Zatruta studnia

Edwin Bendyk
Zatruta studnia
  • W.A.B.
    Warszawa 2002 
    122 x 195
    270 stron
    ISBN 83-89291-03-7

Zatruta studnia to połączenie reportażu, eseju, opowieści i manifestu. Dzięki tej mieszance gatunkowej, zróżnicowanej, ale spójnej, udało się autorowi stworzyć „formę pojemną”, czyli narrację, która swoim tempem oddaje dynamikę dzisiejszych wydarzeń, a swoim zmieszaniem odpowiada zagęszczeniu współczesnej komunikacji.
W ramach reportażu autor podróżuje ze wschodu na zachód, przedstawiając najważniejsze problemy naszego świata. Zaczyna od Rosji, gdzie nakładają się na siebie procesy demokratyzacyjne, gospodarcze zacofanie i mafijne reguły życia politycznego; potem odwiedza wschodnie tereny Polski, omawiając na ich przykładzie kłopoty małych ojczyzn i małych wspólnot w jednoczącej się Europie; dalej zahacza o Kosowo, traktując je jako obszar nowej postaci wojny. Potem jedzie przez Francję i Wielka Brytanię, omawiając aferę zatrutej krwi oraz problemy wynikłe z choroby „szalonych krów”. Jeszcze później trafia do Meksyku, gdzie rozegrał się konflikt pomiędzy ruchem Zapatystów i wojskami rządowymi, określany jako „pierwsza rebelia postmodernistyczna”, wygrana przez stronę słabszą dzięki odnalezieniu nowej, internetowej, formy ekspresji dla społecznej aktywności. Kończy swoją podróż w Stanach Zjednoczonych, omawiając atak terrorystyczny na WTC.
Reportaż Bendyka nie jest jednak zwykłym zapisem wydarzeń. Podróż swoją wykorzystuje autor do eseistycznego rozważenia problemu, który przejawia się we wszystkich tych konfliktach – problemu zaufania. Bendyk, podobnie jak Fukuyama, wychodzi bowiem z założenia, że właśnie zaufanie - wielorakie, oparte na zróżnicowanych więziach i odwołujące się do rozmaitych wartości – jest najważniejszym spoiwem społecznym. Etapy jego podróży to zatem spotkania z różnymi czynnikami niszczącymi to spoiwo: bezrobocie i nierówności ekonomiczne podważają wiarę w wartość rynku; globalizacja nastraja nieufnie społeczności lokalne, obawiające się o swoją tożsamość; epidemie chorób odbierają mandat zaufania nauce i technologii żywnościowej; terroryzm kwestionuje zdolność demokracji do zapewniania bezpieczeństwa. Studnia ufności, z której każda społeczność czerpie wodę życia, jest zatruwana przez ponowoczesność tymi samymi substancjami, które miały wodę „ulepszyć”.
Czy istnieje wyjście z tej sytuacji? Rozwiązania radykalnego i gwarantowanego nie ma, ale jak przekonuje Bendyk w manifestowej części swojej książki, możliwa jest częściowa odbudowa zaufania. Dokonuje się ona wszędzie tam, gdzie konkretni ludzie zaczynają tworzyć więzi poziome – towarzyskie, sąsiedzkie, obywatelskie, internetowe. Można więc wykorzystać środki podsuwane przez globalizm do komunikacji niehierarchicznej, zdecentralizowanej (nie podporządkowanej żadnym władzom) i nie związanej ze sferą biznesu. Nie można odtruć zatrutych studni. Można wykopać nowe i ochronić te, które jeszcze nie zostały zatrute.

-
Przemysław Czapliński

Edwin Bendyk (ur. 1965) absolwent Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego, podczas studiów działacz niezależnych ruchów i pism studenckich, obecnie prowadzi redakcję internetową tygodnika Polityka. Zajmuje się publicystyką i eseistyką opisującą relacje między wiedzą, techniką i społeczeństwem. Publikuje głównie w Polityce, Res Publice Nowej, magazynie WWW i tygodniku Computerworld.

Fragment

Co wspólnego ma mit Europy Środkowej z wirtualną woją, a Galileusz z Osama ben Ladenem? I czy cokolwiek łączy meksykańskich zapatystów z programistami tworzącymi system operacyjny GNU/Linux, a biologa Craiga Ventera z Shoko Asaharą, przywódcą sekty Aum Shinrikyo? Ktoś, kartkując tę książkę, na którą składa się jedenaście rozdziałów opisujących niekiedy bardzo odległe od siebie zjawiska, pomyśli może, że ma do czynienia z jakimś postmodernistycznym eksperymentem, chaotyczną narracją przeskakującą z tematu na temat. A jednak w pewnym momencie w tym pozornym chaosie zaczyna pojawiać się porządek, ujawniają się nici łączące elementy łamigłówki. Raz ustalony porządek staje się oczywisty. Lekturę Zatrutej studni należy potraktować jako grę. Rolą autora było tylko ustawienie pionków na planszy i wykonanie pierwszego ruchu. Teraz kolej na czytelknika.

