Kurator

Zbigniew Kruszyński
Kurator
  • W.A.B.
    Warszawa, 2014
    ISBN: 978-83-280-0878-6
    208 stron
    125x195
    oprawa: miękka

Zbigniew Kruszyński wyposażył swoją najnowszą powieść w klarowną i zwartą fabułę. Oto pięćdziesięcioletni Paweł wypełnia pustkę egzystencji płatnym seksem. Wchodzi w rolę tzw. sponsora, może sobie na to pozwolić, bo jest mężczyzną zamożnym. Szybko okazuje się również, że poniekąd musi podtrzymywać tę haniebną praktykę. Dlaczego? Ponieważ jest człowiekiem do cna wypalonym, nie tylko niezdolnym do okazywania uczuć, ale i do nawiązania jakiegokolwiek porozumienia z kimkolwiek. W jego sytuacji tzw. sponsoring ma wymiar wyzwalający. Rzec by można, że tylko na pozór płaci za seks, w istocie zaś – jak w pewnym miejscu czytamy – „płaci za wszystko, czego nie musi robić”. Czego konkretnie nie musi? Poddawać się społecznym rytuałom, odgrywać tych wszystkich strasznych ról, z rolą męża na czele, a nade wszystko konfrontować się z nieuniknioną katastrofą, którą kończy się każdy związek („Nie wyjdzie za mnie za mąż, oszczędzi mi rozwodu”). W początkowych partiach utworu bohater Kruszyńskiego opowiada o doświadczeniach, które zdobył jako tzw. sponsor. Mówi – na ogół ironicznie i dowcipnie – o tym, jak selekcjonuje oferty, co się dzieje w trakcie schadzek, kim są i jakie strategie uwodzenia stosują sponsorowane kobiety.
Zwrot następuje w chwili, kiedy spotyka Martę, wrażliwą i subtelną licealistkę, której – jak sama twierdzi – nie zależy na pieniądzach. Dziewczyna pragnie bliskości i troski. Paweł, zachwycony takim obrotem sprawy, zmienia się z dnia na dzień: już nie jest sponsorem, lecz tytułowym kuratorem, czułym opiekunem licealistki, jej najlepszym przyjacielem. Idylla nie trwa jednak długo, przy czym Kruszyński zrywa ze schematem narracji romansowej. Bo też wiele można o jego bohaterze powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest naiwny. Kiedy spotyka Martę, wcale nie zaczyna wierzyć w odmianę losu, a więc, że na stare lata przyszła wielka, prawdziwa miłość. Złudzenie, które przez chwilę żywi, brzmi inaczej: „Może ocalę ją przed światem”. A więc przed życiową katastrofą, która stała się jego udziałem, przed absurdem istnienia. Kuratela ma polegać – by tak rzec – na inwestycji w dobro, na ofiarowaniu szczerych, ciepłych uczuć, które mogłyby uodpornić młodziutką Martę na zetknięcie się ze złem tego świata. To kapitalna kwestia: czy moralne zło (praktyka tzw. sponsoringu) można przekuć w moralne dobro (kuratela, opieka, troska)? Zrazu wydaje się, że to możliwie. Zawodzi nie Paweł, lecz Marta, która wcale nie jest uosobieniem niewinności, a może nawet jest figurą z gruntu demoniczną.
Zbigniew Kruszyński od blisko 20 lat (debiutował w r. 1995) uchodzi za jednego z najciekawszych i najbardziej przewrotnych prozaików współczesnych, wybitnego stylistę i ironistę. I tym razem nie zawodzi – Kurator poświadcza językową błyskotliwość i wirtuozerię. Mnóstwo tu celnych fraz, tyleż przenikliwych, co złośliwych uwag, melancholijnej zadumy w najlepszym wydaniu.

Dariusz Nowacki