Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach

Filip Springer
Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach
  • Wydawnictwo Karakter
    Kraków 2013
    ISBN: 978-83-62376-24-7
    264 strony
    150 x 205
    oprawa: miękka

Po końcu świata

Kim byli Zofia i Oskar Hansenowie? „Hansenowie byli odpowiedzią na koniec świata”, mówi w Zaczynie Joanna Mytkowska, dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. A co to znaczyło i kim było to małżeństwo, które po rewolucjach w przestrzeni przepadło, jakby celowo zapomniane? Filip Springer uważnie dobiera bohaterów swoich książek; wie też, że najciekawsze historie znaleźć można w cieniu, na marginesie, a miejsca puste będą i najwdzięczniejsze z punktu widzenia pisarza, i mogą przynieść prawdziwe rewelacje. W Zaczynie Springer przede wszystkim portretuje Don Kichota Linearnego Systemu Ciągłego i Formy Otwartej. Choć Oskar Hansen podkreślał, że wszystko, co zrobił, zrobił z żoną, to dla Springera jednak ten pierwszy (jako postać znacznie bardziej otwarta, wyrazista) wydaje się być ważniejszy – trochę wbrew współczesnemu przepisywaniu historii. Wyjaśnienie, że Zofia Hansen sama sobie to miejsce w cieniu wybrała, nie należy zatem poświęcać jej więcej miejsca – nie przekonuje. Pozostaje niedosyt wiedzy o wybitnej projektantce i głosie rozsądku w tym tandemie usiłującym humanizować socjalizm. Współtwórczyni najbardziej szalonych (z pewnego punktu widzenia) lub odważnych (z innego) projektów przemeblowania państwa (decentralizacji, wypracowania metod i środków współdziałania obywateli w taki sposób, by skłaniać się ku potrzebom każdego z nich), w Zaczynie jednak niknie, przytłoczona wybujałym temperamentem i sylwetką męża. Życiorys Oskara Hansena i jego przodków mógłby stać się podstawą filmu przygodowego. Wnuk milionera, paniczyk – uśmiechała się Zofia Hansen pytana o lewicowość męża. Cudowna wręcz podróż przez życie Oskara Hansena (wojny, bankructwa, brawura, cudowne ocalenia, kosmopolityzm) zdolnego rzucać się na niemożliwe, zdaje się mieć zaplecze w życiorysach awanturniczego dziadka, który wypracował olbrzymi sukces finansowy, nomadycznych rodziców zdolnych przełamywać konwenanse społeczne, brata Erika i właśnie żony, która nie tylko zaszczepiła i rozwinęła w architekcie idee socjalistyczne, ale i ratowała z opresji, przemawiając jak podręczny głos rozsądku.

Projekt decentralistycznego „przemeblowania” Polski niemożliwy był do zrealizowania w całości – pewne jednak elementy Linearnego Systemu Ciągłego wprowadzane są dzisiaj w życie, jak zauważa Springer, z potrzeby, ale i chaotycznie. Projekt LSC miał być, by użyć słów samego Hansena odpowiadającego w 1976 roku w Zachęcie na zarzuty Marka Budzyńskiego, właśnie zaczynem przyszłych przemian. Takich właśnie ludzi portretuje Springer – ludzi, którzy rozumieją, że tylko zamach na coś większego niż bezpieczne przyzwyczajenia daje szanse na rozwój. Wyznaczanie zadań niemożliwych do wykonania jest podstawowym zadaniem poważnych ludzi, poważnie traktujących swoje (i innych) życie. W projektach (zwłaszcza tych nierealizowanych) Hansenów widać plan zbudowania społeczeństwa obywatelskiego, wspólnoty jednostek działających tak, by rozwijając się, nie szkodzić współobywatelom. Byli przekonani, że nie istnieje typowy dom, że każdy projekt powinien być dostosowany do potrzeb konkretnego człowieka, wykonywanego przez niego zawodu, zainteresowań. Osławiony Przyczółek Grochowski (Springer wynajmuje tam mieszkanie), mieszkańcy znienawidzili, ponieważ pomysły Hansenów zostały w sporej części wypaczone przez realizatorów, a mieszkania projektowane na miarę potrzeb krawcowej lub wielodzietnej rodziny, przyznano z rozdzielnika – i tak, u niewłaściwego odbiorcy, zalety stały się wadami, rozwiązania pomocowe zaś – przekleństwem (słynne przeciągi na przykład).

