Nastka, śmiej się!

Marian Pankowski
Nastka, śmiej się!
  • Korporacja Ha!art
    Kraków, 2013
    128 stron
    ISBN: 978-83-62574-96-4

Książkę wypełnia osiem krótkich opowiadań ogłoszonych przez Mariana Pankowskiego (1919-2011) na łamach prasy literackiej w ostatnich latach przed śmiercią. Nastka, śmiej się! to zbiór, który nie został przygotowany przez autora; należy w nim widzieć rodzaj hołdu złożonego znakomitemu pisarzowi przez jego ostatniego wydawcę (krakowska Korporacja Ha!art). Z pewnością książka ta daje świetny wgląd w późną twórczość Pankowskiego – zogniskowaną, jak się wydaje, wokół problemu pamięci. „Po latach wraca zza opłotków pamięci tamta opowieść” – czytamy w opowiadaniu U starszego brata na przyzbie. W zamykającym tom Moim śniegu znajdziemy frazę: „Naraz szalony pośpiech lat! I do tego – wstecz!”. To „wstecz” dotyczyć może zdarzeń z wczesnego dzieciństwa autobiograficznego bohatera (tak jest w opowiadaniu tytułowym), przeżyć wojennych i tuż powojennych. Pankowski krąży wokół kilku węzłowych doświadczeń, które określiły kształt jego życiorysu. Nie wchodząc w szczegóły, wymienić by należało lata najpiękniejsze, czyli spędzone w rodzinnym Sanoku, lata najkoszmarniejsze, kiedy był więźniem hitlerowskich obozów koncentracyjnych, pierwsze lata na emigracji w Brukseli i lata nieco późniejsze, kiedy ugruntował swoją pozycję jako profesor belgijskiego uniwersytetu i coraz bardziej ceniony polski pisarz. Wyśledzić tu można wątki, do których wielokrotnie nawiązywał we wcześniejszej prozie – choćby fascynacja nieledwie mistycznie pojmowaną kobiecością czy ocena polskiej martyrologii (opowiadanie Nie grają nam surmy bojowe). Plany czasowe się tutaj mieszają, poszczególne światy nachodzą na siebie, jakieś zwyczajne wypadki, które zaszły w rzeczywistości aktualnej (np. spotkanie towarzyskie w Wieczorze u doktorostwa B.), ewokują ni to wspomnienia, ni to asocjacje zespolone z fantazjami. Powstaje intrygujące złudzenie: jakby czas przeszły dokonany w ogóle nie istniał, jak gdyby istniała możliwość ogarnięcia bardzo różnych, odległych od siebie sytuacji jednolitym spojrzeniem.
    
Zwraca uwagę anegdotyczna materia, z której utkana jest ta proza. Bohater Pankowskiego najchętniej wsłuchuje się w cudze gadanie – tak przypadkowo spotkanych osób, jak i osób mu najbliższych (matka i brat, których regularnie odwiedza w kraju). Najczęściej rejestruje taką odmianę żywiołowej mowy, która znajduje się na granicy poprawności językowej, jest regionalnie nacechowana, zbliżona do języka domowego. W wielu miejscach pisarz zaznacza, że przywołuje go i pobudza do pisania głos „naszej ziemi”; popada w euforię, kiedy przypomina sobie zasłyszane zdania: „Zgrzebną renetą sad zaowocował”, „Rydze w tym roku tak śliczne, a mleczne, że doić” (opowiadanie O siostrzanej miłości). Niepowtarzalny, idiomatyczny język Mariana Pankowskiego jest bez wątpienia ważnym „bohaterem” Nastki. Po tej lekturze łatwiej zrozumieć, dlaczego autor ten pragnął, żeby jego ostatnie utwory prozatorskie były czytane jak poematy, w których słowo zawsze stoi w centrum.

Dariusz Nowacki