88:1. Opowieści z Wysp Owczych

Marcin Michalski, Maciej Wasielewski
88:1. Opowieści z Wysp Owczych
  • Czarne
    Wołowiec 2011
    125x195
    326 stron
    ISBN: 978-83-7536-248-0

Dwóch młodych reporterów, Maciej Michalski i Maciej Wasielewski (obaj rocznik 1982) kilka razy odwiedziło Wyspy Owcze, nie tylko po to, aby poznać atrakcje tego niewielkiego archipelagu, ale również by jak najgłębiej wejść w świat mieszkających tam Farerów, poznać ich styl życia. Wynikiem tych „badań terenowych” jest zbiór prozy reportażowej równie nietypowy jak ten europejski kraik.
Wyspy Owcze to obdarzone sporą autonomią terytorium zależne Danii. Kilkanaście wysepek na Morzu Norweskim zamieszkiwanych przez niespełna 50 tysięcy ludzi. Mimo iż przynależą do Europy, funkcjonują na marginesie globalnej wioski. Miejscowa ludność, Farerzy, których ukształtowały trudne warunki bytowania na wietrznych, deszczowych (pada tam ponad 300 dni w roku!) i niezbyt urodzajnych wyspach, jest bardzo przywiązana do tradycji i tworzy społeczność, która zdaje się być aż utopijnie idealna. Bardzo ważne są dla nich więzi rodzinne i związki z sąsiadami, w czasach powszechnego pośpiechu wciąż jeszcze żyją w niespiesznym rytmie, ich kraj praktycznie wolny jest od przemocy i przestępczości (ostatnie zabójstwo na Wyspach Owczych odnotowano w połowie lat 80. ubiegłego wieku!). Chociaż z roku na rok, wraz z narastaniem ruchu turystycznego i rozwojem technologii telekomunikacyjnych, idylliczny świat Farerów zmienia się nieco na gorsze.
Autorzy "81:1" starają się przybliżyć zarówno historię Wysp Owczych, jak i ich dzień dzisiejszy. Piszą i o wybitnych Farerach, i o zwykłych ludziach, z którymi zetknęli się podczas wędrówek po wyspach. Posługują się w tym celu różnymi formami. Nie przez przypadek nazwali swoje teksty „opowieściami”. W tomie znaleźć można klasyczne reportaże, zapiski anegdot, fragmenty, którym bliżej jest do prozy fabularnej niż dokumentalnej, czy nawet rozmaite zabawy reportażową formą. Podam przykłady co bardziej wymyślnych konceptów: opis technologii przetwarzania ryb przedstawiany jest jako ich wizyta w… rybim spa, zaś historia Polki, od lat mieszkającej na Wyspach Owczych i opiekującej się trafiającymi tam rodakami, zapisana została w formie scenariusza telenoweli.    
Michalski i Wasielewski pokazują – i na tym głównie zasadza się wartość tomu "81:1" - że egzotycznych miejsc wcale nie trzeba szukać na odległych kontynentach – wystarczy uważnie rozejrzeć się wokół siebie. 
     
- Robert Ostaszewski

Marcin Michalski (ur. 1982) pedagog, dziennikarz, prowadzi grupy wsparcia dla młodzieży.

Maciej Wasielewski (ur. 1982) doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, dziennikarz stacji TVN24.

Fragment

Lipiec 1989 roku, Madryt.
Skwar na posterunku policji przy Plaza Mayor topił Jóhannie gumę w tenisówkach. Nieprzyzwyczajona do wysokich temperatur osiemnastoletnia Farerka przypominała rozmrażane w piekarniku ciasto.
Zdążyła już zapomnieć o lodach czekoladowych i pchlim targu, gdzie przebierała w pocztówkach, znaczkach, skorodowanych monetach z królem Janem Karolem i książkach za pięć peset.
Odwiedziła też Pałac Sprawiedliwości i Muzeum Prado. Jednak to nie rudopomarańczowe alegorie Tycjana, płótna Goi, a nawet Zesłanie Ducha Świętego El Greca poruszyły ją najbardziej. Przyglądała się bodaj Siedmiu grzechom głównym Boscha, kiedy doznała przykrego olśnienia: zgubiła paszport.

