Prawiek i inne czasy

Olga Tokarczuk
Prawiek i inne czasy
  • W.A.B.
    Warszawa, wyd. I, 1996
    125 x 195
    oprawa: twarda
    ISBN: 83-87021-01-6

Trzecia w dorobku pisarskim Olgi Tokarczuk powieść została uznana przez krytykę za najlepszą jej książkę. Prawiek i inne czasy to epicka przypowieść o niszczącej sile czasu, rozpisana na toczącą się ponad osiemdziesiąt lat historię mitycznej podkieleckiej wsi i jej mieszkańców. Tokarczuk próbowała w niej stworzyć mit, który byłby sposobem na odnalezienie się w historii. Łącząc realizm z magicznością, ignorując świat polityki i historii przez wielkie H, stworzyła powieść o uniwersalnym wymiarze. Za Prawiek autorka otrzymała Paszport "Polityki" za rok 1996, a w roku 1997 nagrodę Fundacji im. Kościelskich. Książka była nominowana do Nagrody Literackiej Nike i wygrała plebiscyt czytelników.

"Kto raz widział granice świata, ten najboleśniej doświadczać będzie swego uwięzienia."
- Prawiek i inne czasy

"Tokarczuk ze skrawków realnej historii buduje mit, to jest historię przenikniętą ładem, gdzie wszystkie wydarzenia, także te tragiczne i złe mają swoje uzasadnienie".
- Jerzy Sosnowski, Gazeta Wyborcza

"Prawiek jest miejscem, które leży w środku wszechświata. Tak zaczyna się trzecia powieść Olgi Tokarczuk. Mała wieś, a perspektywa wielka, aż metafizyczna.
Są książki, które od pierwszych zdań porywają czytelnika, nie gwałtownością wydarzeń, lecz siłą i pięknem prostego, klarownego języka. Do takich należy niewątpliwie Prawiek i inne czasy młodej a już tak cenionej autorki Olgi Tokarczuk. Jest to jednocześnie opowieść realistyczna i poetycka bajka o świecie.
Autorka opowiada nam historię wioski, w której toczą się losy kilku pokoleń paru rodzin, od pierwszej wojny światowej aż do lat osiemdziesiątych. Nie jest to jednak żmudna lekcja historii, mimo że historia jest obecna i wpływa, często w okrutny sposób, na losy powieściowych bohaterów. Jest to raczej historia o zwykłych, skromnych ludziach, którzy walczą o szczęście, rodzinę, przyszłość czy w ogóle o życie i przeżycie w odmętach historii.
Nazwy i nazwiska tej powieści na pewno nie bez powodu mają charakter mówiący, symboliczny, jak rzeki Czarna i Biała czy rodziny Boskich i Niebieskich, Cherubinów i Serafinów. Również wieś jest strzeżona ze wszystkich stron przez archaniołów Rafała, Gabriela, Michała i Uriela. Owa metafizyczna perspektywa wciąż obecna jest w utworze, równolegle z konkretną historią.
Prawiek i inne czasy, podobnie jak wcześniejsze powieści Olgi Tokarczuk oraz spora część polskiej literatury, często ma wyraźne konotacje religijne, co w krajach bardziej zsekularyzowanych jest rzadziej spotykane. Dlatego taka literatura - pod warunkiem, że będzie tłumaczona i wydana - może dla nas, którzy żyjemy w takich właśnie krajach, tworzyć więzi z tradycją kulturalną i rodowodem duchowym, o których pomału coraz bardziej zapominamy.
W fali ruchów "nowej duchowości", często z wyraźnym elementem komercyjnym, widzimy dowód na to, że w człowieku istnieje potrzeba zastanawiania się nad wielkimi, wiecznymi problemami. Książka Olgi Tokarczuk stanowi świetną propozycję dla człowieka poszukującego."
- Lennart Ilke, tłumacz książki na język szwedzki

Fragment

Czas Kłoski

Kłoska zjawiła się w Prawieku w lipcu albo w sierpniu. Ludzie dali jej to imię, ponieważ zbierała z pól pozostałe po żniwach kłosy i piekła je sobie nad ogniem. Potem, jesienią, kradła ziemniaki, a kiedy pola opustoszały w listopadzie, przesiadywała w gospodzie. Czasem ktoś postawił jej wódkę, czasem dostała kromkę chleba ze słoniną. Ludzie jednak nieskorzy są do dawania czegoś za nic, za darmo, zwłaszcza w gospodzie, więc Kłoska zaczęła się kurwić. Lekko wstawiona i rozgrzana wódką, wychodziła z mężczyznami na dwór i oddawała się im za pęto kiełbasy. A ponieważ była jedyną młodą i tak łatwą kobietą w okolicy, mężczyźni kręcili się wokół niej jak psy. Kłoska była duża i dorodna. Miała jasne włosy i jasną cerę, której nie zmogło słońce. Zawsze bezczelnie patrzyła prosto w twarz, nawet księdzu. Oczy miała zielone, a jedno z nich lekko uciekało w bok. Mężczyźni, którzy brali Kłoskę po krzakach, zawsze potem czuli się nieswojo. Zapinali portki i wracali do zaduchu szynku z zaczerwienionymi twarzami. Kłoska nigdy nie chciała położyć się po bożemu. Mówiła:
- Dlaczego ja mam leżeć pod tobą? Jestem ci równa.
Wolała oprzeć się o drzewo albo drewnianą ścianę szynku, zarzucała sobie spódnicę na plecy. Jej tyłek świecił w ciemnościach jak księżyc.
Oto jak Kłoska uczyła się świata.
Są dwa rodzaje nauki. Od zewnątrz i od wewnątrz. Ten pierwszy uznawany jest za najlepszy lub nawet jedyny. Toteż ludzie uczą się poprzez dalekie podróże, oglądanie, czytanie, uniwersytety, wykłady - uczą się dzięki temu, co wydarza się poza nimi. Człowiek jest istotą głupią, która musi się uczyć. Dokleja więc do siebie wiedzę, zbiera ją jak pszczoła i ma jej coraz więcej, użytkuje ją i przetwarza. Ale to w środku, co jest "głupie" i potrzebuje nauki, nie zmienia się. I Kłoska uczyła się poprzez przyswajanie z zewnątrz do środka.
Wiedza, którą się tylko obrasta, niczego w człowieku nie zmienia albo zmienia go jedynie pozornie, z zewnątrz, jedno ubranie zmienia się na inne. Ten zaś, kto się uczy poprzez branie w siebie, przechodzi nieustanne przemiany, ponieważ wciela w swoją istotę to, czego się uczy. Kłoska więc, poprzez branie w siebie cuchnących, brudnych chłopów, stawała się nimi, bywała spita tak samo jak oni, tak samo jak oni przestraszona wojną, tak samo jak oni podniecona. Mało tego, biorąc ich w siebie za gospodą w krzakach, Kłoska brała w siebie ich żony, ich dzieci, ich drewniane, duszne i cuchnące domki wokół Chrabąszczowej Górki. Poniekąd brała w siebie całą wieś i każdy we wsi ból, i każdą nadzieję.
Takie były uniwersytety Kłoski. Jej dyplomem stał się rosnący brzuch.

Polish edition by Wydawnictwo W.A.B.
German edition by Berlin Verlag: Berlin (Spring 2000)