Haiku. Haiku mistrzów

Ryszard Krynicki
Haiku. Haiku mistrzów
  • a5
    Kraków 2014
    ISBN: 978-83-61298-55-7
    128 stron
    125 x 176
    oprawa: broszurowa

Nowa książka poetycka Ryszarda Krynickiego składa się z trzech wyraźnie wyodrębnionych części. Pierwsza, zatytułowana „Prawie haiku”, gromadzi – jak wyjaśnia poeta w notatce na końcu książki – mały wybór jego krótkich wierszy, w większości wcześniej publikowanych, przy czym „niektóre bliższe [są] poezji gnomicznej, inne bliższe haiku”. Część druga nosi tytuł „Haiku z minionej zimy”. „Z niejasnych do dzisiaj dla mnie powodów”, pisze Krynicki, „w czasie szczególnie trudnej dla mnie zimy 2009/2010 zacząłem nagle układać wiersze, które coraz bardziej zaczynały przypominać prawdziwe haiku” – gatunek wiersza, w którym w rygorystycznie określoną formę (trzy wersy o układzie sylab 5+7+5) ujęty zostaje „szczególny rodzaj ludzkiego doświadczenia i stosunku do otaczającego świata”. Wreszcie część trzecia, najobszerniejsza, zatytułowana „Haiku mistrzów”, przynosi parafrazy utworów czterech wybitnych przedstawicieli wspomnianego gatunku: japońskich poetów Bashō, Busona, Issy i Shikiego. Ten parafrastyczny charakter swoich tłumaczeń podkreśla we wspomnianej notatce sam Krynicki, zaznaczając, że inspirował się przekładami z japońskich oryginałów na inne języki.

Staranna konstrukcja tomu nieuchronnie skłania do pytania o to, jak rozumieć propozycję poety. Skąd taki a nie inny układ wierszy i parafraz? Co właściwie autor chce nam powiedzieć lub – o czym opowiedzieć?

Najprostsza odpowiedź, jaka się nasuwa, to ta, że nowa książka Ryszarda Krynickiego jest opowieścią o jego trwającej od wielu lat fascynacji haiku. Fascynacji, dodajmy, nie tylko lapidarnością tej formy wiersza, ale i proponowanym w niej sposobem przeżywania i przedstawiania świata czy – ściślej – sposobem przeżywania i przedstawiania relacji między podmiotem a światem. Wybitny tłumacz haiku na język angielski R. H. Blyth zwracał uwagę, że zarówno tworzenie, jak lektura haiku jest szczególnego rodzaju przygodą duchową. „Haiku”, pisał, „żąda od nas, aby nasza dusza znalazła swoją nieskończoność w granicach jakiejś skończonej rzeczy”. Lapidarna forma jest związana z krótkotrwałością podobnego doświadczenia. Haiku, pisał Blyth (oba cytaty w przekładzie Czesława Miłosza), „jest wyrazem krótkotrwałego olśnienia, kiedy wglądamy w życie rzeczy”.

Jeśli najnowszy tom Krynickiego jest opowieścią o tego rodzaju fascynacji, to wpisana jest weń także świadomość, że przygoda poetów Zachodu z poetami Wschodu ma długą historię, a to, co było i jest rezultatem tej przygody, może niekiedy być przeszkodą w dotarciu do tego, co źródłowe. Tak chyba należy rozumieć jeden z własnych wierszy Krynickiego pojawiający się w cyklu „Haiku z minionej zimy”: „Milion haiku! / Ile z nich zdoła przetrwać / żabi skok Bashō?”. Jest to jedno z kilku „nieortodoksyjnych” haiku, jakie pojawiają się w drugiej części książki, sygnalizujących problemy, przed którymi – jak przypuszczam – musiał w końcu stanąć poeta. Jak głęboko możemy wejść w inną tradycję duchową? I co zrobić, by nie stać się jednym z wielu imitatorów, lecz zbliżyć się do tego sposobu odczuwania świata, w jaki odczuwał go Bashō i jego japońscy kontynuatorzy?

Z tej perspektywy konstrukcję najnowszego tomu Ryszarda Krynickiego można by przedstawić jako zapis drogi od intuicji do źródeł. Intuicje to ów „mały wybór krótkich wierszy” z części pierwszej, wierszy czasem wprost nawiązujących do poetów japońskich (i japońskich doświadczeń poety), częściej wszakże będących rezultatem ogólniejszego dążenia do poetyckiej powściągliwości, do ujęć zwięzłych, szkicowych, mających charakter mądrościowy. Rozwinięciem owych intuicji byłby cykl własnych haiku Krynickiego, powstałych w ciągu jednej zimy, w niedługich odstępach czasu. Pełnią one rolę swoistego przygotowania, ćwiczenia poprzedzającego spotkanie z mistrzami. Część trzecia tomu jest relacją z takiego spotkania, czy raczej – szeregu spotkań. Parafrazy zebrane w „Haiku mistrzów” to hołd złożony japońskim poetom przez kogoś, kto wprawdzie nie może spotykać ich w ich własnym języku, ale – w oparciu o swoje wcześniejsze poetyckie doświadczenia – próbuje miejsce spotkań z nimi ustanowić w polszczyźnie.

Wojciech Bonowicz