Nie ma o czym mówić

Marta Szarejko
Nie ma o czym mówić
  • Amea
    Liszki 2010
    124x194
    118 stron
    ISBN: 978-83-929229-5-7

Nie ma o czym mówić Marty Szarejko sytuuje się pomiędzy tym, co w Polsce okrzepło już pod nazwą reportażu literackiego, a prozą. Ta podzielona na szereg krótkich migawek opowieść o ludziach bezdomnych, wegetujących na marginesie, wykluczonych z życia społecznego zainspirowana została przez rzeczywiste spotkania, obserwacje czy dokumenty, ale układ i dobór obrazów to dzieło autorki. Czego nie należałoby podkreślać, gdyby selekcja i "montaż" tak mocno nie wpływały na kształt całości.
Znaczna część tego zbioru składa się z oddanych w naturalnym kształcie monologów bohaterów. W wielu przypadkach cierpiących na logoreę, której nie potrafią opanować. Choć choroba miesza szyk ich wypowiedzi i nierzadko wytrąca ją z torów logiki, to z pewnością ludzie ci mają o czym mówić, tylko nikt nie chce ich słuchać. Szarejko dobrowolnie wciela się w rolę powiernika, któremu odrzuceni zwierzają się ze swoich marzeń i codziennych problemów. Zachowują jednak dla siebie wspomnienia, przyczyny życiowego upadku.  Z bełkotliwych strzępów wypowiedzi wybiera autorka esencję. Choć nie stara się przy tym epatować bolesnymi detalami – głównie po to, by uszanować godność zaprezentowanych postaci – i tak przekazuje obraz naprawdę poruszający. A jednak niekoniecznie tragiczny: w tych historiach znaleźć można sporo komizmu, jakiego nie brakuje zwłaszcza w scenach z noclegowni, i tyleż samo liryzmu, kiedy mowa jest o parze pozbawionych wszystkiego ludzi, którzy w przytułku odnaleźli miłość.
To właśnie oddane z wyczuciem pomieszanie tonacji i pokazanie bohaterów z różnych stron – lecz zawsze z bliskiej odległości – sprawiają, że debiutancka książka Szarejko wykracza poza stereotypowy obraz "odrażających, brudnych, złych" (jak w klasycznym filmie Ettore Scoli). Pragnie widzieć więcej i wysłuchać do końca, by dzięki temu oddać im pełnię człowieczeństwa. Idealny temat dla młodej, odważnej reporterki? Bez wątpienia. Ale też ekstremalnie trudny sprawdzian na to, jakim się jest człowiekiem.

- Marta Mizuro

Marta Szarejko (ur.1983) dziennikarka, reporterka magazynu literackiego "Bluszcz", redaktorka, absolwentka kulturoznawstwa. Nie ma o czym mówić to jej debiut prozatorski.

Fragment

Don Ivo. Warszawa. Plac Bankowy

Powiedział: nazywam sie Don Ivo, zimno zawsze wszystko utrudnia, jest gorsze niż policja, dlatego noszę sycylijski płaszcz nasączony sycylijskim światłem, dlatego mam kapelusz i pas na broń, broń ukradli mi wczoraj, podobasz mi się, mam siedmiu synów, czterech ma broń, mogę ci jednego oddać, z bronią, je suis total fou, wiem, pozwól, że cię powącham, ładnie, jakich używasz perfum? wiesz, jak to jest z kobietami, mogą się nie myć trzysta lat, a i tak rządzą mężczyznami, nie wiem, dlaczego żona mnie rzuciła, dlaczego rzuciła mnie w ten sposób, powiedziała, to koniec, nie chciała rozmawiać, więc wyszedłem, wszystko jej zostawiłem, dolary, mieszkanie, wszystko. Płaszcz mi został i kapelusz, miałem trochę dolarów w kieszeniach jeszcze, ale oddałem bezdomnemu, nie ma o czym mówić, rękawiczki skórzane oddałem też. Świat wariuje, nieważne, ja jestem w mafii włoskiej i tego muszę się trzymać. Dawniej człowiek mafii wchodził do banku, mówił, że nie ma czasu i wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Teraz człowiek mafii śpi na Marszałkowskiej, ale to nieważne, jutro będę w Belgradzie, jeśli dasz mi numer swojego telefonu, to zadzwonię do ciebie w niedzielę, odbierzesz, a ja powiem: dzień dobry, dziewczynko, tu Don Ivo, dzwonię z Belgradu, jak się czujesz, źle, dziewczynko, myślisz, że tak zawsze będzie, no to jesteś w błędzie. Jaki ty masz kolor oczu właściwie, ja brązowy oczywiście, przecież jestem człowiekiem mafii. To jest lista tych, którym się nie powiodło, tak, byli w mafii, ale zdradzili, inni ludzie mafii musieli ich zabić, jeśli znasz włoski, przeczytaj mi to na głos, tak, Antonio zalany kwasem, nie, nie ma mnie na tej liście, jeszcze nie, ale czytaj dalej, lubię twój głos, a co ty to właściwie robisz w środku nocy,  pamiętaj, że jestem pijany, ale jestem inteligentny, jeszcze wiem, jak można zważyć dym, od wagi papierosa wystarczy odjąć wagę niedopałka, zabierz mnie do kina, dawno nie byłem w kinie.


Mateusz. Olsztyn. Dworzec

Kiedyś miałem narzeczoną i wtedy ona była dla mnie najpiękniejsza, ale teraz ty jesteś dla mnie najpiękniejsza, wyjdź za mnie, jak zostaniesz moja żoną, to skomponuję perfumy na twój temat. Możesz sobie wybrać kolor butelki. Najładniejsze są chyba takie kobiece, kolorowe. Jaką będziesz chciała, taka będzie.
Chodź, zabiorę cię na obiad.


