Inne Pieśni

Jacek Dukaj
Inne Pieśni
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków 2003
    123 x 196
    632 strony
    ISBN 83-08-03481-0

Inne pieśni to kolejny popis niezwykłej, bo nieokiełznanej, wyobraźni Jacka Dukaja. Tym razem pisarz wykreował świat, w którym obowiązują przyrodnicze poglądy starożytnych Greków, z teorią żywiołów na czele, a mimo to jest to rzeczywistość zdominowana przez zaawansowaną technologię. Oczywiście chodzi o świat raczej niepodobny do naszego, z własnym kalendarzem – i informacja, iż akcja powieści rozgrywa się w XII stuleciu po upadku Rzymu niewiele czytelnikowi mówi, ponieważ nie wiadomo, kiedy upadł Rzym. Poszczególne miejsca akcji są bardziej uchwytne – powieściowe zdarzenia rozgrywają się w Europie, Afryce, na Księżycu zasiedlonym przez ludzi oraz w bliżej nieokreślonej przestrzeni kosmicznej. Najbardziej zaś uchwytnym składnikiem tego działa jest kreacja głównego bohatera – dzielnego wodza zmagającego się z siłami zła i zarazem subtelnego intelektualisty. W swej nadrzędnej warstwie Inne pieśni są utworem utrzymanym w konwencji fantastyki naukowej, ale wyśledzić tu można także elementy fantasy, political fiction, a nade wszystko traktatu filozoficznego (udane parafrazy myśli starogreckiej). To jedno z najbardziej ambitnych i obszernych (przeszło 600 stron gęstego druku!) dzieł, jakie pojawiły się w ostatnim dziesięcioleciu w polskiej fantastyce.

-
Dariusz Nowacki

Fragment

Mgła wirowała wokół dorożki, z miękkich kształtów białoszarej zawiesiny pan Berbelek usiłował odczytać swoje przeznaczenie. Mgła. Woda, dym, liście na wietrze, sypki piasek oraz ludzki tłum – w nich widać najlepiej.
Głowa ciążyła mu ku skórzanemu odbiciu. Wciągnąwszy głęboko do płuc wilgotne powietrze, obronił się przed morfą nocy, drobny człowieczek w drogim płaszczu, o zbyt gładkiej twarzy i zbyt dużych oczach. Podniósł z siedzenia gazetę zostawiona przez poprzedniego pasażera. W brudnym świetle mijanych latarni pyrokijnych z trudem odczytywał herdońskie czcionki: litery jak runy, jak strzępy jakichś większych znaków, z prawej tłuste i grube, ku lewemu bokowi blaknące. Twardy papier miął się i łamał w orękawicznionych dłoniach. KSIĘŻYCOWA WIEDŹMA ZAKOCHANA. KIM JEST WYBRANEK? Szpalta obok – rycina z morskim potworem i nagłówek: PIERWSZY NIMROD KOMPANII AFRYKAŃSKIEJ ZAGINIONY NA MORZU. Komentarz polityczny rytera Dreuga-z-Kohle: Czyż doprawdy tak trudno było przewidzieć sojusz Jana Czarnobrodego z kratistosem Siedmiopalcym? Rzym, Gothland, Frankonia i Neurgia będą się teraz musiały ugiąć pod snem Czarnoksiężnika. Podziękujmy naszym dyplomatom za ich wspaniałą pracę! Tekst aż ociekał sarkazmem. W kałużach na czarnym bruku odbijał się Księżyc w trzeciej kwadrze, bezchmurne jego niebo odsłaniało różowe morza, kratista Illea zaiste musiała być w dobrym nastroju (może rzeczywiście zakochana?) albo też świadomie tak mocno rozpościerała swą koronę. Anthos pana Berbelka rzadko rozciągał się dalej niż na wyciągnięcie ręki i rzeczywiście tylko we mgle, w dymie dało się odgadnąć cokolwiek z jego kształtu – może właśnie przyszłość, zapowiedź kismetu , jak chce popularny przesąd. Ale czyż pan Berbelek nie nagiął dziś wieczorem zarówno woli ministra Bruge, jak i Szulimy? Popatrywał więc, zamyślony, w wirującą mgłę.
Ktalp, ktlap, ktlapp, dorożkarz nie popędzał konia, noc była cicha i ciepła, chwila narzucała spokój i rozwagę. Pan Berberlek wspomniał gorąc winnego oddechu Szulimy i zapach jej aegipskich perfum. Tej mody skończyło się panowanie ascetycznej mody z Herdonu (małe zwycięstwo nad kratistosem Anaxegirosem, przynajmniej na tym polu) i powróciły na salony tradycyjne europejskie chimaty, kaftany londyńskie, bezguzikowe koszule odkrywające tors, a dla kobiet – suknie kaftorskie, soforie i mitani, arabskie szalwary , gorsety podnoszące biust, krzykliwa biżuteria sutków. Przedramiona Szulimy obejmowały długie, spiralne bransolety z brązu w kształcie węży i kiedy esthle Amitace podała Berbelkowi rękę do ucałowania (dotyk jej skóry prawie go parzył), zajrzał on gadowi prosto w szmaragdowe ślepia. – Esthle. – Esthlos. – Już się uśmiechała, dobry znak, od pierwszego spotkania narzucił formę życzliwości i konfidencji. Potem szeptała mu zza błękitnego wachlarza ironiczne komentarze na temat mijających ich gości, Także na temat swego wuja. Esthlos A. R. Burge, minister handlu księstwa Neurgii, wplątał się ostatnio w skomplikowany romans z gocka kawalerzystką, setniczką Horroru, która najwyraźniej była mocnym demiurgosem – z każdorazowego z nią spotkania Bruge wracał obrobię przystojniejszy i odrobinę głupszy, jak śmiała się Szulima. Może więc rzeczywiście minister został już wcześniej urobiony? Bo zgodził się na propozycję Berbelka właściwie bez oporu, machnięcie ręki i grymas, nie chciał się nawet nad tym zastanawiać – i tak oto Dom Kupiecki Njute, Ikita te Berbelek, uzyskał faktyczny monopol na import futer z Północnego Herdony. Pan Berbelek świętował. Pomiędzy jednym toastem a drugim, nie zastanawiając się, zaprosił Szulimę do swojej letniej posiadłości w Iberii. Uniosła brew, strzeliła wachlarzem, wąż błysnął zielonym ślepiem. – Chętnie. – Lecz teraz, licząc w kałużach gorące Księżyce oraz uderzenia kopyt o miejski bruk w wilgotnej ciszy, pan Berbelek myśli tak: A jeśli było dokładnie na odwrót, jeśli to jej anthos przeżarł mnie podstępnie i to jej przekora wypchnęła z moich ust owo zaproszenie? Czy opowiadając historię gockiej setniczki-demiurgosa, nie próbowała dać mi czegoś do zrozumienia?