– No, więc jak się señorita nazywa i skąd do nas przybywa? – pytał zniecierpliwiony przedłużającym się przesłuchaniem posterunkowy. Mężczyzna kończył właśnie dyżur i jedną nogą był już w domu, w południowej dzielnicy Madrytu, przy butelce ciemnej alhambry. Szurał nerwowo koniuszkami palców po klawiaturze maszyny do pisania.
– Powtarzam po raz trzeci, nazywam się Jóhanna Vang i jestem turystką z Wysp Owczych!
– Niech señorita sobie nie żartuje. Nigdy nie słyszałem o takim państwie!
– Wyspy Owcze są autonomią pod jurysdykcją duńską. Znajdzie je pan w trójkącie między Szkocją, Islandią a Skandynawią – ripostowała rzeczowo Farerka.
– W takim razie niech señorita pokaże je na mapie – protokólant sięgnął do szuflady i rozłożył mapę na biurku.
Posterunkowy nie wierzył słowom Jóhanny. Wziął ją za jeszcze jedną wakacyjną uciekinierkę, która robi sobie żarty z policji. Mógł też zasugerować się jej nienordycką, południową urodą. Podczas dwutygodniowego pobytu w Hiszpanii Jóhanna nabrała opalenizny. Ciemne oczy i długie kruczoczarne włosy przypisane jej były od zawsze.
– Coś długo señorita szuka tych Wysp Owczych? – nie rezygnował z uszczypliwości funkcjonariusz. – A może skończy wreszcie tę maskaradę i powie, skąd jest? Z Portugalii, mam rację?

Jóhannę ogarnęła bezsilność. Zorientowała się, że geopolityczna mapa Europy, sporządzona jeszcze w latach siedemdziesiątych, musiała być kreślona przez dyletantów. Nie pokwapili się odnotować osiemnastu miniaturowych kropek na północy Atlantyku, stanowiących archipelag Wysp Owczych. W wyniku przykrego niedopatrzenia z mapy świata wyparowało 47 787 Farerów i 78 563 owce.

(...)

Droga z Øravík do Fámjin wije się przez pustkowie i przypomina porzuconą w mchu skakankę. Dla stu dziesięciu mieszkańców Fámjin to jedyny właściwie szlak ku cywilizacji. Dla trzydziestu siedmiu osób żyjących w Øravík szosa nie ma aż takiego znaczenia, bo ich osadę przypięto do głównej nitki Sumba–Tvøroyri i gdyby nie musieli od czasu do czasu odwiedzić w Fámjin rodziny lub zwodować łodzi, to te dziewięć kilometrów gładkiego asfaltu zupełnie by ich nie obchodziło i mogłoby prowadzić równie dobrze donikąd. Niektórzy twierdzą zresztą, że prowadzi donikąd, ale ich mądrości puszcza się mimo uszu.
W Fámjin nawet turysta ma co robić: może nakarmić sucharem błąkającego się psa, pomachać do bawiących się na mostku dzieci, powąchać obdrapane drzwi szopy rybackiej, sfotografować w godzinę z hakiem rozrzucone po rozległej dolinie zabudowania, nazbierać do wiader trochę kamieni z plaży, a przede wszystkim iść do kościoła, by obejrzeć najcenniejsze płótno w kraju – oryginał flagi narodowej z 1919 roku . Wedle obiegowej opinii osada słynie z najbardziej zmiennej pogody na całym archipelagu.
Na Wyspach Owczych jest sto dziewiętnaście miejscowości. Do czterdziestu czterech prowadzi tylko jedna droga, przez co z lotu ptaka wyglądają jak przetrącone drzewa – z wątłymi pniami wylotówek i kilkoma gałązkami ślepych ulic. W sześciu innych osadach szosy są w ogóle zbędne, ponieważ ludzie skupili się w jednym miejscu danej wyspy i nie potrzebują po niej podróżować. Mykines, Nólsoy, Skúvoy, Hestur, Koltur i Stóra Dímun. Kolonie chatynek i domów jak szkatuły, gdzie można co najwyżej uruchomić mały traktor, przejechać slalomem między altaną sąsiada, składzikiem na olej opałowy i zaimprowizowanym sklepem, po czym trzeba zawracać, bo nic dalej nie ma. Na Stóra Dímun i Koltur nie ma nawet sąsiadów.

