Ptasie ulice

Piotr Paziński
Ptasie ulice
  • Nisza
    Warszawa 2013
    ISBN: 978-83-62795-21-5
    192 strony
    135 x 210
    oprawa miękka

„Nigdy nie spacerowaliśmy tamtymi ulicami. Nikt sobie nawet tego nie wyobrażał, jakbyśmy sami sobie bronili wstępu”  - pisze Piotr Paziński w „Manuskrypcie Izaaka Feldwurma”, jednym z czterech obszernych opowiadań zbioru „Ptasie ulice”.  Na kartach książki ten zakaz zostaje złamany, wstępujemy w przestrzeń wyjątkowo gęsto zapisaną znaczeniem. Terytoria  przedwojennej warszawskiej dzielnicy północnej, z której potem uczyniono największe w Europie getto żydowskie - bo to właśnie kryptonimują  „tamte”, „ptasie” ulice - skazane, „by nigdy nie powstać z umarłych” żyją jednak, wciągają w swoje dziwne „pomiędzy”, stanowiące czas i przestrzeń opowieści całego tomu. U Pazińskiego to miejsce niewidzialne, przysłonięte  powojenną topografią, anihilowane z map i pamięci, emanuje życiem pośmiertnym tak intensywnym, że realność współczesności zanika i blednie, oddając życie fantomom. „Siatka współczesnych przecznic rzucona tam na chybił trafił, jakby żadnej tam wcześniej nie było, nie przywierała do gruntu, wisiała w próżni, nieudolnie skrywając nicość”. Ulice „Orla, Gęsia, Wronia i Kacza” (wszystkie nazwy w istocie ptasie ), „dźwięczały w powietrzu i zdawało się, że każda śpiewa swoją melodię”.  Ci ważni i ci jedynie wzmiankowani bohaterowie opowiadań to starzy znajomi, rodzinne grono niedobitków polsko-żydowskiego świata. Pan Sztajn, pani Tecia, doktor Kamińska, pan Abram, pan Rubin, babcia, wujkowie, wreszcie – zaplątany  w to wszystko narrator, ktoś z pokolenia wnuków, trzeciego pokolenia po Zagładzie. Wszyscy zaabsorbowani są życiem fantazmatycznym, pracą wytwarzania pamięci. Niektórzy są postaciami całkiem fantasmagorycznymi, jak tytułowy Feldwurm, czy Cadyk z opowiadania „Kondukt”. Inni, jak niesiony przez rozkojarzonych żałobników nieboszczyk czy doktor Kamińska bytują, chwilowo, pod postacią rzeczywistych zwłok. Wszyscy jednak należą do owego pomiędzy, do egzystencji ludzi i duchów, której domeną nie jest klasyczna niesamowitość, lecz sama literatura, sama wymagająca ciągłej czytelniczej reanimacji osłabła magia fikcji, jedynego życia zapomnianych.

Podobnie jak w debiutanckim „Pensjonacie”, lecz w sposób znacznie głębszy, struktura tej prozy opiera się na pomyśle wyprawy  w miejsce, gdzie  przeszłość czai się, ukrywa, ale i czeka, aby ktoś  zawołał ją po imieniu. Może zostać wywąchana, wyobrażona, ujrzana.  Może, choć nie musi. Elegijna pamięć ziszcza się częściowo, niepewnie, chybotliwie. Autor  prowadzi nas  przez  na poły realną, na poły senną i widmową przestrzeń, znajduje  formę dla nieobecności , wyraz nie-istnienia,  zapis  niewidzialnego. Paziński okazuje się niezwykłym , ironicznym poszukiwaczem i kronikarzem utraconego żydowskiego świata. Styl, jaki udało się w tym celu stworzyć jest  zarazem wyrazisty i wyciszony, wirtuozowski, lecz świadom własnej bezsilności. To pisanie przepełnia  głęboko uwewnętrzniona wiedza o tym, że to co nazwano kiedyś literaturą wyczerpania spełniło się ostatecznie w efekcie Zagłady, konieczności pisania literatury o nieistnieniu bohaterów a nawet śmierci przedmiotów, jak w mistrzowskim opowiadaniu „Mieszkanie”. Styl erudycyjny, pełen parafraz Schulza, biblijnych trawestacji i talmudycznych odniesień, jest szczególnego rodzaju  praktyką  filozofii utraty, stojącej  u podstaw pisarskiej misji Pazińskiego.

Kazimiera Szczuka