Nieszpory

Agnieszka Drotkiewicz
Nieszpory
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, 2014
    144 strony
    123x197
    ISBN: 978-83-08-05338-6

Nieszpory, kolejna już prozatorska książka Agnieszki Drotkiewicz, to rodzaj pieśni rozpisanej na cztery głosy (Joanny, jej matki Sylwii, ukochanego matki – Romana oraz Heleny - „przyjaciółki domu”), opowieść zarazem realistyczna, jak i metaforyczna, medytacyjna. Nieszpory ujawniają swoje kolejne warstwy podczas uważnej lektury, brzmienie poszczególnych zdań pokazuje ich pojemność – jak choćby zdanie – tytuł jednego z obrazów namalowanych przez Romana Serce, które dwa tygodnie temu wypadło na płytę lotniska, zostało już wszczepione pacjentce, czy pierwsze zdanie książki: Niebo nad Paryżem ma kolor oczu amanta filmowego, jednak Joanna patrzy pod nogi – ustawiające ton narracji, a zarazem charakteryzujące bohaterkę. Przy uważniejszej lekturze okazuje się również, że objętość tej książki jest dużo większa niż wskazywałaby na to liczba stron: w rzeczywistości, w akcie czytania, książka ta jest obszerna.
Opis bohaterki w prologu przypomina narrację filmów przyrodniczych: Niska i chuda, ubrana jest w barwy maskujące, typowe dla młodych kobiet w dużych miastach na terenie Unii Europejskiej około roku 2010. Nieprzypadkowo, bo jednym z tematów wiodących tej książki jest pytanie o istnienie opozycji „człowiek-zwierzę”. Co nas różni od zwierząt? Co z nimi łączy? Autorka nie wartościuje negatywnie zwierzęcej części natury ludzkiej, raczej możliwość przyznania się do niej postrzega jako luksus bliskości (Spotkam mężczyznę, z którym tak głęboko będziemy dla siebie ludźmi, że będziemy mogli pozwolić sobie na to, by zobaczyć w sobie zwierzęta.)

Ważnym tematem tej książki jest praca, a raczej „krajobraz po pracy” – czyli syndrom wypalenia, który dotyka Joannę. W jej życiu nie ma w zasadzie niczego poza pracą, a przy tym jest to praca, która nie karmi - dosłownie i w przenośni – jest nisko płatna, a Joanna zapamiętaniem się w niej doprowadziła się do nerwicy lękowej objawiającej się niemożnością gryzienia oraz zaburzeniami komunikacji - mowy i pisma. Temat pracy i utraty wiary w jej ocalającą moc łączy klamrą Nieszpory z wcześniejszą powieścią Agnieszki Drotkiewicz – Dla mnie to samo (2006), w której – jakkolwiek nieco ironicznie – praca postrzegana była jednak jako wartość, która może tworzyć człowieka, podczas gdy w Nieszporach pokazana jest patologia pracy, praca jako czynność, która odczłowiecza.

Czy jest w tej książce nadzieja? Podobnie jak Joanna, inni bohaterowie także dochodzą do punktu krytycznego, od którego muszą się odbić: Roman - wzięty malarz, cieszący się powodzeniem wśród kobiet – zaczyna tracić wiarę w swą zdolność do znalezienia i oddania piękna, dręczony jest lękiem przed artystycznym hochsztaplerstwem. Sylwia, która żyje bezinteresowną miłością do Romana, musi znaleźć w swoim życiu miejsce także na coś innego, choćby na siebie. Helena – pięćdziesięcioletnia sekretarka na Romanistyce musi spełnić choćby część swojego marzenia, żeby nie zostać przez swoje marzenia pokonana.

Autorka razem z bohaterami szuka drogi odczucia – choćby przez chwilę – radości, spełnienia, szczęścia. Prowadzić do tego może podróż, ceremoniał (sceny kolacji sederowej i przedstawienia teatralnego), rozmowa, która pozwala nauczyć się na nowo języka, poznać na nowo zmysłowe piękno alfabetu litera po literze, poczucie humoru, której jest wyrazem godności człowieka; a także przeżycie piękna, które może być oczyszczające i budujące zarazem. Tym także są Nieszpory – hołdem złożonym harmonii zawartej w pięknie. Ten hołd obecny jest w warstwie treściowej, ale i w formie – dźwięk poszczególnych fragmentów tworzy melodię, powtórzenia imion, czy pewnych słów nadają rytm tej prozie. Brzmi w niej muzyka, i prześwieca przez nią malarstwo – martwa natura na targu, scena rodzajowa na basenie, assamblaż pracowni artysty. To właśnie w malarskich kadrach autorka spełnia marzenia swoich bohaterów – Sylwia dostrzega jagodę na krzaku, Dama z jednorożcem schodzi ze średniowiecznego arrasu, żeby podać Romanowi szklankę wody.

Jest w tych spełnieniach minimalizm, podobnie jak w całej książce. Jej forma jest nowatorska, ale nie skandalizująca, jest elegancka. Podobnie jak teksty dobrych sztuk teatralnych, czy też jak teksty niektórych modlitw – książka ta stawia pewne uniwersalne pytania, pozwalając czytelnikowi poszukać samego siebie w tych słowach, bez względu na otaczające go i zmieniające się dekoracje.

Zofia Khan