Dzisiaj narysujemy śmierć

Wojciech Tochman
Dzisiaj narysujemy śmierć
  • Czarne
    Wołowiec 2010
    152 strony
    ISBN 978-83-7536-228-2

- Po co pisać książki o ludobójstwach? Trzeba dodać bliźniacze pytanie: - Po co je czytać? Przecież z góry pewne jest, że nie będzie to żadna przyjemność. Mam odpowiedź na te pytania. Książka Tochmana o ludobójstwie w Rwandzie potwierdza ją z ogromną siłą.
Ludobójstwo to zabijanie po to, aby wymazać ze świata ludzi znienawidzonych i wzgardzonych, ludzi przyrównanych do szkodników psujących świat. Szkodniki się tępi i zaciera ślady ich obecności. Wymazanie ma być tak kompletne, aby znikła sama pamięć, że ci ludzie tu byli.
Zamiar ludobójczy trzeba przekreślać: najpierw ratując ludzi, a potem – ratując pamięć o nich, o ich życiu, o zadanych im cierpieniach i śmierci. Ważna jest troska, by to, co ma być pamiętane, było przywoływane w sposób angażujący wyobraźnię i namysł, czyli wytrwałe obcowanie z pytaniami: Jak to się stało możliwe? Jakie działania pozwoliłyby mieć nadzieję, że nigdy więcej?
Reportaż Tochmana skutecznie przedłuża, poszerza życie czytelnika o doświadczenia, które autor unaocznia. Może być tak, że strasznych doświadczeń wolelibyśmy uniknąć. Czytając tę książkę widzimy, że unikając rezygnowalibyśmy z szansy rozumienia naszych czasów. Obcując z mechanizmem ludobójstwa – tylko przez książkę, niby z daleka od maczet i zwłok zgwałconych kobiet – przekonujemy się, że trzeba w porę krzyczeć „Co to, to nie!” wszystkim, nawet dyskretnym, promotorom pogardy i nienawiści. Ktoś powie: „Wiem, wiem, ale po co znowu o tym”. Taka reakcja to dowód, że potrzeba powtarzania, kolejnych rekolekcji.
Książka Tochmana przywołuje rwandyjskie ludobójstwo pokazując jego ślady, dostępne dzisiaj. Te ślady to losy konkretnych ludzi, ofiar i ich sąsiadów, winnych zbrodni. Jak w książce Tochmana o Bośni [„Jakbyś kamień jadła”], podobnie w tych dramatycznych opowieściach, ważne są groby i spóźnione o lata pochówki. Ale jeszcze wyraźniej chodzi o wgląd w okrutne wydarzenia, których sceną był kraj, dziś ukazujący się w swej kruchej, pozornej normalności.
Są w książce niezwykłe bohaterki, kobiety, które kiedyś z dobroci serca próbowały ukryć kogoś zagrożonego. Ale są też osoby, wśród nich duchowni, których postawa nasuwa niepokojące pytania. Tochman każe przyjrzeć się także ich niedorastaniu do wymagań sytuacji granicznej. Ten wgląd zostawia bolesne echo. Ale i takiego echa trzeba słuchać.
Po co? Aby i tę naukę wyciągnąć – że nie wiemy, co byśmy sami zrobili stając wobec takiej rzeczywistości. Mówiąc o rzeczach ciemnych i przerażających Tochman daje zarazem lekcję odważnego współczucia.

- Halina Bortnowska