Drach

Szczepan Twardoch
Drach
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, grudzień 2014
    145x207
    400 stron
    oprawa: broszurowa
    ISBN: 978-83-08-05431-4

Szczepan Twardoch napisał coś więcej niż tylko powieść munduru i karabinu z historią Śląska w tle. Czytelnik przemyka przez ponad trzysta stron wojny, seksu i szaleństwa, ale koniec końców zostaje z obrazem Śląska jako miejsca, gdzie zawiązują się – zbiegają – nitki wielu języków i osobistych historii.

Pierwszym bohaterem książki Twardocha jest bowiem Śląsk w dwudziestym wieku. Powieść rozgrywa się wewnątrz niewielkiego obszaru między kilkoma miejscowościami Górnego Śląska.

Jednak równie ważna jak Śląsk jest ziemia. W pierwszej scenie autor stawia nas w kałuży błota na podwórzu. Głos, który opowiada całą scenę, nie idzie z nieba, ale ze spodu. Mówi ziemia. To ziemia, a w zasadzie duch ziemi, Drach, jest narratorem, który śledzi historie dwóch śląskich rodzin, Magnorów i Gemanderów, przez dwudziesty wiek.

Twardoch napisał książkę niemal przygodową, ale to spojrzenie od strony ziemi nadaje jej mroku i tajemniczości – nawet jeśli są to mrok i tajemniczość na miarę książki przygodowej. Rozdział po rozdziale schodzimy coraz głębiej pod powierzchnię i stamtąd przyglądamy się światu. Patrzymy na tych, którzy po ziemi biegną, i tych, których w niej grzebią, czujemy tych, którzy drążą w ziemi za węglem, i tych, którzy ryją w niej okopy.

Z tej perspektywy historia Śląska nie jest już sprawą przesuwania granic po mapie czy publicystyki, ale rozgrywa się w pierwotnych namiętnościach. Po ciemku. Josefem, Valeską, Nikodemem i Caroline targają nienawiść i rozkosz, przy czym niejednokrotnie jedna i druga targają nimi jednocześnie. W Drachu widać pisarską sprawność, którą Twardoch nabył w poprzednich powieściach. Portrety i zdarzenia kreśli szybką i zdecydowaną kreską. Nawet obcym językom – niemieckiemu, wasserpolskiemu – pozwala obyć się bez przypisów i tłumaczeń. Zmierza do sedna. Nie czuje potrzeby, żeby obudowywać opowieść nadmiarem detali, wypełniać brakujące lata wyjaśnieniem, ale kondensuje śląskie losy w pełne przemocy lub patosu momenty  z życia kolejnych pokoleń Magnorów i Gemanderów (zdrada, ślub, wyjazd na wojnę). Wszystko to, ukazane w mgnieniu, filmowym obrazie, służy za streszczenie wielu lat życiorysu.

Ta historia naturalis regionu na styku kultury polskiej i niemieckiej rozgrywa się między naiwnością a okrucieństwem. Z jednej strony ma w sobie coś z chłopięcego snu o wojnie i romansie. Powieść jest wypełniona lśniącymi chłopięcymi rekwizytami (samochodami, czołgami, bronią odtworzoną w najmniejszym detalu) i kobiecymi ciałami, które budzą w męskich bohaterach przerażenie i fascynację. Z drugiej strony ten sen szybko przeradza się w koszmar i dręczy kolejne pokolenia. Z broni bez przerwy się strzela, chybia, dobija. Z namiętności rodzi się gwałt. Śląska ziemia, z pulsowaniem nocy między Josefem a nastoletnią Caroline, ale też rykiem silników i terkotem karabinów, przesuwa się przed oczyma czytelnika strona za stroną. Książkę się pochłania.

Drach wydał mi się udaną powieścią popularną – zdecydowany styl, wyraziste męskie i kobiece postaci, korzystanie z tradycyjnych – trochę nawet archaicznych – motywów rodziny, zdrady, wojny, pierwszej namiętności. Gdyby jednak książka sprowadzała się do wojennego śląskiego romansu – choćby nie wiem jak mrocznego – to, powiem szczerze, rozczarowałaby mnie i znudziła. Twardochowi udało się coś więcej.

Nie, nie chodzi o „filozoficzne” przemyślenia, którymi od czasu do czasu dzieli się narrator. Te akurat niewiele wnoszą do książki.

Chodzi o sprawę najbardziej podstawową – sposób opowiadania. W Drachu czytelnik nie zapoznaje się z losami bohaterów chronologicznie. Wszakże ziemia narrator żyje poza czasem, dla niej wszystkie ludzkie sprawy dzieją się jednocześnie i tak też – jednocześnie – przedstawiani są bohaterowie powieści. Z akapitu na akapit tekst potrafi przeskoczyć o kilkadziesiąt lat, co zwłaszcza w pierwszych rozdziałach wymaga od nas skupienia. Dzięki temu jednak uczestniczymy w budowaniu się śląskiej historii. Precyzyjnie, krok po kroku, autor zawiązuje na naszych oczach nitki kolejnych z pozoru oderwanych wątków. Dopiero pod koniec powieści wyłania się z nich – i dlatego warto książkę przeczytać – wzór śląskiej historii.

– Tomasz Surdykowski