11 września 2001 roku wraz z wieżami World Trade Center w gruzach legła ostatnia wielka utopia zbudowana na optymistycznym projekcie oświeceniowym, definitywnie zakończył się wiek XX – stulecie niespełnionych wizji raju na ziemi. Dobiega końca euforyczna dekada zapoczątkowana rewolucją polityczną 1989-1991 w Europie Środkowej, kiedy runął Mur Berliński, przestał istnieć Układ Warszawski i rozwiązano Związek Radziecki. Przewrót ten zbiegł się z nową rewolucją naukowo-techniczną: eksplozja Internetu i telefonii komórkowej oraz rozpoczęcie Human Genome Project (projektu poznania ludzkiego genomu), narodziny Nowej Gospodarki i wizji globalnego społeczeństwa informacyjnego zdawały się dowodzić, że w ostatecznym rozrachunku rozum zwyciężył.
Głosiciele tych wizji nie dostrzegali, że społeczeństwo nie rozwija się liniowo, według jednego scenariusza. Coraz większa część społeczeństw Zachodu odrzuca ideę postępu i przechodzi na pozycje postmaterialistyczne, kiedy ważniejszy staje się nie komfort mierzony ilością technologicznych gadżetów, ale jakość życia rozumiana przez pragnienie ciekawej pracy, przebywania w czystym środowisku, możliwość samorealizacji. Pragnienia te są tym silniejsze, im bardziej zaczynamy sobie uświadamiać, że głównym źródłem zagrożenia jest właśnie postęp, którego konsekwencje wymykają się racjonalnej kontroli. Choroba szalonych krów, sprawa krwi skażonej HIV we Francji, afera dioksynowa w Belgii, pavulon i afera łódzkiego pogotowia, finansowe skandale na giełdzie amerykańskiej rozpoczęte upadkiem koncernu Enron powodują, że człowiek współczesny przestaje ufać państwu jako moderatorowi postępu oraz instytucjom takim jak Kościół, które miały być depozytariuszem trwałych wartości. Krzyczy więc: stop!, i odkrywa, że ma coraz większą siłę, która znajduje ujście w takich „oddolnych” przedsięwzięciach, jak obrona życie skazanej na ukamieniowanie Nigeryjki Safii, protest przeciwko planom zatopienia platformy naftowej przez koncern Shell lub wystąpienia antyglobalistyczne.
Dramat obdarzonego coraz większą siłą współczesnego postmaterialistycznego człowieka Zachodu tkwi w sprzeczności kryjącej się między pięknymi intencjami a ich konsekwencjami. Walczy on na przykład o czystsze środowisko naturalne i myśli, że jest ot walka o wartość uniwersalną. Tymczasem mieszkańcy krajów  mniej rozwiniętych w pierwszej kolejności chcą się jak najszybciej modernizować, a ponieważ startują z pozycji kilkudziesięcioletniego opóźnienia, nie mogą się unowocześnić bez negatywnej ingerencji w środowisko – w tym przypadku ekologia jest wartością drugorzędną, luksusem, na jaki mogą sobie pozwolić bogaci.
Podobnie nawoływanie do ograniczenia konsumpcji w krajach takich jak Stany Zjednoczone, Japonia czy Niemcy oznacza w świecie będącym systemem naczyń połączonych, że najbardziej stracą na tym najbiedniejsi. Konsumujący bez opamiętania Amerykanin jest ciągle najlepszym sponsorem ludzi z ubogich krajów, a jego dolary napędzają nie tylko amerykańską gospodarkę.
Przyglądając się paradoksom i sprzecznościom tego świata, nie można uniknąć pytania – co powoduje, że mimo wszystko utrzymuje on stabilność, że – jak zauważa Ryszard Kapuściński – wbrew temu, co pokazują media, wojna jest w nim wyjątkiem i zdecydowana większość z sześciu miliardów ludzi żyje w pokoju? Thomas L. Friedman nie ma wątpliwości – klejem spajającym świat jest smak hamburgera z McDonald’sa i potęga samolotów F-15 z McDonnell Douglas, marchewka i kij Pax Americana. Czy klej ten będzie łączył nadal, gdyby okazało się, jak złudna jest jego siła?