Niedziela, która zdarzyła się w środę

Mariusz Szczygieł
Niedziela, która zdarzyła się w środę
  • Czarne
    Wołowiec 2011
    ISBN: 978-83-7536-249-7
    200x247
    256 stron
    oprawa miękka

Mariusz Szczygieł od czasu wydania tomu Gottland (2006) uznawany jest za jednego z najlepszych polskich reportażystów średniego pokolenia. Jednak świetne reportaże pisał dużo wcześniej, nic więc dziwnego że wydawca zdecydował się wznowić jego debiutancki zbiór Niedziela, która zdarzyła się w środę z roku 1996. Tom zawiera teksty, układające się w mozaikowy obraz Polski czasów transformacji społeczno-kulturowo-ustrojowej po roku 1989. Jak to w mozaice – teksty-fragmenty są w niej bardzo różne, rozmaitego ciężaru gatunkowego. Szczygieł pisze między innymi o tragediach ludzi z likwidowanych zakładów pracy (reportaż tytułowy), problemach z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości ("Radio dla ciebie"), fenomenie popularności disco polo ("Usta są zawsze gorące"), przemianach objawiających się w odmiennym podejściu do zbrodni ("Mord polski"), seksu ("Onanizm polski") czy języka ("Pokaż język"). Już w tych wczesnych reportażach autora Gottlandu widać wyraźnie charakterystyczne cechy jego pisania: dużą pomysłowość (na przykład jeden z nich, "Polska w ogłoszeniach", ma formę analizy zamieszczanych w tym czasie przez rodaków anonsów prasowych) i dbałość o język, który pozbawiony jest zbędnych ozdobników, a przez to precyzyjny i klarowny (co nie zawsze cechuje prozę polskich reporterów).
Co ciekawe, reportaże z Niedzieli… wcale się nie zestarzały, mimo iż minęło sporo lat od ich powstania. Dlaczego? Powody są przynajmniej dwa. Z jednej strony, solidny warsztat rasowego reportażysty. Z drugiej – fakt, iż Szczygieł doskonale czuje dynamikę przemian we współczesnej Polsce. Inaczej rzecz ujmując: na pozór tom Niedziela… wydaje się być obecnie niczym innym, jak tylko świadectwem przeszłości (nie tak znowu odległej), jednak, jeśli wczytać się w tę książkę uważniej, pokazuje ona, że przypomnienie tego, kim niedawno byli Polacy, pomaga zrozumieć, kim są obecnie – również ewentualnym czytelnikom z zagranicy.

- Robert Ostaszewski

Fragment

1993: Polska w ogłoszeniach

Zarób milion w minutę, Stargard, skr. poczt...
Radę, jak zarobić milion złotych w minutę, odbieram na poczcie, zapakowaną w szarą kopertę. Zanim jednak dostanie się ją do ręki, trzeba zapłacić, a poczta wyśle sumę do nadawcy.
Rada: „Musisz mieć — czytam — odpowiednią sumę pieniędzy, którą złożysz w banku na taki procent, aby co minutę procentowała Ci o milion. Jaka to ma być suma? To już musisz obliczyć sam. Lucyna ze Stargardu".
Za radę płacimy Lucynie 42 tysiące złotych, za zaliczeniem pocztowym.


Samotna matka w trudnej sytuacji finansowej prosi o pomoc. 0la, Drohiczyn
Ma 28 lat i dwa aniołki: Maćka i Elwirę; mąż zmarł dwa lata temu, bardzo pił. Zasiłek plus rodzinne wynoszą milion z hakiem. Dostała trzy listy: płatny — „milion w minutę" i dwa bezpłatne, od kobiet. Napisały, żeby się nie łudziła, że ludzie jej pomogą. One były w podobnej sytuacji i nikt im nie podał ręki.
„Pani też nikt nie poda" — pocieszyła ją pierwsza.
Czy w związku z tym ogłoszeniem spotkało Olę coś przyjemnego? — Tak — mówi — przecież te dwie kobiety nie pozostały obojętne na mój los.


Młody, atrakcyjny przyjmie pracę tokarza lub jako pan do towarzystwa
„Nazywam się Krzysztof Łokietek, mam 22 lata i profil tokarski. Po wojsku stanąłem po zasiłek, bo tu, w Mińsku Mazowieckim, urząd pracy nie dal mi ani jednej oferty. Zamieściłem ogłoszenie i przyniosło ono pański list, w którym ujawnia się tylko dziennikarska ciekawość. W pana życiu ten incydent to kolejne doświadczenie, dla mnie list, który nie odmieni mego losu. Ogłoszenie nie przyniosło mi nic niesamowitego z wyjątkiem tego, że straciłem nadzieję, a z nią chęć do dalszego życia".


