Pająki Pana Roberta

Robert Pucek
Pająki Pana Roberta
  • Czarne
    Wołowiec, 2014
    ISBN 978-83-7536-782-9
    128 stron
    133 x 215
    okładka miękka

„Pająki pana Roberta” to książka, w której świat przyrody spotyka się ze światem humanistyki, jest ona, jak pisze autor: „próbą przerzucenia kładki ponad rowem nieporozumień oddzielającym oba te światy”.

We wstępie Robert Pucek wskazuje literackie przykłady tych nieporozumień: esej „Piekło owadów” z tomu „Martwa natura z wędzidłem” Zbigniewa Herberta, czy „Pieśni Maldorora” Lautréamonta (przykłady tego, „jak brak wiedzy przyrodniczej sprowadza na manowce najlepszych poetów”). Pisze też o tych, którzy znakomicie łączyli oba te światy w swojej pracy – o Jean-Henri Fabre, Maurycym Maeterlincku oraz Vladimirze Nabokovie, „na którym przebarwienia w komórkach radialnych przednich skrzydeł samic modraszkowatych zdają się wywierać nie mniejsze wrażenie niż miłosne rumieńce na policzkach Lolity lub Ady”.

„Pająki pana Roberta” to klaser, katalog, zbiór pająków (ale też motyli, w tym uroczej, choć pechowej Aporii crataegi) zamieszkujących dom i okolice domu narratora. Robert Pucek opisuje zwyczaje – między innymi małżeńskie i macierzyńskie - swoich pajęczych sąsiadów łącząc wiedzę przyrodniczą, literacki oddech oraz poczucie humoru i dystans do rzeczywistości. Ta książka to zarazem warsztaty ze zmiany optyki (nawiasem mówiąc, pojawia się na jej kartach Leeuwenhoek „znakomity szlifierz i wytwórca najlepszych chyba w owym czasie mikroskopów”) oraz warsztaty z uważności.

Skupiając się na szczegółach życia pająków, zanurzamy się w medytację, a zarazem poszerzamy nasz horyzont filozoficzny. Istotne jest to, że jako głównych bohaterów swojej książki Robert Pucek wybrał pająki, czyli zwierzęta, które w wielu osobach budzą strach czy obrzydzenie, zamiast zająć się zwierzętami bardziej powszechnie adorowanymi. Zabieg ten pomaga lepiej zrozumieć względność kategorii piękna. Autor przywołuje moment, gdy nietoperz pierzcha na widok żony pana Roberta, pani Agnieszki („kobiety skądinąd urodziwej”): „w pewnym sensie jest to ta sama historia, którą opowiadali sobie starodawni Chińczycy. Opowieść o pięknej kobiecie, która jednak, gdy wpadła do stawu, wystraszyła wszystkie ryby. A także opowieść o innej istocie ludzkiej, która, gdy pan Robert pokazał jej kiedyś żółtą Misumena vatia, odwróciła się z obrzydzeniem, nie potrafiąc dostrzec pajęczego piękna. Innymi słowy, jest to opowieść o zasłonie zaciągniętej między różnymi rodzajami istot, która nie pozwala im dostrzec nawzajem swej urody i którą czasem tylko uchylają poeci bądź filozofowie”.

Minimalizm, wyciszenie oraz połączenie estetyki z filozofią charakterystyczne jest dla kultury japońskiej, którą zresztą Robert Pucek przywołuje kilkakrotnie: gdy ogląda nieco postrzępione skrzydła motyla pawie oczko „na których brakuje już niektórych łusek niczym dachówek porwanych z dachu starego domu przez nawałnicę, przychodzi mu do głowy, że to jest to samo piękno, które dawni Japończycy dostrzegali w wyszczerbionej czarce do herbaty bądź w rozdartym lampionie”, czy też kiedy pragnie zaprosić sąsiadów na „oglądanie śniegu” – „propozycja w duchu estetyki japońskiej – zaraz jednak zdał sobie sprawę, że mieszkańcy wsi potraktowaliby go nie inaczej niż dawni Anglicy niejakiego pana Natsume, który w 1900 roku, przybywszy do Anglii, popełnił taki właśnie błąd i został delikatnie wyśmiany”.

Są książki, które poleca się jako „idealne książki na wakacje”. W moim odczuciu lektura „Pająków pana Roberta” sama w sobie jest jak wakacje, szczególnie dla czytelnika przeciążonego bieżącymi, często powierzchownymi tematami.

Agnieszka Drotkiewicz