Wyspy Owcze: 463 kilometry dróg publicznych, z czego prawie 42 w 19 tunelach.
30 453 pojazdy.
Obliczenia własne: 44 zakręty na dziewięciokilometrowym szlaku między Fámjin i Øravík.

Sprzeciw człowieka:
– Niestrawnie dużo liczb.
I uzasadnione pytanie:
– Dlaczego rachujesz? Czy to, że na Farojach jest osiem kwiaciarni i siedem sklepów monopolowych nie oznacza tylko i wyłącznie tego, że w ośmiu miejscach możesz kupić koleżance bukiet, a do siedmiu ludzie gnają przed weekendem, żeby w sobotnią noc mieć większą śmiałość?
W polskim wydaniu Europy Normana Daviesa zamieszczono informację, że farerski archipelag składa się z osiemdziesięciu wysp. Nawet gdyby zaliczyć do nich wystające gdzieniegdzie z oceanu bloki skalne – przypominającego wielkiego pieroga Tindhólmur, owłosionego Kapilina przy Nólsoy lub wynurzoną niczym potwór z Loch Ness skałę Sumbiarsteinur, nawet gdyby doliczyć jeszcze osamotnioną i upiorną Rockall, o którą Wyspy Owcze spierają się z Wielką Brytanią, Islandią i Irlandią – nie uzbiera się choćby połowa tego.
– Dlaczego więc nie podzielić się rzetelnie sprawdzonymi informacjami o czterdziestu czterech bibliotekach, trzech stacjach radiowych i jednej drużynie koszykówki? – odbijam piłeczkę na stronę pytającego.
(…)
Do wyliczania włączyli się inni.
Jonhard, filolog, współautor największego słownika farersko-angielskiego (80 tysięcy haseł), właściciel wydawnictwa Sprotin:
– Przejrzałem słownik synonimów i okazuje się, że w języku farerskim istnieje około 250 wyrazów na określenie deszczu. Jeszcze lepiej jest z wiatrem – prawie 350 słów.
Niels Jákup, dyrektor generalny wydawnictwa literatury dziecięco-młodzieżowej z Tórshavn:
– Rocznie powstaje nie więcej niż 10 farerskich książek dla dzieci i młodzieży, dlatego bazujemy na tłumaczeniach. Wydajemy także komiksy i własne czasopismo „Strok”. Największą popularnością cieszy się Harry Potter. Nie sprowadzamy mangi, ponieważ ma znikomą wartość edukacyjną.
Simona, Urząd Statystyczny Wysp Owczych:
– W 2008 roku w naszym kraju urodziły się 664 osoby, zmarło 377. Zawarto 187 ślubów kościelnych i 71 cywilnych. Rozwiodły się 52 pary. Po resztę informacji zapraszam na naszą stronę internetową, uaktualniamy tak często, jak to potrzebne.
Wiadomości telewizyjne Dagur & Vika, 1 lutego 2008 roku, korespondent na tle sinego nieba i wyrzuconego na beton kutra w porcie Skálavík:
– Przed wczorajszym sztormem cumowało tu około piętnastu łodzi. Dziś większość z nich jest pod wodą, jak państwo widzą zostały dwie, z czego jedna jest właściwie kompletnie zniszczona.