy indziej, i przyjmą mnie tak normalnie, będą patrzyli na mnie normalnie. Ja będę wolny, nie będę tym, który ich obdarował. O miłość nie powinna robić z ludzi niewolników. Ani tych obdarowanych, ani tych obdarowujących. Rozumiesz? – święty Mikołaj spytał aniołka. A aniołek powiedział:
- Chyba tak.
Ale obiecał sobie, że będzie się starał to zrozumieć potem, bo na razie jeszcze mu to idzie powoli.


Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by