Osobnik

Marian Pilot
Osobnik

Osobnik Mariana Pilota to powieść niezwykle wymagająca. Podstawowa niedogodność polega na tym, że trudno zrekonstruować fabułę i ustalić zawartość problemowa tego utworu, co oczywiście nie musi być argumentem przeciwko temu dziełu. Oto bohaterem i zarazem monologującym bohaterem uczynił pisarz mężczyznę w podeszłym wieku (urodził się w czasie II wojny światowej), niejakiego Bolesława Samka lub Zamka. Ów mieszkaniec jednego z warszawskich bloków, zatrudniony w instytucie naukowym doktor biologii opowiada nam o swoich snach, a tak naprawdę o odmiennych stanach świadomości, bo też nie wiadomo, czego właściwie doświadcza. Jeśli dręczą go sny, to szczególnego rodzaju. Jego sny są, jak sam powiada, „rzeczywiste”, „miażdżą i szarpią”, „gniotą i dławią”. A więc senne koszmary? Niekoniecznie – to, co bohater z siebie wydobywa, wolno uznać za gonitwę myśli chorego psychicznie człowieka. W pewnym miejscu dowiadujemy się przecież, że tytułowy osobnik uczęszcza na terapię. Tak czy inaczej bohater i zarazem monologujący narrator rozpada się i zapada w sobie, cierpiąc przy tym niesłychanie („w moim sercu wyły psy”). Niezwykłość sytuacji zasadza się na tym, że owych koszmarów czy rojeń nie sposób ustrukturować, ułożyć w jakąś spójną całość, przez co i źródło cierpień jest w zasadzie niewidoczne. Co trapi bohatera, co mu dolega? Prowizoryczne odpowiedzi na te pytania można wydobyć zaledwie z jednego spośród dwunastu rozdziałów powieści. W rozdziale IV, bo o nim tu mowa, przedstawiona została jakaś odległa reminiscencja. Bohater po trzech latach nieobecności przybywa do rodzinnego domu ulokowanego w bliżej nieokreślonym Miasteczku, by ostatecznie skonfrontować się z ojcem, „pierwszym w naszych stronach golarzem”. Małomiasteczkowy fryzjer – alkoholik, degenerat, tyran – zdewastował życie matki i siostry Bolesława. Odwiedziny to dobra okazja, by wziąć się za rozpamiętywanie traum dzieciństwa, przedstawianie rozlicznych opresji – jak zmuszanie chłopca do zabijania kur na rosół czy służenia do mszy, czego szczerze nienawidził. Jednakowoż przywiązanie do wspomnianego tu rozdziału przemieniłoby Osobnika w banalną powieść psychologiczną o toksycznym ojcu i nieszczęśliwym dzieciństwie. Tymczasem rzecz jest o wiele bardziej skomplikowana, a samą metaforę „domu na brzytwach” można rozumieć rozmaicie. Dość powiedzieć o powracającej obsesji bohatera – jego pretensji do ojca, że ten, goląc rzekomo Hitlera, nie poderżnął mu gardła. To zresztą jeden z najbardziej tajemniczych wątków Osobnika: w jaki sposób i dlaczego Bolesław został „zarażony wojną”? AK-owska przeszłość golibrody – migawkowo, w jednym zdaniu podana – to zbyt wątła przesłanka. A kiedy bohater wyznaje: „ja sam sobie jestem Auschwitz”, zupełnie nie wiemy, co ma na myśli. Ale też nie przedmiot rojeń jest tu najważniejszy. Najistotniejsza i zarazem godna podziwu jest technika oniryczna, jaką posłużył się Pilot. Sny czy wypowiedziane koszmary nade wszystko uwikłane są w słowa, przez słowa próbują się przecisnąć. Gdyby rojenia bohatera zostały wyartykułowane w języku bardziej skonwencjonalizowanym, byłby mniej wiarygodne.

Dariusz Nowacki