Gniew

Zygmunt Miłoszewski
Gniew
  • GW Foksal / W.A.B.
    Warszawa, październik 2014
    380 stron
    135x202
    ISBN: 978-83-280-0935-6

Na nowy kryminał Zygmunta Miłoszewskiego z cyklu o prokuratorze Teodorze Szackim wielu czytelników czekało z niecierpliwością. Pewnie równie wielu lękało się, oczywiście, nie samej powieści, lecz zapowiedzi autora, iż Gniewem domknie trylogię, że nie zamierza pisać kolejnych książek, których głównym bohaterem byłby prawnik-mizantrop.    

Jak każdy dobry kryminał, powieść zaczyna się od istnego trzęsienia ziemi. Już na drugiej stronie czytelnik dowiaduje się, że Szacki, który lubi postrzegać siebie jako samotnego szeryfa stojącego na straży prawa, kogoś dusi. Po tym wstrząsie akcja zdecydowanie zwalnia, co nie znaczy, że grzęźnie na mieliznach nudy. 

Po zawodowych i prywatnych perypetiach Szacki, szukając spokoju i życiowej zmiany, trafia do prokuratury w prowincjonalnym Olsztynie. U schyłku listopada roku 2013 pogoda jest podła, w mieście niewiele się dzieje, a Szacki zdaje się być coraz bardziej znudzony i poirytowany. Tym bardziej że ma na głowie nastoletnią córkę, z którą słabo się dogaduje. W ramach obowiązków służbowych prokurator musi „odfajkować Niemca”, czyli przeprowadzić niezbędne czynności prawne w związku ze znalezieniem starego szkieletu w schronie z czasów wojny, odkrytym podczas budowy. Sprawa komplikuje się, gdy wychodzi na jaw, że są to szczątki kogoś, kto zginął ledwie kilka dni wcześniej. W dodatku ofiara została zamordowana z wyjątkowym okrucieństwem. Szackiemu trudno jest ustalić, kto jest sprawcą, a przede wszystkim – jaki był motyw zbrodni. Śledztwo nie posuwa się naprzód. Poza tym prokurator ma poważne kłopoty. Zlekceważył doniesienie kobiety, twierdzącej, że boi się własnego męża, która niedługo potem została skatowana przez małżonka prawie na śmierć. Coraz więcej spraw, z którymi bezpośrednio albo pośrednio związany jest Szacki, zaczyna toczyć się wokół kwestii przemocy domowej. Akcja zdecydowanie przyspiesza, niebezpieczeństwo grozi córce prokuratora.   

Przemoc domowa jest już niemal klasycznym, na wszelkie sposoby przedstawianym tematem skandynawskiej prozy kryminalnej. W polskim kryminale wciąż jednak pojawia się stosunkowo rzadko, dobrze więc że spróbował zmierzyć się z tym tematem Miłoszewski, obecnie najgłośniejszy, najczęściej nagradzany „kryminalista”. Sprawa (czy właściwie: sprawy) prowadzona w Gniewie przez Szackiego obnaża przede wszystkim bezradność organów ścigania wobec przestępstw dokonywanych za zamkniętymi drzwiami domów i mieszkań, których ofiarami są głównie kobiety i dzieci. Co więcej, obnaża także niechęć służb do zajmowania się sprawami, w których często trudno jest o twarde dowody, w których jest tylko słowo przeciwko słowu. Znamienne jest, że problem przemocy domowej ukazywany jest przede wszystkim z punktu widzenia Szackiego, który początkowo zachowuje się jak „spiżowy mizogin z poprzedniej epoki” i pozwala sobie na mocno seksistowskie wypowiedzi. Wraz z rozwojem akcji bohater stopniowo uświadamia sobie wagę problemu, zaczyna zastanawiać się, co powoduje, że na pozór zwykli mężczyźni z tzw. normalnych rodzin, w których mało kto doszukiwałby się patologii, stają się katami dla swoich najbliższych, znęcając się nad nimi fizycznie i psychicznie. Czyżby w każdym tkwił swoisty „gen przemocy”? Odczytywany w ten sposób Gniew jest książką bardzo gorzką, w której Miłoszewski nie oszczędza nikogo. Każdy – policjant, prokurator, sąsiad, ktoś z rodziny – kto przymyka oczy na przemoc, nie reaguje na choćby najmniejsze jej przejawy, staje się winnym.   

Warto też zwrócić uwagę na koloryt lokalny powieści – Miłoszewski powoli staje się w naszej prozie specjalistą od portretowania Polski B. W Ziarnie prawdy ukazał Sandomierz, w Gniewie – Olsztyn. W tle intrygi kryminalnej pisarz przedstawia pokomplikowaną historię Warmii i Olsztyna, rzutującą na niewesołą teraźniejszość miasta zepchniętego do roli podrzędnego, biednawego prowincjonalnego miasta, z kiepskim klimatem, chaotycznie zabudowanego, miejscami zwyczajnie brzydkiego. Jednak spoza zgryźliwych komentarzy dotyczących Olsztyna przebija pewien rodzaj fascynacji tym miejscem.  

Pod koniec powieści akcja wpada w nieokiełznany pęd. Miłoszewski funduje czytelnikowi piętrowe twisty, ścigani i ściągający zmieniają się miejscami, trudno powiedzieć, kto tu na kogo właściwie zastawia pułapki. Finał powieści może wprawić czytelników w konfuzję, mogą poczuć się zmanipulowani przez autora. Nie jest to wcale zarzut, przecież Miłoszewskiego już w poprzednich książkach pokazał, że świetnie potrafi grać na emocjach odbiorców. Teraz to tylko potwierdził. Takie tekstowe sztuczki wychodzą jedynie prawdziwym wirtuozom prozy kryminalnej, do których autor Gniewu należy.

W słowie odautorskim Miłoszewski stwierdza: „Przygody prokuratora Teodora Szackiego dobiegły końca”. Podejrzewam jednak – przynajmniej tak odczytuję zakończenie powieści, którego oczywiście nie zdradzę – że pogłoski o rychłej (tekstowej) śmierci prokuratora Szackiego są mocno przesadzone i z pewnością niedługo pojawi się czwarta część jego przygód. Jeśli tak się stanie, ucieszy mnie to niezmiernie.

Robert Ostaszewski