Antropologia codzienności

Roch Sulima
Antropologia codzienności
  • Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
    Kraków 2000
    144 x 204
    196 stron
    ISBN 83-233-1339-3

Książka Rocha Sulimy uświadamia, jak bardzo zmienia się świat, w którym żyjemy. Nie tylko w sferze odległych wiadomości płynących z telewizora, ale w sferze najbliższej człowiekowi - w życiu codziennym. Autor, profesor w Instytucie Kultury Polskiej UW, podkreśla, iż jest "spacerowiczem", który przechadza się po Warszawie. Ale cóż to za spacerowicz! Zmysł obserwacji nie pozwala mu przejść obojętnie obok napisu na murze, porzuconego wraku samochodu; jego uwadze nie umkną nawet miejscowi pijaczkowie spijający tanie wino za rogiem sklepu. Brzydka, smutna, szara rzeczywistość, która przeciętnego przechodnia napawa znużeniem, staje się dla Sulimy pretekstem do skreślenia niezwykle ciekawych esejów, w których opisuje i interpretuje codzienność ostatnich dziesięciu lat. Okazuje się, iż taka analiza może stać się świetnym kluczem do opowieści o otaczającym nas świecie i o nas samych. Sulima przyznaje, iż codzienność z reguły nie jest piękna. Jednak mimo swej szpetoty codzienność niesie wiele znaczeń. Trzeba tylko podjąć trud ich odczytania. Wysiłek ten może przynieść niekiedy zaskakujące rezultaty. Świat codzienności ukrywa bowiem drugie dno, w którym królują wyobrażenia, mity i określone wzorce zachowań. Codzienność to nie tylko świat rzeczy (chociaż te zapewne najłatwiej uchwycić i opisać). To także świat zapachów, smaków i odgłosów. Faktura i twardość pomidora, po który sięgamy na targu, oraz dotyk przedmiotów i szeleszczących opakowań, które przechodzą przez nasze ręce w hipermarkecie, stanowią element naszego codziennego doświadczenia dotykowego. Odgłosy dochodzące z sąsiednich działek na mazurskim letnisku tworzą fonosferę, w której jesteśmy zanurzeni. Smak, który mamy w ustach na myśl o domowych pierogach, jest także elementem świata kultury pełnym istotnych znaczeń. Codzienność jest bogata. Tworzą ją zarówno doświadczenia bezpośrednie, zmysłowe, jak i wielowarstwowe pokłady semantyczne. Myślę, iż niezaprzeczalną wartością książki jest wspaniały, intensywny i odkrywczy opis codzienności. Autor zdaje się uczyć wnikliwej obserwacji rzeczywistości. Opis codzienności pozwala bowiem uchwycić naszą w niej obecność. W codzienności realizuje się w sposób bezpośredni siła, waga i wartość zmian, w których uczestniczymy.

- Anna Niedźwiedź

prof. Roch Sulima - koncentruje swoją uwagę na antropologicznej interpretacji zjawisk kultury współczesnej, kieruje Zakładem Kultury Współczesnej Uniwersytetu Warszawskiego.

