Bukareszt. Kurz i krew

Małgorzata Rejmer
Bukareszt. Kurz i krew
  • Czarne
    Wołowiec 2013
    ISBN 978-83-7536-539-9
    270 stron
    135x215

Wyprawa do stolicy Rumunii, której owocem jest Bukareszt. Kurz i krew, nie była kilkudniowym wypadem, krótką przygodą. Małgorzata Rejmer spędziła tam dwa lata (z przerwami) i zapowiada, że jeszcze wróci. Z tekstu wynika, że autorka prowadziła solidne badania terenowe, wynajmowała obskurne mieszkania, by doświadczyć tego miejsca w możliwie mocny sposób, zwiedzała, rozmawiała, czytała. Książka nie jest jednak tylko zbiorem obrazków z podróży. Rejmer przygotowała zestaw historyczno-kulturoznawczy umożliwiający odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzieć (być może) nie można czy też nawet: nie wolno. Autorka Bukaresztu odważnie diagnozuje naród rumuński – Rumuni pokornie przyjmują swój los, często śmierć, nie podnoszą głowy, godzą się, nie walczą, nie dyskutują. Ballada Jagniątko (zdaniem Nichity Stănescu to rumuńska Iliada i Odyseja; zdaniem Herty Müller zaś – Pieśń o Nibelungach) i porzekadło „Asta e, ce să faci?”, czyli „Tak już jest, co zrobisz?” pozwalają autorce zrozumieć, jak w ogóle możliwe były rządy Nicolae Ceauşescu.

Rejmer jest w Bukareszcie badaczką kultury Innych, kultury wschodniej – fascynującej przede wszystkim okrucieństwem, dzikością i urodą brzydoty. Pisze: „nie bardzo podoba mi się nowe. Wolę stare warstwy” i dalej: „Czuję potęgę miasta podszytą szaleństwem”. Sięga w trzewia, bo to one ciekawią ją najbardziej. Stany skrajne (chaos, ogrom) wydają się jej najbardziej użyteczne. W oku Rejmer zyskuje to, co dziwne, co odstaje, co osobliwe i totalne – autorka Bukaresztu jest oszołomiona tym krajem bez właściwości, formowanym jak plastelina, przechodzącym z rąk do rąk, palonym i odbudowywanym, kąpanym we krwi, ale wciąż utrzymującym się na powierzchni. Próbuje tę wschodnią dzikość wytłumaczyć, zrozumieć i opowiedzieć, musi więc wybrać sobie lokalizację, musi zająć własne stanowisko wobec „tamtej” strony.  Wybrała formę eseju, który „usprawiedliwia” tę strategiczną lokalizację, ale i można zapytać, czy ów czynnik ludzki w tekście jest wadą czy zaletą. Znamienne jest też to, że Rejmer swojej książce nadała tytuł Bukareszt, zamiast – dajmy na to – Mój Bukareszt. To odważna próba wypowiedzenia „całości” i to wypowiedzenia jedynie „prawdziwego”…

Nie można odmówić Bukaresztowi wartości poznawczych – to książka ważna, która przypomina o niedawnych koszmarach. Rejmer pisze o sprawach, o których nie wolno zapomnieć – o reedukacji przez tortury, o systemie totalitarnym, o dekrecie zakazującym regulowanie poczęć i tragediach z nim związanych. W ciałach kobiet zmuszanych do rodzenia lub wykrwawiających się po nielegalnych aborcjach widzi Rejmer istotę totalitarnej Rumunii Nicolae Ceauşescu (gdy pisze o filmie Cristiana Mungiu 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni podkreśla dręczącą reżysera konieczność dawania świadectwa cierpienia, nędzy i zniewolenia).

Bukareszt Małgorzaty Rejmer z pewnością skłania do przywrócenia pamięci, a nawet odkrywania całych połaci historii najnowszej, o której nie chcemy wiedzieć, bo tak jest lepiej, wygodniej, łatwiej. Debiutancka Toksymia tej autorki z 2010 roku narobiła sporo zamieszania i nadziei, że mamy oto nową, interesującą pisarkę. Test drugiej książki z pewnością nie należy do lekkich. Rejmer w Bukareszcie potwierdza, że szum wokół Toksymii miał swoje uzasadnienie. Pisarka zmieniła wydawcę i formę, ale wciąż zajmuje ją to samo: egzotyczna, nieoczywista uroda dzikiego świata.

 
Anna Marchewka