Wystarczy

Wisława Szymborska
Wystarczy
  • Wydawnictwo A5
    Kraków 2012
    148 × 210
    56 strony
    ISBN: 978-83-61298-35-9

Ostatnie tomiki wielkich poetów stanowią szczególny rodzaj dzieł literackich. Oczekuje się od takich książek adekwatnego zwieńczenia twórczości wybitnych autorów: reminiscencji dotychczasowych stylistyk, repetycji najważniejszych tematów. Krytycy wypatrują w nich przede wszystkim uzpełnień, dopowiedzeń i podsumowań, rozmaitych gestów obrachunku, przebaczenia czy pożegnania, zgodnych z naturą takich zbiorów. Czy mieści się w tym horyzoncie pośmiertna publikacja wierszy Wisławy Szymborskiej Wystarczy?
Wydaje mi się, że znacznie poza owe ramy wykracza. Jest to propozycja znakomita, choć przecież - do czego powrócę jeszcze w omówieniu - niedokończona. Wszelako utwory, które jako gotowe do druku znalazły się w zasadniczej części zbiorku, są niemal co do jednego definitywnie doskonałe. Zostały ułożone w porządku chronologicznym, czyli - cytując wieńczący zbiór tekst Ryszarda Krynickiego Zamiast posłowia: „Według kolejności, w jakiej Wisława Szymborska przekazywała swemu sekretarzowi poprawione maszynopisy do przepisania na komputerze". Taki układ nie bywał raczej praktyką redakcyjną poetki, która starannie i niespiesznie komponowała poszczególne tomiki, ale w tym wypadku narzucał się z konieczności. Potwierdza on zresztą znaną tezę, pojawiającą się wielokrotnie w wypowiedziach na temat Szymborskiej, że na noblistkę trzeba patrzeć w prymarnej odsłonie jako na twórczynię pojedynczych wierszy, nie zaś - skądinąd kapitalnie modelowanych - lirycznych woluminów.
Tom Wystarczy okazuje się w wielu miejscach hołdem dla ludzkiej pojedynczości, ale jawi się także jako apologia człowieczeństwa. To przecież w Wyznaniach maszyny czytającej padają znamienne kwestie lingwistycznego robota, który zna wszystkie języki z dziejów ludzkości, potrafi wydobyć z warstw katastrof i odtworzyć każdy znak w pierwotnej postaci, czyta nawet „lawę" i kartkuje „popioły", poprawia błędy ortograficzne w prywatnych listach, lecz nie rozumie pojęć tak zrośniętych z humanizmem, jak „uczucia", „dusza" czy - może najtrafniej, najdogłębniej definiującego naszą samoświadomość - słowa, "jestem", które wygląda„ na czynność pospolitą, / uprawianą powszechnie, ale nie zbiorowo ". Co warte podkreślenia, człowieczeństwo osiąga swoją pełnię tam, gdzie mamy do czynienia raczej z brakiem perfekcji aniżeli jej uobecnieniem, bo tak trzeba - korzystając z negatywowej aksjologii - odczytać wiersz Są tacy, którzy.
Ale nikt nie byłby z pewnością w stanie wyobrazić sobie kształtu całego zbioru, gdyby nie kapitalny zabieg redakcyjny, polegający na uzupełnieniu publikacji o faksymilia i opis rękopisów wierszy niedokończonych oraz o wnikliwe, sumienne, a zarazem błyskotliwe i porywające objaśnienia wydawcy tomu, Ryszarda Krynickiego. Krynicki odsłonił i skomentował redakcyjne zabiegi poetki, pokazał ciągi skreśleń, dopisków i poprawek, ujawnił zarysy procesu powstawania poszczególnych liryków, ba, zaryzykował własną intuicję twórczą, dopowiadając czy domyślając brakujące słowa, wykazując pokrewieństwa, sąsiedztwa bądź kontrapunkty utworów. Dzięki temu czujemy się niejako powiernikami tajemnic warsztatu, obcujemy z ocalonymi przed nieistnieniem fragmentami i prawie całościami, które wyłaniają się z nicości, jak Leśmianowskie byty, które chciały istnieć. Nigdy dość takich istnień.

Piotr Łuszczykiewicz