Julian Przyboś zachwycał się w końcu 1968 roku absolutnym egalitaryzmem projektów Hansenów, ich pomysłem na zbudowanie wspólnego domu. Budowa ta (co było absolutną nowością), nie zakładała burzenia, ale „przemeblowywanie”, ciągłość z tym, co już jest. W Zaczynie, który podejmuje problem niezrozumienia i odrzucenia Hansenów w polskim środowisku przy jednoczesnym uznaniu ich prac na zachodzie Europy, pojawiają się głosy, że Hansen popełnił błąd wracając do Polski, że tu czekała go klęska, tam zaś – sława, chwała i wielkie pieniądze. Joanna Mytkowska śmiechem rozbija te gdybania – antykomercyjne, antyrynkowe podejście Hansena nie pozwoliłoby mu współpracować z inwestorem, który płaci i wymaga; dla Hansena zaś, w gorącej wodzie kąpanego idealisty, najdrobniejsze zmiany w projekcie były nie do przyjęcia. Słynne zrywanie spotkań i trzaskanie drzwiami raczej sukcesu w kapitalizmie nie wróżą… Uczennica Hansena, Zofia Kulik dodaje jeszcze jedną, istotną uwagę: tylko w społeczeństwie centralnie zarządzanym plany decentralizacji miały szansę na choćby częściową realizację.

Oskar Hansen, rycerz matematycznej dyscypliny w zbroi z intelektu, podkładał się swoim współpracownikom, którzy nie byli w stanie doszusować do jego poziomu. Na sukces uczelniany i upadek złożyły się zarówno proste pytania, na które nie dawało się łatwo odpowiedzieć, jak i propozycje zniesienia hierarchicznej, feudalnej zależności między studentami a wykładowcami. Rewolucja na uniwersytecie była prawie tak trudna do przeprowadzenia, jak ta poza jego murami. Z Zaczynu wyłania się człowiek (Oskar; Zofia Garlińska-Hansen uzupełnia tylko tę opowieść), którego działalność jest nie tylko źródłem nowoczesności w myśleniu o sztuce. Filip Springer sportretował człowieka, który gubi się w żarliwości, pozbawiony instynktu samozachowawczego zdaje się nie dostrzegać zmian politycznych i społecznych; powoli wykluczany z życia towarzyskiego i społecznego, nie traci wiary w słuszność założeń LSC. Springer pozaglądał do szaf i pod dywany, wyciągnął współpracownikom Hansena paskudną sprawę usunięcia go z uczelni, a Andrzejowi Osęce odebranie i zniszczenie modernistycznego domu-dzieła sztuki obojga architektów.

O czym jest ta książka? O tym, że – jak mówi Joanna Mytkowska – „Hansenowie wychodzili z założenia, że ludzie są dobrzy, mądrzy, chcą się rozwijać i troszczyć o siebie nawzajem. Budowali na tym fundamencie. Zwłaszcza Oskar wierzył, że nie ma granic, że wszystko jest możliwe, wystarczy tylko o tym pomyśleć.” Właśnie, pomyśleć. To konstrukcja intelektualna pozwala przetrwać czasy zagłady oraz już po niej tworzyć i to, i tak, co wcześniej wydawało się niepojęte. O tym również, że ekonomia prostej opłacalności nie działa tak, jakbyśmy tego chcieli. Nie dla nagród i chwały, ale dla samego poszerzania przestrzeni dla tego, co w człowieku lepsze, trzeba działać, chuchać na to, co ledwo się tli, choćby i przy tym poparzyć sobie palce i usta.   

Anna Marchewka