Miłość w zimie

Magdalena Bielska
Miłość w zimie
  • Wydawnictwo Świat Książki
    Warszawa, maj 2013
    208 stron
    ISBN: 9788327300430

Pierwszoplanowymi bohaterkami Miłości w zimie Magdaleny Bielskiej są Runda i jej babcia: dziecko-albinos i staruszka. Wyjeżdżają one – jak się początkowo wydaje – na wakacje. Jednak sceneria wydarzeń coraz bardziej się odrealnia, świat autonomizuje, a rzeczywistość przybiera niesamowite kształty. Obie kobiety trafiają do Aronpei i tam spotykają innych mieszkańców: Różę i jej psa, Stefana i Wandę, Milkę i Józefa. Ich dziwność polega przede wszystkim na tym, że nie wiadomo, jaki przysługuje im status: czy to żywi ludzie, czy duchy. Niesamowitość tej swojsko sanatoryjnej przestrzeni, w której trwa wakacyjny tryb życia, pogłębiają także inne znajdujące się w niej obiekty.

Dowiadujemy się więc, że od czasu do czasu w tym świecie pojawiają się diwy – nie-wiadomo-co, złe, złośliwe duchy, które wywołują halucynacje i są gorsze od szarańczy. Ich działanie Bielska w pewnym momencie opisuje tak: „Albo zakochujesz się w kimś bez pamięci i na drugi dzień masz sześćdziesiąt lat więcej, obolałe zmęczone ciało i dzwonisz do wnuków, ale jak zwykle nie mają czasu rozmawiać i zastanawiasz się, kim jest ten odrażający człowiek, który leży koło ciebie. Albo po prostu rozstajesz się z kimś, kogo kochasz, na kilka dni i w ogóle nie tęsknisz. To wszystko wina diwów”. Równie niesamowity, jakby z wierszy Leśmiana, jest w powieści Bielskiej bóg, który tęskni za młodą dziewczyną Lidzią, pali haszysz i drażni ludzi nadmierną gadatliwością. Tej cechy nie odmawia Bielska także zwierzętom przenikliwie reagującym na różne zjawiska w Aronpei. Utopijność i pewnego rodzaju alegoryczność tego obszaru najmocniej zaznaczają jednak bohaterowie, którzy mówią za pomocą zagadek-szyfrów. Na pytanie babci, od kiedy w Aronpei przebywają inni mieszkańcy, jeden z nich odpowiada: „Jesteśmy tu od niedawna. Od kiedy jedno z nas zdobyło się na tę odwagę. A drugie uwierzyło w istnienie pierwszego. Czy naprawdę wierzycie w istnienie kogoś drugiego? Zastanawiałyście się nad tym? Naprawdę?”.

Nieprzypadkowo większość bohaterów Miłości w zimie to ludzkie media, pośrednicy, przewoźnicy. Tak jak Runda, która mediuje między światami, między różnymi stopniami nasycenia świata śmiercią i życiem, między różnymi skupieniami energii. Nie znaczy to, że żyje się jej bezboleśnie i beztrosko. Opowieść Bielskiej nie jest ufundowana na pocieszycielskiej iluzji przebywania ze zmarłymi w jakimś innym continuum czasoprzestrzennym. Dotyczy raczej szeregu nieporozumień percepcyjnych, które pojawiają się w chwili, gdy nasze ciało zaczyna umierać. Runda nie uosabia wszechwiedzy, często nie wie i nie rozumie, co się dzieje, ona i jej babcia przebywają w świecie kruchym i nietrwałym, nieprzygotowane na czekające je wydarzenia. Żadna opiekuńcza siła nie czuwa nad bohaterami, żaden nadrzędny sens nie organizuje ich poczynań.

Można więc czytać książkę Bielskiej jako opowieść o duchach, mediach i transformacjach rzeczywistości. Można przedstawiać ją sobie jako inicjację w zaświaty, która czeka każdego z nas, gdy umiera ktoś bliski. Długa podróż Rundy i jej babci, niejednoznaczna i kryjąca wiele sekretów, oferuje bogaty zestaw nietradycyjnych sposobów myślenia o bliskości i oddaniu, czasie i przestrzeni. Bielska snuje radykalnie antyoświeceniową narrację, zanurzoną w mitologie i baśnie, odreagowując wizję świata zredukowaną do tego, co widzialne, racjonalne, zdroworozsądkowe. Rzeczywistością Miłości w zimie rządzą marzenia, pragnienia i fantazje, a nie działania. Okazuje się, że życie i śmierć są stopniowalne: jej bohaterowie jeszcze nie umarli, ale umierają (jak babcia Rundy), umarli w jednym miejscu mogą pojawić się w innym – jak Wanda, ukochana Stefana, która podczas seansu spirytualistycznego znika i zjawia się w rzeczywistości, której porządek wyznaczają praca, rodzice i szkoła. Przestrzeń, uwolniona od racjonalnie pojmowanych parametrów, ma tu różne wyjścia i wejścia. Chodzi o to, by umiejętnie poruszać się pomiędzy nimi.

Bielska usiłuje więc pokazać różne stany życia, nie-życia, półżycia, agonii itd., omijając tradycyjny wymiar metafizycznego języka. Język jej powieści jest konkretny, zmysłowy, zwracający uwagę na detaliczność przedstawianego świata, w którym je się frytki ociekające tłuszczem. A zarazem jest to język pojemny i elastyczny, choć absolutnie niesymboliczny, rozsuwający gładką powierzchnię banalnej codzienności. Taki język na usługach plastycznego, obrazowego przedstawienia sprawia, że wierzymy w materialność świata stworzonego przez Bielską, dostrzegając jednocześnie różnice. Bo jest to materialność inna od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Charakteryzuje ją zjawiskowość: ukazujące się zjawy podkreślają niestabilność, metamorficzność materii. W tej perspektywie Miłość w zimie odczytać można właśnie jako próbę stworzenia języka, którego siła kreacyjna pochodzić by miała spoza kręgu tradycyjnej metafizyki, bardzo ostro przeciwstawiającej śmierć i życie, istnienie i nieistnienie, koniec i początek. Nic w powieści Bielskiej się nie kończy, przechodzi jedynie w teraz. Bardzo piękna, mądra opowieść.

Anna Kałuża

Miłość w zimie to debiutancka powieść Magdaleny Bielskiej, autorki dwóch zbiorów poezji: Brzydkie zwierzęta (2006) i Wakacje widmo (2009).