Dziennik pisany później

Andrzej Stasiuk
Dziennik pisany później
  • Czarne
    Wołowiec 2010
    200x247
    168 stron
    ISBN: 978-83-7536-231-2

"I znowu tu przyjechałem" - tak zaczyna się nowa książka Andrzeja Stasiuka. Autor Jadąc do Babadag od lat jeździ po krajach Europu południowo-wschodniej i regularnie zdaje relacje z tych wypraw w kolejnych "prozach podróżnych". Co przyciąga pisarza do Albanii czy krajów byłej Jugosławii? Czego tam szuka? Właściwie wciąż tego samego, czyli znaków rozpadu, obumierania rozmaitych formacji kulturowych, jednocześnie - nieco paradoksalnie - tropiąc sens zarówno własnego życia, jak i świata w ogóle. Podróżowanie, często monotonne i męczące, a także opisywanie post factum doświadczeń "z drogi" zamienia się w tym przypadku w coś rodzaju medytacji, służącej samopoznaniu. Czyżby więc - co sugeruje otwierające tekst zdanie - Dziennik pisany później był tylko i wyłącznie jeszcze jedną "prozą podróżną", następną opowieścią o podróżach na Bałkany? Nie do końca. Wprawdzie prawie dwie trzecie tej niewielkiej książki wypełniają impresje, przepuszczone przez filtr pamięci, z kilku wyjazdów do Albanii, Serbii, Czarnogóry czy Bośni, potem jednak w tekście pojawia się wyraźne cięcie i Stasiuk powraca, dosłownie i w przenośni, do Polski. Okazuje się, że wyjazdy pisarza na południe, włóczęgi po miejscach, których opisów próżno szukać w przewodnikach turystycznych, miały między innymi na celu uzyskanie dystansu do własnego kraju, do polskości w ogóle. Dzięki tym podróżom, zestawianiu doświadczeń krajowych z zagranicznymi Stasiuk mógł wyraziście, ostrzej postrzegać i oceniać to, co działo i dzieje się w rodzinnym kraju. "Polski" fragment książki jest pełen gorzkich konstatacji. Pisarz widzi Polskę jako kraj wciąż jeszcze nieukształtowany, niegotowy, który zrzucił jedną obcą formę (komunistyczną), by zaraz dać się wtłoczyć w inną (konsumpcjonistyczną), jako swoisty kraj bez właściwości, kraj-poczekalnię, z którego albo wyjeżdża się, albo tkwi w oczekiwaniu na "coś", cokolwiek, co nada życiu sens. Polska jednocześnie fascynuje Stasiuka i irytuje, przyciąga i odpycha, stąd może bierze się, nieco nerwowe, szwędactwo autora, nieustanne wyjazdy i powroty. I - co znaczące - wszędzie dostrzega on owo "nic", znak rozpadu. Nie dziwi więc, że to właśnie słowo zamyka Dziennik pisany później

- Robert Ostaszewski

Andrzej Stasiuk (ur. 1961) prozaik i felietonista. Jego książki przetłumaczono na niemal wszystkie języki europejskie, a także na koreański.