Królestwo dziewczynki

Iwona Chmielewska
Królestwo dziewczynki
  • tekst i ilustracje: Iwona Chmielewska
    fotoedycja: Daria Szadkowska, Paweł Szadkowski
    opracowanie graficzne: Maria Szczodrowska, Radek Staniec

    Entliczek
    Warszawa, 2014
    ISBN:978-83-63156-10-7
    210x260
    44 strony
    oprawa twarda

Iwona Chmielewska, która najpierw odniosła sukces w Korei Południowej, a potem dopiero usłyszała brawa w Polsce, dziś jest najlepszą autorką książek obrazkowych w naszym kraju. Z ekwilibrystyczną zręcznością łączy w sensowną całość słowo z obrazkiem. Najnowszy dowód to „Królestwo dziewczynki”.

Kiedy kilka lat temu patrzyłam na bardzo fajne koleżanki paradujące w T-shirtach z nadrukowanym napisem „mam okres”, a potem czytałam z córką książki, w których tytule pojawiało słowo na „c”, nie opuszczała mnie myśl, że temat wymaga użycia narzędzi o wiele, wiele subtelniejszych. Odsłaniających tajemnicę fizjologii, która może iść w symbiotycznej parze ze sferą duchowości. I na pewno nie pozostaje wyłącznie w dzierżawie biologii, medycyny, ideologii.

To nie ból brzucha jest nieznośny, tylko towarzyszący całej sytuacji wstyd. Znam lepiej niż samą siebie dziewczynkę, która zanim dorosła, mówiła latami „o” na tych kilka dni w miesiącu. Nazwanie rzeczy po imieniu nie przechodziło jej przez usta. Chmielewska musiała poczuć na własnej skórze podobny rodzaj skrępowania, skoro fizjologiczna dosłowność z jej książki wyparowała. Jest za to metafora i symbol. Rozwierające się pęki groszku, ślady na skórze po odbitych guzikach, straszne oko obcego zerkające przez okno – figury składające się na obraz seksualności, która stoi na progu odkrycia w sobie potencjału na przygodę.

Miejsce akcji „Królestwa”: zamek i jego okolice. Bohaterka pierwszoplanowa: księżniczka. Bohaterowie drugoplanowi - najpierw chłopcy, później młodzi mężczyźni. Kilkanaście ilustracji i jeszcze mniej towarzyszących im zdań. To wystarcza, by pokazać jak w misterium dojrzewania dziewczątko przeistacza się w dorosłą kobietą. Najpierw płochliwa, jeszcze nie znajdująca azymutów we własnym biologicznym zegarze, z czasem - coraz bardziej odważna, świadoma, słabość przekuwająca w siłę. Z podległości i zastraszenia staje się istotą autonomiczną, świadomą swoich możliwości. Wie komu i w jakich okolicznościach powiedzieć twarde „nie” lub miękkie „tak” - rzecz, którą trzeba trenować latami, a początki są niebotycznie trudne. Czerpie przyjemność z seksualności jako jednego z kluczowych aspektów psychicznej kondycji. W świecie Chmielewskiej kobiecość to suma doświadczeń – dobrych, złych, neutralnych. Tygodni zamknięcia w samotność i dni otwierających na kontakt. Rozedrgania i spokoju. Tracenia i odzyskiwania. Godzenia się z ciałem i narastającej do niego niechęci. Z tego wszystkiego kształtuje się coś, co określa się mianem charyzmy, odporności na życie i swobody poruszania się w jego labiryntach.

Autorka pisze i rysuje, nie popadając w zależność od żargonu religijnego, medycznego, psychoterapeutycznego czy poprawności politycznej. Być może madame Beauvoir po lekturze tej książki w grobie przewróciła się z boku lewego na prawy, bo w „Królestwie” prywatne pozostaje prywatnym, a nie politycznym. Papieżyca feminizmu całe niemal twórcze życie analizowała kwestię, w jakim stopniu (i czy w ogóle) kobiecość sprowadza się do substancji wydzielonej przez jajniki. Pokazywała degradujące ją mity, które tysiącleciami wyciekały z krwawiącej macicy: że czyni ona spustoszenie w pożywieniu, przynosi pecha w potyczkach wojennych, ściąga klątwę na mężczyzn. Słowem jest be, trzeba taką kobiecość odseparować, a najlepiej splunąć za siebie trzy razy.

Chmielewska tworzy w warunkach, powiedzmy na wyrost, komfortowych: szlaki emancypacyjne zostały przetarte, staniki spalone, pojęcie „parytetu” nie wywołuje już szyderczego śmiechu, tabletki antykoncepcyjne są ogólnodostępne, tampony i podpaski reklamowane w telewizji, co prawda przy użyciu niebieskiego atramentu, bo krew wciąż budzi lęk i obrzydzenie.

Chmielewska kończy „Królestwo” w idealnym momencie - kiedy rosnąca na naszych oczach dziewczyna wie, kim jest, ma władzę nad samą sobą, jest suwerenna - zdobywa grunt pod wolną egzystencję. Autorka książki afirmuje kobiecość z czułością, choć bez egzaltacji. Z niebywałym ładunkiem emocji - pomostem do czytającego. A także oglądającego – bo ilustracje Iwony Chmielewskiej są piękne, głęboko przemyślane, erudycyjne. Na jednej z nich widniej portret królowej z insygniami władzy, ale bez twarzy. Kilka kartek dalej ta sama królowa patrzy łagodnym wzrokiem. Dostaje (odzyskuje) twarz - wie już, że to ona jest panią swoje ciała.

Katarzyna Kubisiowska