Angole

Ewa Winnicka
Angole
  • Czarne
    Wołowiec 2014
    ISBN: 9788375368369
    133 × 215
    304 strony

Łukasz i László spotykają się w autobusie linii 83. Pierwszy jest Polakiem, drugi - Węgrem. Obaj od kilku lat mieszkają w Londynie. Codziennie jadą razem kilka, kilkanaście przystanków. W sumie 25 minut. Wystarcza, aby się zakolegować, a nawet wymyślić plan biznesowy. László nagrał z angielską dziewczyną piosenkę. Dopracowuje ją już dwa lata. Perfekcjonista. Łukaszowi się podoba i chce ją wrzucić do sieci, pomóc wypromować. Artysta i producent. Od teraz czytają sobie w autobusie o światowych gwiazdach, które zaczynały na MySpace. Trwa to pół roku. Potem Łukasz zmienia trasę z powodu przeniesienia w pracy, a László wraca na Węgry i robi kurs szlifierza.

„Mieliśmy taki inkubator marzeń” - mówi Polak w reporterskiej książce Ewy Winnickiej „Angole”. Jego opowieść to historia emigrantów zarobkowych w soczewce. Ich nadziei i rozczarowań.
Wszyscy te liczby znamy. Oglądaliśmy je na infografikach w telewizji, słyszeliśmy o nich w programach radiowych, czytaliśmy w prasie. Różniły się, ale zawsze były tak duże, że trudno je sobie wyobrazić. Na pewno kilkaset tysięcy, a być może nawet dwa miliony Polaków w ciągu ostatnich dziesięciu lat emigrowało do Wielkiej Brytanii. To zjawisko, którego nie sposób zlekceważyć. Autorka słynnych „Londyńczyków” w swojej najnowszej książce ucieka jednak od statystyk. Obraz ogółu kreśli poprzez szczegół: z masy wydobywa jednostki.

Zaczyna się ciekawostkowo, czyta się smacznie. Jak się dowiadujemy, owszem, niektórym się nawet powodzi, odnieśli sukces, choć trochę tęsknią, czasem czują się obco i dziwią się kulturowym różnicom. Ot, na przykład temu, że jak się w angielskiej rodzinie obdaruje siebie nawzajem prezentami na święta, należy odczekać, aż pozostali członkowie familii rozerwą kolorowe papiery, rozplączą błyszczące wstążeczki i wydadzą werdykt: może być czy nie. Jak nie może, nietrafiony prezent należy zabrać i bez fochów wymienić. Nie ma w tym na dodatek nic nadzwyczajnego. Normalka. Co kraj, to obyczaj.

Trudno powiedzieć, kiedy czytelnik dostaje między oczy po raz pierwszy. Wiadomo natomiast, że niejeden raz. Może gdy czyta o chłopaku maltretowanym w szkole z powodu swojej odmienności. Może gdy o kobiecie, która doznała w pracy okrucieństw mobbingu. Albo może o facecie niesłusznie sądzonym za gwałt. Czy też jednak o tym jego rodaku, który założył polski zakład pogrzebowy, a teraz specjalizuje się w sprowadzaniu do kraju ciał emigrantów-samobójców. Może o dziewczynie innego młodego Polaka, która była „psychicznie skrzywdzona przez brata”. „Opowiadała, że przysięgali sobie na mały palec, że ona nie powie mamie o tym, co robi brat - wyznaje Kamil w „Angolach”. - I ona chyba jednak coś mamie powiedziała. Normalnie toby, załóżmy, brat powiedział: »Przecież obiecałaś!«. A on za jej zgodą wziął młotek i rozwalił jej ten palec”.

To znów bardzo znaczące. Rozwalić sobie metaforyczny palec pozwolił bez buntu niejeden z bohaterów Winnickiej.

Autorka w swej książce oddaje im wszystkim głos. Każdy rozdział to osobna historia. Winnicka unika łatwych uogólnień, wyciąganie wniosków zostawia czytelnikowi. A ten może się nawet na nie zdobędzie, kiedy tylko przestaną mu się od lektury szklić oczy. Nie będą to jednak wnioski socjologiczne czy kulturoznawcze, a raczej egzystencjalne. Bo książka Winnickiej okazuje się zaskakująco uniwersalną opowieścią o tkwiącej w ludzkiej naturze tęsknocie za miejscem, gdzie w magiczny sposób wszystkie nasze problemy rozwiążą się same. I o smutku, kiedy się okazuje, że miejsce takie nie jest możliwe.

Małgorzata I. Niemczyńska