Herta Albertyna. Warszawa. Rondo Wiatraczna

Kloszardka warszawska Herta jest genetycznie dobra. Chodzi po Pradze w brązowych sukienkach, nosi torebki na łańcuszkach, maluje powieki zielonym cieniem. Czasami lubi też wskoczyć w dres. Przychodzi do jadłodajni dla bezdomnych, przynosi słoik ogórków konserwowych i wypija z niego sok. Świat wywrócony jest na lewą stronę – mówi Herta. – Ja mam życie z drugiej ręki, ale nie narzekam, nie.
Z braku innych przygód sprzedaje różne rzeczy przy rondzie.
Buty.
Zdęcia Stalina w odrapanych ramkach.
Spinki do włosów.
Obrazki z nurtu katolickiego w agresywnych kolorach. Popielniczki.
Korale.
Kremy.
Cukiernice.
Książki.
Wszystko.
Jej świat naszpikowany jest turpizmami. Sztuczne kwiaty. Sztuczne lisy. Sztuczne perły. Rozmazany tusz do rzęs. Wata cukrowa. Plamy na skórze. Blizny po szczepionkach. Tylko raz się na mnie wściekła, jak kupiłam jej naleśniki. Jestem bogata, rzekła, zabierz to.
Kloszardka warszawska Herta jest chora. Jej myśli rozlewają się po wnętrznościach. Wtedy są dwie Herty. Poznaje mnie tylko jedna.
Nie umiem tego posprzątać, mówi. Mam inne race i inne nogi, zewnętrzne bardziej i obce, nie umiem ich kontrolować. Nic nie pomaga. Obca, zła Herta. Nie rozumiem jej, nie mogę się jej pozbyć. Ona chyba mnie nienawidzi, bije mnie, zabiera wszystkie niezbędne rzeczy, torebkę, puder, papierosy, wszystko. Kompletna pustka tak w głowie, jak i dookoła. Słyszę i widzę  tylko ją. Nie umiem tego posprzątać. Nie mam już silnej woli.
Złe myśli, złe słowa, zapisane mikroskopijnym pismem, zostawione na nieuzasadnioną przyszłość, w której nie będzie drugiej, obcej Herty.


Rupert

No przecież widzę go nie pierwszy i nie ostatni raz, poznaję go już z daleka, idzie bardzo szybko, tym razem w czarnym kapeluszu, czarnej marynarce, czarnych spodniach i czarnych butach. idzie coraz szybciej, jest nieznośnie żywy, jego ręce pełnią funkcje mimiczne, zagląda ludziom do oczu i głośno gestykuluje. Nie ogranicza się jednak do patrzenia i machania rękami, próbuje ustalić porządek, krzycząc na policjantów, prowadzi wojną podjazdową z wszystkimi, którzy mogą zagrażać jego wizji wszechobecnej harmonii, symetrii i szczęścia. Spotykam go codziennie, ale nie wiem, czy włączył mnie do swojego świata, pewnie nie, w końcu nigdy na mnie nie nakrzyczał.


Olej. Warszawa. Dworzec Centralny

Ona bardzo mnie lubiła i lubiła tańczyć.
Ale wiem, co mnie zgubiło: raz, że ładna, a dwa, że inteligentna, przedstawia coś sobą, nie jest to jakiś półmózg undergrandowy.


Wolf. Warszawa. Plac Zamkowy

To jest mężczyzna niezadowolony. Żyje w poczuciu powszechnej reklamacji. Wszystko jest źle i będzie jeszcze gorzej. Patrzy porozumiewawczo i opowiada swoją teorię spiskową dziejów. Daje mi do zrozumienia, że znamy się już od dawna, że spotkaliśmy się wcześniej i już wtedy rozmawialiśmy. Że nasz pesymizm nie jest przypadkowy, bo nic nie jest przypadkowe, słowo przypadek to pomyłka. Że my już wszystko wiemy, tylko on musi mi to przypomnieć, musi mi to wszystko uświadomić jeszcze raz.
Oni tam są. Oni tam są i wszystko widzą, wszystko kontrolują. Obserwują nas, podstępnie obcinają nam paznokcie przez sen, doczepiają sztuczne rzęsy, przyklejają tatuaże, rzucają tani paprykarz i dżem pod nasze drzwi. Powinnaś to wiedzieć: oni tam są. Na twoim miejscu już dawno bym się martwił, jesteś młoda, na pewno cię namierzyli. Gdziekolwiek uciekniesz, oni cię znajdą. Możesz podróżować po całej higienicznej Europie, ale nic z tego. Wkraczamy w entropię, powinnaś to wiedzieć, entropiczny proch miast nawet na twarzy, we włosach, rzęsy masz jakieś pokruszone. Wszystko jest źle i będzie jeszcze gorzej. Kiedyś było inaczej. Wszystko było wiadomo. Dobro było dobre, zło złe, dobro wygrywało albo przegrywało ze złem, szatan był czarny, krew czerwona i już. A teraz co? Piekło staniało. Zobacz, jak niewinnie wygląda diabeł. Jak pacholę. Niebieski jest teraz, połyskujący. Błękitny może nawet. Krew jest różowa bardziej, dobro się rozmywa i słabo je widać.
Zobacz, jaka młodzież jest teraz.
Inteligentna – tak.
Pracowita – tak.
Sympatyczna – tak.
Ale historii nie zna. Nie wiem, jak było i nie chce wiedzieć. A ja ci mówię: oni tam są i wykorzystują wszystko.