Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak

Jacek Hugo-Bader
Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak
  • Znak
    Kraków, maj 2014
    ISBN: 978-83-240-2993-8
    340 stron
    140 x 205
    Oprawa twarda

Powrót na Broad Peak przeczytałam jednym tchem, ale przez dobrych kilka dni nie wiedziałam, jak mogłabym o tej książce napisać. Szukałam jednego pojęcia, które pozwoliłoby mi jakoś objąć to wszystko, co rozgrywa się na ośmiu tysiącach metrów Broad Peaku i trzystu stronach reportażu Hugo-Badera: życie i śmierć, odpowiedzialność i ryzyko, przyjaźń i wrogą rywalizację, zasady moralne i niemożność oddychania. W końcu znalazłam – to pojęcie granic. Tak trudnych, że nigdy nie uda się ich przekroczyć.

Po pierwsze, mam na myśli granice wytrzymałości ludzkiego ciała. Wspinacze przesuwają je, jak tylko się da, całe lata ciężko trenując nogi, ręce i umysł. Zanim przystąpią do ataku na szczyt, kilka tygodni spędzają w obozach poniżej, by ich organizmy przyzwyczaiły się do skrajnie wyczerpujących warunków. Ale prędzej czy później natrafiają na granicę – bo w powietrzu nie ma już tlenu dla płuc, a w nogach siły na kolejny krok, bo mózg wytwarza przerażające halucynacje. Po prostu: bo ciało chce już tylko umrzeć. Więc trzeba zawrócić albo zginąć. Bo dalej się nie pójdzie. „Panowie, góry czekają na trupy – w... z namiotów”. Tak zwykła motywować swoich towarzyszy Anna Czerwińska.

Dalej są granice życia społecznego. Najkrócej można ująć to tak, że wspinacz porzuca rodzinę, by odejść do przyjaciół w górach i wraz z nimi przejść dalej – do historii. Bohaterkami reportażu Hugo-Badera są również matka Maćka Berbeki i narzeczona Tomka Kowalskiego – obie straciły dla gór i w górach swoich ukochanych mężczyzn. Maciek był żonaty i miał trójkę dzieci. Żona rozumiała jego pasję i godziła się na nią; dzieci już nie bardzo. Tomek na Broad Peak wspinał się z kamerą, bo chciał nagrać moment zdobycia szczytu – by zapisać się na kartach historii („Zdjęcia lepiej mieć. Bo to dowód. We wspinaniu niby obowiązuje zasada zaufania, ale istnieje ryzyko, że gazety na świecie zamiast nagłówków: <>, dadzą nagłówki: <>.”), ale też tam właśnie oświadczyć się Alicji i to nagrać. Pierścionek zaręczynowy i kamera zostały pochowane wraz z Tomkiem wysoko w górach, a narzeczona (Alicja przyjęła te dziwne oświadczyny, których nigdy nie usłyszała) kupiła sobie w wiosce pod Broad Peak „duplikat” tamtego pierścionka. Rodzina, górscy towarzysze i pokolenia, które mają dowiedzieć się o bohaterskich wyczynach to trzy grupy, które w tym wypadku wzajemnie się wykluczają – istnieją między nimi granice, pomiędzy którymi nie da się swobodnie krążyć.

Pojawia się też ważne pytanie o granice moralności. Czy na poziomie morza i osiem tysięcy metrów wyżej znajdują zastosowanie takie same prawa etyczne? Czy można kogoś oskarżać o porzucenie towarzysza, gdy temperatura spada poniżej -40 stopni, a mózg wykazuje pierwsze oznaki obrzęku? „Moralność mogłaby być jedna, gdyby stan umysłu na każdej wysokości był ten sam. Ale nie jest.” I czy moralne jest to, gdy tu, na dole, rodzina Berbeków nie godzi się na udział Adama Bieleckiego w uroczystościach wspomnieniowych, bo to jego obwinia o śmierć Maćka? Czy odmówienie prawa do żałoby nie jest okrutnym przekroczeniem granicy moralności?

Wreszcie narzucają mi się pytania związane z tym, co literackie. Hugo-Bader czasami posługuje się czarnym humorem: „Tak oto w nowo powstającym Górskim Ochotniczym Przedsiębiorstwie Pogrzebowym zostałem przyjęty na kronikarza.”; a czasami stawia sprawę boleśnie wprost i dobitnie: „Wyprawa potrzebowała pieniędzy, ja – opowieści.”, ale w każdym momencie pamięta o tym, w jak specyficznej sytuacji bierze udział i czego ta sytuacja od niego wymaga. Choć trochę to potrwa, członkowie wyprawy na Broad Peak uwierzą w końcu, że towarzyszący im reporter nie jest hieną dziennikarską i pogodzą się z jego obecnością. Ale do końca zachowają granice, za które media i literatura nie dostaną wstępu – nie zdejmą przed kamerą ciemnych okularów, by pokazać łzy, a najważniejsze rozmowy odbywać będą kilkaset metrów od obozu, poza zasięgiem dziennikarskiego dyktafonu. Dlatego też ten reportaż, choć mocno uczestniczący, cały czas robiony jest spoza wyraźnie wytyczonej granicy intymności.

A jak jest z granicami czytelniczej empatii? Czy ktokolwiek, kto czyta tę książkę, jest w stanie w pełni uświadomić sobie, co tak naprawdę działo się podczas obu wypraw na Broad Peak. Nawet jeśli sam otarł się o śmierć, nie zrozumie umierania Maćka w szczelinie lodowej, bo nie jest to jego umieranie. Może próbować utożsamiać się z różnymi bohaterami – i tymi, którzy w górach zostali na zawsze; i tymi, którym udało się zdobyć szczyt i wrócić; i tymi, którzy rok później wyruszyli na wyprawę w poszukiwaniu ciał tych, których kochali. Ale te próby zawsze zatrzymają się na jakiejś granicy, za którą empatia już nie zadziała. I dlatego tak trudno było mi się zabrać do tego, by o tej książce napisać. To, o czym opowiada, na pewno wykracza daleko poza granicę słowa.

Ale kilka rzeczy mogę powiedzieć na pewno: książka jest świetnie napisana, bardzo dobrze zredagowana merytorycznie (nawet taki alpinistyczny ignorant, jak ja, bez problemu zrozumie, o co w tym wszystkim chodzi) i uzupełniona doskonale dobranym materiałem ilustracyjnym. To lektura obowiązkowa nie tylko dla tych, którzy granice przekraczają, ale i dla tych, którzy boją się o tym choćby pomyśleć.

Iga Noszczyk