Atrakcyjna bezrobotna, lat 25, szuka pracy
,,Atrakcyjna" jest wysoka, nosi szpakowate włosy i wąsik. Jest mężczyzną, mieszka w Kędzierzynie-Koźlu. Dawał kilka ogłoszeń typu: ”Trzydziestopięcioletni, solidny, z prawem jazdy...", ale nie otrzymał żadnej ciekawej pracy. Chciał sprawdzić, co traci, nie będąc atrakcyjną dziewczyną.
Traci więc:
A)    „Nagie pozowanie w Niemczech", od 350 do 700 marek za sesję. Propozycja nadeszła od mężczyzny z gminy Kwilcz w Poznańskiem, który oczekuje na 24 zdjęcia nagiej sylwetki;
B)    „Wolne od troski życie w luksusie" – ślub z bogatym Niemcem;
C)     Zajęcie barmanki w Belgii, „ale – zastrzega się oferent z Lublina – nikt nikogo do niczego nie zmusza i każda barmanka robi wszystko z własnej woli",
D)    Posadę masażystki w Poznaniu – „typowy masaż całego ciała z akcentami na pewne miejsca aż do finału, 12 godzin co trzeci dzień”;
E)    Pracę w agencji towarzyskiej w Holandii: „Już w pierwszym miesiącu pracy – 24 miliony złotych, a gdy dziewczyna się przyzwyczai, zarabia dwa razy tyle. W tej chwili pracuje u nas kilka Polek i Węgierek, ale brak nam dziewcząt. Działa ograniczenie: kandydatka powinna mieć 18-25 lat. Po przekroczeniu dwudziestego szóstego roku życia osoba ta nie jest już tak bardzo pożądana. Jest to całkowicie legalna i dająca kobiecie zadowolenie praca”.


Jestem po krachu finansowym, dla pieniędzy zrobię wszystko
Człowiek po krachu jest przystojny i wysportowany, ma jasne włosy, 25 lat i dwa osiągnięcia: raz uciekł z więzienia w Raciborzu, raz nielegalnie przekroczył granicę. Ma siedem wyroków za sobą. Jesienią 1992 roku wyszedł na wolność, ale rodzina kazała mu szukać innego miejsca do życia; urząd pracy nie dał mu szans, a opieka społeczna – 500 tysięcy złotych. Wiedział, że trzeba myśleć nowocześnie, i dał to ogłoszenie.
„Nic z niego nie wyszło – napisał – jestem recydywistą-sprinterem i nie mogłem zostać ani akwizytorem, ani ochroniarzem. Proszę mi uwierzyć, dla mnie nie przewidziano żadnej przyszłości.
Nie szkodzi jednak, że nic nie wyszło. Najpiękniejsze w tym ogłoszeniu było oczekiwanie na to, że znowu stanę się normalnym człowiekiem. W dniu, w którym pisał pan do mnie list, o godzinie 17.40 w Karpaczu znów zostałem aresztowany za kradzież złotego pierścionka".


Pieniądze leżą koło ciebie. Podpowiem, jak je znaleźć
Podpowiada bibliotekarka Centralnej Biblioteki Rolniczej.
Wysyła instrukcje: (1) „Techniczno-ekonomiczne założenia produkcji chałupniczej kompletu na ławę: bieżnik plus osiem serwetek” (najlepiej sprzedające się kolory na prowincji to niebieski i zielony, beż jest zgrany); (2) „Zrób w prosty sposób abażur i sprzedaj";  (3)  ”Jak zarabiać, czytając ogłoszenia prasowe".
Bibliotekarka inkasuje za rady 45 tysięcy złotych za zaliczeniem. (– Proszę zgadnąć, jak wysoka może być pensja bibliotekarki? – żali się).
Rady bibliotekarki są nieludzkie. Aby podnieść pieniądze, które niby obok nas leżą, musielibyśmy na przykład – przed produkcją bieżnika na lawę – nauczyć się budowania ramy tkackiej, posługiwania oliwiarką, odpowiedniego rozcieńczania lakieru, aby nie sklejał nitek i tym podobnych. Ona sama ukończyła wydział geografii, lubi podróżować. Na jedno ogłoszenie dostaje około 20 odpowiedzi. Głównie piszą bezrobotni, którzy nie mają już żadnego pomysłu na życie. – Wiem, że są u kresu – mówi.
Nie, bibliotekarka nie uważa, że wysyłając tak niesatysfakcjonujące rady, oszukuje tych biednych ludzi. – Ja im pomagam. W moim życiu – podkreśla – zaznałam od ludzi wiele dobra i teraz im właśnie dobrem odpłacam.

Powiem, jak w uczciwy sposób poprawić swoją sytuacje materialną. K.A., Sokołów Podlaski
„Czekam z niecierpliwością na tę niezwykłą radę” – napisałem.
„Szanowny Panie – odpisał K.A. – proszę podać, jakiej rady Pan ode mnie oczekuje. Daję bardzo dużo ogłoszeń o różnej treści i nie mogę się zorientować, o co chodzi”.