Białe. Zimna wyspa Spitsbergen

Ilona Wiśniewska
Białe. Zimna wyspa Spitsbergen
  • Czarne
    Wołowiec, 2014
    ISBN 978-83-7536-829-1
    208 stron
    133 x 215
    oprawa twarda

Białe to opowieści ze Spitsbergenu, które łączą w sobie reporterską rzetelność z literacką zawadiackością. Autorka, Ilona Wiśniewska (polonistka i fotografka, reportaże z Północy publikuje w „Polityce”) wspomina, że jej mąż – jeden z ważnych bohaterów Białego – lubi czytać wielokrotnie opowiadania Hemingwaya. Elegancję i powściągliwość Hemingwaya, oraz to, co można nazwać „esencją życia” odnajdujemy także w tekstach składających się na Białe. (A także humor: „nie jesteśmy smutni. Zimą uprawiamy seks, dlatego tyle tu przedszkoli, a melancholia dopada tylko tych samotnych, którzy nie piją.”)

Książka ta ukazuje różne tajemnice Północy. Jej klamrą kompozycyjną jest niepokojąca historia Galiny Łapij – kelnerki ze statku wycieczkowego Maksim Gorkiy, która w 1985 roku wyskoczyła za burtę u wybrzeży Spitsbergenu. Miała wówczas 26 lat. Galinę spotkamy jeszcze raz, pod koniec książki, w jej domu w Nikopolu. Po tym, jak cudem przeżyła wyziębienie organizmu w wodzie Morza Arktycznego, zdecydowała się wracać na Ukrainę. Tajemnica Galiny Łapij to klamra, która obejmuje wiele wątków książki Ilony Wiśniewskiej – jest w niej chęć (lub konieczność) ucieczki, potrzeba zmiany – tempa, optyki; jest także marzenie o rozpoczęciu życia na nowo. Wszystko to (za cenę, o której także pisze autorka) jest do zrealizowania na Spitsbergenie.

Omid pochodzi z Iranu, skąd musiał uciekać. Spędził jakiś czas w ośrodku dla uchodźców w Norwegii, gdzie oczekiwał na przyznanie azylu. Dostał odmowę, ale dowiedział się, że na archipelagu Svalbard może mieszkać legalnie. Był to dla niego bilet w jedną stroną, ale mówi on: „Może ta wyspa to dla mnie więzienie, ale dobre więzienie, takie, gdzie mam absolutną wolność”.
    
Omid, opisany przez Ilonę Wiśniewską, pracuje teraz w kawiarni Fruene, w której cynamonowe bułeczki albo pikantną zupę marchewkową je wielu bohaterów książki Białe. Autorka ma prawdziwy talent portrecistki – umie odmalować zarówno dramat, jak i kaprys, piękno i śmieszność. Odmalowuje ludzi, ale także miejsca i stany. I tak, na przykład: hytta, czyli norweski domek weekendowy (widzimy go na okładce) „to styl życia i stan umysłu, rytuał, kawa i koniak. To równo porąbane drewno, które tutaj zbiera się wyrzucone na brzeg (…) śniadanie o 11.00, wczorajsza gazeta w fotelu.” Z hyttą nieodłącznie związane jest odczucie kus, które „oznacza wszystko, co kojarzy się z domem, ciszą, smacznym jedzeniem i miłością. Jak uczucie, kiedy wchodzi się z zimnego do domu, gdzie pachnie kąpielą i miękką skórą. To jest o wiele więcej niż przytulnie. Trudno to w ogóle przetłumaczyć (…), a im dalej od cywilizacji tym to nieprzetłumaczalne odczuwa się mocniej.” Kawiarnia Fruene także jest kus.
    
To ukojenie, które opisuje autorka jest bardzo pociągające. Pokazuje ona także cenę, jaką trzeba za nie płacić – częścią tej ceny jest rozregulowanie zmysłów spowodowane niską temperaturą oraz dniem i nocą polarną. Im dłużej trwa noc polarna, tym bardziej zawodne bywają zmysły. Autorka opisuje poranki w domku weekendowym, kiedy wybiega się z domu „na siku, (…) a ciało odczuwa to przeszywające zimno albo mgłę wchodzącą do wnętrza przez wszystkie możliwe otwory. Powietrze tutaj, w dolinie, nie pachnie. Zmysły wyostrzają się tak, że słodki aromat własnego moczu uderza w nozdrza jak zapach świeżo upieczonego jabłecznika.”
    
Jest w tych opowieściach urok, tajemnica, siła przyciągania Północy. Ci, którzy się tam znaleźli tworzą mikrokosmos, wielokulturową mozaikę – świętuje się tam między innymi Święto Dziękczynienia, odzyskanie niepodległości przez Polskę 11 listopada, jak i tajskie święto Loy Krathong (Tajowie stanowią najliczniejszą mniejszość etniczną na Spitsbergenie): „Wysocy Norwegowie i drobni Tajowie. Wszyscy serdeczni, nawet jeśli tylko na migi. Na środku kantyny pali się żywy ogień, a w zbudowanych specjalnie na tę okazję prowizorycznych basenach z wodą pływają misternie zrobione kolorowe kwiaty z papieru. To one mają odegnać złe. (…) W świetle księżyca zapala się światełka i kładzie tratwy na wodzie. Stąd ten prowizoryczny basen. W naturze uroczystość odbywałaby się nad rzeką. Ale za to tutaj, w Arktyce, można świętować cały dzień, przy niezachodzącym księżycu w pełni.”
    
Ilona Wiśniewska mieszka na Spitsbergenie od pięciu lat. Jej książka Białe łączy świadomość stałego mieszkańca z pasją i ciekawością niedawno przybyłego. Czyta się ją z tęsknotą za rozpoczęciem życia na nowo.

Agnieszka Drotkiewicz