Zawsze jest dzisiaj

Michał Cichy
Zawsze jest dzisiaj
  • Czarne
    Wołowiec, luty2014
    ISBN 978-83-7536-699-0
    72 strony
    110 x 190
    oprawa miękka

„Podróże po Warszawie. Po chodnikach, asfalcie i bruku” – słowa te, zaczerpnięte z niewielkiej książeczki Michała Cichego, najzwięźlej informują o jej zawartości. Bohater Zawsze jest dzisiaj – w tym przypadku z powodzeniem można go utożsamić z autorem – niespiesznie wędruje po Warszawie, obserwuje i notuje. Chadza własnymi ścieżkami – ani to przegląd miejsc, o których rozpisują się przewodniki turystyczne, ani katalog szpetnej stołecznej przestrzeni. I chyba nie budynki czy ulice są tu najważniejsze, lecz doznania czysto zmysłowe: gry świateł i cieni, zapachy, płynące nad miastem chmury, dźwięki o różnych porach dnia i nocy. Literackiego wystąpienia Cichego nie sposób zrozumieć bez słowa-klucza, czyli uważności. „Uwaga jest trudną postacią miłości” – powiada pisarz i zapewne ma rację. Pojęcie uważności pozostaje w wyraźnym związku z tytułem: zawsze liczy się konkretna chwila, to, co w danym momencie pojawia się w polu naszego widzenia, co – bez zwłoki i dłuższego namysłu – staje się przedmiotem kontemplacji. Wszystko zatem dzieje się tu i teraz, choć jednocześnie wędrowiec Cichego nie lekceważy znaków przeszłości. Tyle że trudno odgadnąć intencję autora, wszak nie chodzi o stworzenie osobnego portretu miasta, alternatywnego względem już istniejących, czy też o wydobycie jakichś atrakcji lub osobliwości. Być może istota tego przedsięwzięcia sprowadza się do samego aktu notowania, a więc do tego jak pisarz widzi przestrzeń. Ano właśnie – raczej przestrzeń niż osadzonych w niej ludzi. Tych wprawdzie nie brakuje (przypadkowi przechodnie, ktoś widziany w autobusie, kelnerka, pijaczek, ktokolwiek), ale Cichy wcale nie chce nas przekonać, że to postaci charakterystyczne czy typowe dla stolicy. Ostatecznie prozy tej nie wypada pytać o cel i kierunek, a autora o przesłanie, gdyż tych najpewniej tu nie ma. Zawsze jest dzisiaj lokuje się poza horyzontem pragmatycznym; nie można do tej prozy podejść konsumpcyjnie. Informacje wrzucone w materię medytacyjnej opowieści (np. gdzie w Warszawie dają najlepszy sok pomarańczowy) nie układają się w „wiedzę” o mieście; żadnych tu ambicji oddania charakteru miasta bądź innych usiłowań tego typu. Niepodobna nawet przytomnie odpowiedzieć, czy Michał Cichy lubi swoje Warszawę. To, że jest obserwatorem czułym i wrażliwym, że nie tylko jego oczy są szeroko otwarte, nie ulega kwestii. Lecz to jedyna pewność, jaką dysponuje czytelnik tej niespełna siedemdziesięciostronicowej książeczki.         

Dariusz Nowacki