Wszystko gra

Anna Czerwińska-Rydel, Marta Ignerska
Wszystko gra
  • Wydawnictwo Wytwórnia
    Warszawa 2011
    ISBN: 978-83-931412-1-0
    36 stron
    280x230
    oprawa twarda

To największe spełnione marzenie dziecka, by w jednym roku obchodzić urodziny więcej niż jeden raz… Wszystko gra doczekało w tym roku tej radości w Bolonii i u nas.
Jest to niezwykle oryginalna literacko-graficzna forma edukowania muzycznego, ujęta w ramy przedstawienia orkiestry symfonicznej na kilka chwil tuż przed koncertem, przed którym instrumenty stroją się. Książka w całości wręcz hipnotyzuje niezwykłą siłą artystycznego wyrazu, bo już na okładce widzimy dość mocnego, muskularnego, ale frywolnego jednocześnie (w koszulce atlety z częściowo odkrytym torsem) puzonistę, rodem jakby z Nowego Orleanu. Ta jazzowa konotacja wiedzie odbiorcę do kontekstu rodzenia się kultury popularnej. Wprowadzenie wizualnych wzorców popkultury do świata muzyki klasycznej, wyłącznie do której w książce odnosi się tekst, to oryginalność stylu Marty Ignerskiej.
Wizualizacje tego, co wyrażone słowem, przypominają awangardę z początku dwudziestego wieku, a szczególnie eksperyment filmowy pt. Oko i ucho Fr. i St. Themersonów z 1945 roku, gdzie synkretyzm abstrakcyjnego obrazu i pieśni Karola Szymanowskiego jest niemal idealny. W książce jesteśmy jakby krok dalej – dźwięku w ogóle nie słyszymy, ale możemy przynajmniej spróbować wyobrazić sobie (niczym osoby niesłyszące), jak brzmi i czym jest głos każdego instrumentu i co wnosi do orkiestry: czy ogień, czy lot ptaka, rzewną miłość…? Ta książka może zatem powiedzieć i pokazać, czym jest muzyka, również osobom niesłyszącym.
Ukazane dzikie rumaki, grajkowie i bożki przywołują ducha kultury antycznej, malarstwa początku naszej cywilizacji. Wyraźne figury postaci, często profilowanych, jednobarwnych na skontrastowanym wyrazistym tle, są niczym te z antycznych waz. Tam widzimy czerń i pomarańcz, a tu ultranowoczesny oranż. Takie zestawienie kolorystyczne (oranż z magentą) jest zresztą ostatnio w dizajnie bardzo en vogue. Ale w tej książce intensywność barw doprowadzona jest do takiego punktu, że stają się fluorescencyjne, choć ciągle trzymają się klasycznych zasad.
Mamy tu do czynienia z bardzo oryginalnym, a do tego niezwykle zabawnym, czasami nawet prześmiewczym stylem personifikacji instrumentów muzycznych, oddającej ich atrybuty (np. altówki to zazdrosne i dość łatwe do urażenia pańcie z zadartymi nosami, właśnie dlatego, że nie są tak ważne jak skrzypce), ale przede wszystkim poznajemy ich historię i kulturową proweniencję, np. flet, będący instrumentem bogów i pasterzy, przedstawiany jest jako bożkowo-pastuszkowy, brodaty mężczyzna z gęstą czupryną wijących się węży i łączką kwiatuszków na głowie – skąd wiemy, że ma moc zaklinania węży i pochodzi z krajów Azji, ale także umila pasterzom czas na całym świecie. Niezwykłą jest też trąbka – trębaczka z gąszczem płomieni i kłębami dymu zamiast włosów, czyli ta, której dźwięk jest jak jasność
ognia i ma moc wołania na alarm. Takie portrety zdają się czerpać inspiracje z szesnastego wieku, głównie z manierystycznych, alegorycznych dzieł Arcimbolda, spełniających zasadę capriccio – dzieła niezwykłego oraz bizzarro – dziwacznego, zaskakującego odbiorcę i prowadzącego z odbiorcą grę umysłową i optyczną. Tak jak Arcimboldo projektował barwny system zapisu nutowego, z którego muzyk odróżniając tonację miał wygrywać dźwięki, tak Marta Ignerska komponuje obrazy z inwencją własną, zapisując dźwięki barwami drukarskimi i kształtami, ale też operując symboliką sprowokowaną przez tekst.
Odbiorca może odnieść wrażenie, że uczestniczy w jakiejś niezwykłej, lecz przypisanej naszej kulturze „walce żywiołów”. Dla przykładu, w dwóch rozkładówkach narracji tak słownej, jak i wizualnej wszystkie instrumenty spotykają się. W pierwszej z nich są jeszcze „osobami’, które zdają się szaleć samopas jak na ogromnych igrzyskach i tańczyć (co oznacza etymologia słowa orcheisthai) w niczym nieograniczonej przestrzeni: trąbka i róg strzelają wprost dźwiękiem, szarżują po diagonalnych liniach, opowiadający sobie dowcipy fagot z puzonem pękają ze śmiechu, piszczą flety i skrzypią skrzypce, płaczą altówki, jeleń ryczy… słowem zgiełk taki, że aż z lasu uciekają wilki, dzik i wszystko, co żywe. W drugiej – już nie spotkamy osób, ale widzimy oddaną w równych pasach trzech barw harmonię samego, czystego współbrzmienia dźwięków, które wszystkie one jednocześnie wydają, ale tym razem już potulnie pod władzą batuty dyrygenta i partytury utworu koncertowego.
Podstawowym tworzywem ilustratorki jest rysunek, często karykaturalny (niejednokrotnie dodaje „gębę” swoim protagonistom), czasem nawet komiksowy, wykonany ręcznie miękkim ołówkiem i poddany obróbce komputerowej. Te miękkie, czasem krągłe i rozmazane nieco kształty zderzane zostają z czyściutkim, zwielokrotnionym śladem komputerowego, sterylnego niemal sznytu (np. ilustracja wydobywania dźwięku „a” z oboju albo snucia się „a” cieniuteńkiego niczym pajęcza sieć wyskakująca spod smyczka).
Książka Wszystko gra ma wartość artystyczną, pragmatyczną i edukacyjną, a jednocześnie charakter śmiałej, awangardowej plastycznej kreatywności. Jest ona pierwszą z serii tak oryginalnych i przede wszystkim nienudnych lekcji z teorii muzyki i stanowi chwalebny przykład książki edukacyjnej, o której śmiało można powiedzieć, że przekroczyła przepaść dzielącą współczesną polską produkcję książkową dla dzieci ostatnich dekad od najlepszych ilustrowanych książek edukacyjnych powstałych w Polsce w latach 60. i 70. ubiegłego wieku. Nie sposób nie dostrzec swego rodzaju odrębnej, ale jakże ważnej i niezwykle humorystycznej opowieści wizualnej, którą możemy śledzić na obu wyklejkach: początkowej i końcowej. Jest to nie tylko przegląd i typologia melomanów, ale przede wszystkim ukazanie bogactwa i różnorodności społecznej reakcji na sztukę, w przewadze entuzjazmu, głównie dlatego, że wszystko zagrało. M.C.

- PS IBBY

NAGRODA GRAFICZNA ZA ILUSTRACJE W KSIĄŻCE 2012