Fragment

Zdarzenia istnieją dzięki naszej w nich obecności i jako takie stają się tworzywem raportów. Antropolog codzienności nie musi podbija po to, jak czynił na przykład Kortez, aby raportować, czyli działać tak, jakby jedynym celem podboju było napisanie relacji (zwrócił na to uwagę Tzvetan Todorov). Antropolog codzienności czyni "podboje małe" i raportuje o nich nie tyle Waszym Wysokościom, ile sobie samemu. Działając w realnym życiu, raportowanie staje się sposobem jego życia, z antropologicznego punktu widzenia dobrym, jak każdy inny sposób. Antropolog codzienności ma sprawy w urzędach, kontrole biletów w tramwaju, ma sąsiadów, może mieć papugę czy samochód. W tym sensie każdy z nas jest antropologiem codzienności, z tym że nie wszyscy sporządzają z niej raporty. "Małym podbojem" będzie na przykład to, iż na daczowisku (współczesnym "raju"próbuje dostrzec piekło; w spotkaniu ulicznej wspólnoty alkoholowej - dysputę nad bytem. Antropolog czuje się zarazem "swojsko" i "obco" w codzienności, potrafi fascynować się dramatami i banałami. Szukać sztuczności w tym, co oczywiste. W czytaniu codziennych gazet dostrzec lekturę mitycznego eposu i nie zatrzymywać się wobec żadnej "pewności" na tym świecie. "Rzeczy najprostsze są bardzo złożone" - powiada Nietzsche. Antropolog musi mieć odwagę różnić się tam, gdzie wymagana jest powszechna zgoda. Wdawać się we wrzawę blokowiska czy ulicy. Dobierać się do tych "oczywistości"które mają swe źródła w czymś, co nie jest do zaakceptowania. Codzienność, która była wczoraj, będzie jutro i pojutrze, podsuwa kryteria niezasłużonej pewności siebie. Antropolog występuje przeciw tej pewności. Nie ma dla niego podziału na rzeczywistość peryferii i rzeczywistość centrum, gdyż nasza codzienność jest zawsze tam, gdzie właśnie jesteśmy. (...) IV. Postrzeganie działki z zewnątrz, a więc pewien dystans i towarzyszący mu namysł, czyni z niej instrument  "teraźniejszości"Natomiast dla działkowicza staje się ona miejscem posiadającym "przeszłość zmysłową" i łączy się z doświadczeniem zakorzenienia. Obserwator potrafi  "czytać " działkę w ramach przestrzeni wizualnej, natomiast mało czytelne są dla niego inne rodzaje doświadczenia, przebiegające w ramach pozostałych przestrzeni. Świat działki czytać można najpewniej ze struktury materialnych nośników znaczeń "przedmiotów " czy " świadectw "  czynności agrarnych, a więc z zobiektywizowanych tekstów zachowań. Nie można jednak zapomnieć o konieczności rekonstruowania (odtwarzania), choćby tylko hipotecznego, swoistych scenariuszy działkowego "szczęścia" ale i działkowych "zgryzot"czyli małych dramatów ludzi z ogródkowych wspólnot. Nie bądźmy naiwni! Działka nie jest enklawą bez konfliktu, oazą spokoju, miejscem zapomnienia czy azylem, w którym rodzimy się na nowo. Jest działka żmudną niekiedy kreacją takiego azylu, instytucją samoobronną. Nie można więc wykluczać działania ukrytego, ale dostatecznie mocno paraliżującego jednostkę przymusu: - muszę na działce porzucić domowe kłopoty, muszę wypocząć, muszę "zapomnieć się" w pracy na świeżym powietrzu. Czasem zaczyna doskwierać sama świadomość, że to właśnie działka stała się miejscem "zrzucania" trosk i kłopotów. Na przekór temu, co mówimy o działce jako azylu, można określić ją jako miejsce, gdzie doświadcza się kłopotów z egzystencją, gdyż jest ona sferą "poza domem" "poza pracą"jest więc miejscem, gdzie ulegają zmiękczeniu "twarde"ale pewne wymiary bytu. Doświadcza się tu zarówno sakralności zakorzenienia, jak i niepokoju "wygnania"przejściowości. Promieniująca ekspresja zaadresowana jest wielorako: a) do przechodnia-spacerowicza; b) do sąsiada-działkowicza; c) do samego siebie (autoekspresja). Wszystkich adresatów może łączyć jedna wspólna właściwość, mogą oni przyjąć rolę nosiciela jakiegoś uniwersalnego sensu ludzkiego działania, potwierdzającego archetypiczną treść budowania (kreowania), odnawiania życia: orka - siew - plon, ziarno - nasienie, itp. Ekspresję działkową różnicują w sposób, jak sądzę uchwytny i czytelny, dwie pierwsze kategorie adresata. Kim innym jest bowiem przechodzień-spacerowicz, po prostu widz, a kim innym sąsiad czy też członek działkowej wspólnoty. Sąsiedztwo bezpośrednie angażuje przede wszystkim struktury rodzinne. Sąsiadami, nawet na działce, są przeważnie rodziny i wciąż żywa wydaje się cała tradycja sąsiadowania czy graniczenia ze sobą rodzin oraz związana z nim rywalizacja w prestiżu, współpraca, ale także przysłowiowe spory o miedzę. Struktura sąsiedzko-rodzinna nadaje rzeczywistości ogródków działkowych znamiona realności.