Znaki szczególne

Paulina Wilk
Znaki szczególne
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków 2014
    ISBN: 978-83-08-05330-0
    123x197
    300 stron

Choć „znaki szczególne” epoki przełomu zostały już omówione i przeanalizowane niemal na wszystkie sposoby i ze wszystkich stron – politycznie, ekonomicznie, socjologicznie, psychologicznie, artystycznie i rozrywkowo; choć wydaje się, że nie można powiedzieć już nic nowego o pokoleniu polskiej młodzieży, która wchodząc w dorosłość, wchodziła równocześnie w demokrację i kapitalizm, spojrzenie Pauliny Wilk jest tak świeże, jak tylko może być. Jej najnowsza książka emanuje taką szczerością i prostotą, umiłowaniem smakowitego detalu i zaangażowaniem, że słodko-gorzka prawda tamtych czasów i miejsc dociera do nas na nowo i z całą mocą. Co więcej, jest tu i drugi plan czasowy – teraźniejszość po przełomie. Chyba jeszcze nikt z przedstawicieli naszego pokolenia nie zdobył się na wyprowadzenie takich wniosków o naszym dzisiaj – dobitnych, surowych i autentycznych. I mało kto jest tak daleki od samoużalania i samousprawiedliwiania, jak Paulina Wilk w Znakach szczególnych.

„Jako dzieci czuliśmy nerwowość dorosłych. Na ruchomych piaskach nikt nie był pewny jutra. Nasi rodzice, sąsiedzi, wujowie i nauczyciele różnie reagowali na zmiany i rozmaicie sobie z nimi radzili. Wszyscy byli pod presją: my – od małego szykowani do sukcesu, i oni – zmuszeni zacząć wszystko jeszcze raz. A chociaż czas i cel były wspólne, to dyscpliny i stawki dla obu pokoleń osobne. Wszyscy od wszystkich oczekiwali, że się im powiedzie. I byliśmy tymi staraniami tak pochłonięci, że niepostrzeżenie opuściliśmy się nawzajem. Młodzi i dorośli rozdzielili się. Inaczej chyba być nie mogło, ale dopisuję to pęknięcie do rachunku przemian.” Każdy rodział Znaków szczególnych rozpoczyna się od wspomnień z dzieciństwa, a dochodzi do opisu tego, jak dany aspekt rzeczywistości wygląda obecnie. Wnioski z przemiany nie są optymistyczne. Raczej smutne i złe, a przynajmniej mocno niejednoznacze. I nie chodzi bynajmniej o to, by Wilk gloryfikowała epokę słusznie minioną, by chciała powrotu do komunistycznej rzeczywistości. Jednak uczciwie i bez uprzedzeń przygląda się kolejnym fragmentom swoich wspomnień i doświadczeń, punktuje wady i zalety i pokazuje, że hurraoptymistyczne podejście do przełomu jest mocno przesadzone; że i tutaj działa przykra zasada „coś za coś”. W dzieciństwie nie mieliśmy zachodnich dżinsów i kolorowych zabawek, ale za to nie przeprowadzaliśmy między sobą podziałów opartych na kryteriach zamożności. Nikt nic nie miał, a uznanie zdobywało się dzięki sprawności w kopaniu piłki i skakaniu w gumę. Mieliśmy niewiele wygód, ale za to wielkie marzenia. Teraz świat jest w zasięgu ręki, marzenia spełniają się zanim zdążymy je do końca wypowiedzieć, a my nie mamy nic – żyjemy w mieszkaniach, których faktycznymi właścicielami są banki, ale oceniamy innych głównie ze względu na stan posiadania, wydawania i epatowania majątkiem.

Paulina Wilk o pokoleniu obecnych trzydziestoparolatków pisze jako o tym, które wpadło w szczelinę między dwoma czasami i systemami. Jesteśmy pokoleniem, które – zamiast odnotowywać sukces za sukcesem, jak nam to długo obiecywano – nieustannie czeka w korytarzu: na swoją szansę, na swoją kolej. Znaki szczególne to książka odczarowująca automatycznie powtarzane mity i demaskująca retorykę propagandy sukcesu – zamiast o nieustającym wzroście PKB, euroentuzjazmie, społecznym awansie jednostek i całej zbiorowości mówi się tu o dewaluacji wartości, upadku autorytetów, braku ideałów, niestałości związków międzyludzkich i nieumiejętności snucia marzeń. I mówi się to nie z abstrakcyjnej bezosobowej perspektywy statystyk socjologicznych, ale własnego – dojmująco przeżytego i świetnie zwerbalizowanego – osobistego doświadczenia. Książka Pauliny Wilk przypomina nieco Baumanowskie analizy płynnej tożsamości w czasach równie płynnej nowoczesności. Jest bezpretensjonalna, bezkompromisowa, elegancka i dobitna.

Choć rozpoznania i tezy Pauliny Wilk są bardzo mocne i zdecydowane, choć ewidetnie wbijają ostre szpilki w tyłek aktualnej polskiej rzeczywistości, to właściwie trudno wyobrazić sobie, by można się było z nimi nie zgodzić. Autorka, patrząc na dzisiejszą Polskę krzyczy, jak w dziecięcej zabawie: „Pobite gary! Pobite gary!” Dlatego teraz – po przeczytaniu i przemyśleniu Znaków szczególnych – najbardziej ciekawi mnie to, kto, z której strony i w jakim celu będzie starał się je zakwestionować. Kto te gary będzie próbował skleić „na ślinę”, tryskającą spomiędzy zębów przy wygłaszaniu politycznego słowotoku.

Iga Noszczyk