Przyszłem

Janusz Głowacki
Przyszłem
  • Świat Książki
    Warszawa, listopad 2013
    ISBN: 978-83-7943-323-0
    130x240
    240 stron
    oprawa twarda

Pierwsze zdanie odautorskiego Wprowadzenia do Przyszłem brzmi: „Chciałem wyjaśnić, że piszę tę książkę głównie ze skąpstwa, bo ze dwadzieścia scen, co je napisałem, i parę pomysłów do filmu nie weszło”. Chodzi oczywiście o Lecha Wałęsę. Człowieka z nadziei – film fabularny Andrzeja Wajdy. Wybitny polski reżyser zamówił scenariusz właśnie u Janusza Głowackiego, ironisty biegłego w posługiwaniu się tragifarsą. To ważne – założenie było takie, że oto filmowy geniusz Wajdy zostanie połączony z inteligentnym szyderstwem pisarza, co nie tylko – jak zakładano – miało zaowocować obrazem niebanalnym, ale i powinno uchronić przedsięwzięcie przed osunięciem się w hagiograficzny patos. Głowacki  przyjmując zaproszenie Wajdy, był przekonany, że podziwiany przez niego twórca celuje w film artystyczny. Dopiero po pewnym czasie zorientował się, że powstaje film oświatowy adresowany w pierwszej kolejności do dziatwy szkolnej. Pisarz opowiada więc o tym, jak stopniowo tracił kontrolę nad własną opowieścią i w ogóle, jak to się stało, że Wałęsa jest i zarazem nie jest jego dziełem, oczywiście w wymiarze literackim. Ta niezwykła, paradoksalna sytuacja przenika i organizuję książkę Głowackiego. I być może w od tej strony Przyszłem jest najciekawsze – pokazuje, jak jest możliwe potwierdzenie i jednocześnie zaprzeczenie autorstwa, jak rozumieć legendarną formułę „za, a nawet przeciw”.  

Książka przedstawia zatem dzieje pewnego nieporozumienia. Wydaje się, że u jego podstaw legło odmienne spojrzenie na tytułowego bohatera. Głowacki jest zafascynowany Lechem Wałęsą jako „królewską” figurą na miarę dramatów Szekspira, myśli o nim literacko i poprzez literaturę. W ten sposób ujmuje – i to już na pierwszych stronach – kluczową kwestię, czyli pytanie o to, czy w latach 70. Wałęsa był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Bolek. Powiada, że dla jego opowieści – dla opowieści w ogóle! – lepiej by było, gdyby bohater miał skazę czy zmagał się z jakimś wewnętrznym rozdarciem. No i koniecznie musi być jakaś tajemnica. We wczesnej wersji scenariusza została ona zorganizowana wokół tajemniczego blisko trzygodzinnego spóźnienia bohatera na sierpniowy strajk, którym miał pokierować, a ramą opowieści miała być droga – od wyjścia z domu do dotarcia do stoczni. Tymczasem spojrzenie Wajdy jest inne. Głowacki oddaje je tak: „ma być świadectwo historii i lekcja obywatelską się należy”; „żeby młodzież cokolwiek z tego zrozumiała”. Racje artystyczne ustępują tedy pod naporem potrzeb polityczno-perswazyjnych i celów – by tak rzec – wychowawczych.

W trakcie trzyletniej pracy nad scenariuszem pisarza spotykają rozliczne przykrości – np. oskarżenia o „zdradę”. Ciągle ktoś go wypytuje, czy będzie miał odwagę uwzględnić wątek Bolka, sugerując zarazem, że z pewnością zabraknie scenarzyście charakteru. Nieprzyjemności te Głowacki oswaja we właściwy dla siebie sposób – jadowitą ironią i prowokacyjnym cynizmem. Notuje: „wprawdzie nie jestem moralistą, ale mam pewne twarde zasady i nikt nigdy, nawet grożąc moim najbliższym, nie zmusi mnie do fałszowania historii za darmo”. Warto także dodać, że w opowieść o pracy nad scenariuszem autor wmontował dziesiątki uroczych wspomnień dotyczących życia artystycznego i towarzyskiego w PRL-u.

Dariusz Nowacki