Druga przestrzeń

Czesław Miłosz
Druga przestrzeń
  • Znak
    Kraków 2002 
    155 x 233
    120 stron
    ISBN 83-240-0146-8

Nagrodę Nobla zwykło się nazywać "pocałunkiem śmierci", jako że otrzymywali ja zazwyczaj pisarze sędziwi i wieńczyła ona niejako dorobek ich życia. Trudno o przykład bardziej radykalnie zaprzeczający tej regule aniżeli osoba i twórczość Czesława Miłosza. W przeszło dwadzieścia lat po sztokholmskim wawrzynie 90-letni poeta utrzymuje się nieprzerwanie w fenomenalnej formie, ogłaszając coraz wspanialsze - o ile to w ogóle możliwe - tomy poetyckie, kolejne zbiory esejów, ważne książki publicystyczne, tomy korespondencji z przyjaciółmi. Najnowszym przykładem tej imponującej żywotności jest tom wierszy i poematów Druga przestrzeń. Składają się nań trzy obszerne poematy: "Ksiądz Seweryn" (cykl wierszy o duchownym zagrożonym zwątpieniem i utratą wiary). "Czeladnik" (poetycki hołd złożony wielkiemu krewnemu, Oskarowi Miłoszowi) i niezwykły "Traktat teologiczny" - dopełniający po "Traktacie moralnym" i "Traktacie poetyckim" dzieło Miłosza znaczącą kodą. Poza tymi cyklami mieści się kilkadziesiąt wierszy, wśród których znajdują się poruszające poetyckie modlitwy, osobiste wyznania, medytacje nad losem własnym i ludzi, których poeta spotkał w swoim długim życiu. Nie brak tonów znanych z wcześniejszej twórczości autora "Metafizycznej pauzy": ekstatycznego zachwytu powabami świata (także pięknem kobiecego ciała), pragnienia zaspokojenia zmysłów, przede wszystkim jednak dochodzi tu do głosu refleksja dyktowana przez "Późną dojrzałość" (to tytuł jednego z wierszy), kontemplacja rzeczy ostatecznych, oglądanych już niejako z innego brzegu. Miłosz - z odwagą i szczerością nie spotykaną we współczesnej literaturze - dotyka kwestii najważniejszych i jednocześnie najtrudniejszych: wiary i zwątpienia, pytań o wszechmocność Boga i Jego obojętność wobec zła, poszukiwania i braku pewności jako przeciwieństwa płytkiego i bezrefleksyjnego samozadowolenia.

- Jerzy Illg

Fragment

Druga przestrzeń

Jakie przestronne niebiańskie pokoje!
Wstępowanie do nich po stopniach z powietrza.
Nad obłokami rajskie wiszące ogrody. Dusza odrywa się od ciała i szybuje,
Pamięta, że jest wysokość
I jest niskość. Czy naprawdę zgubiliśmy wiarę w drugą przestrzeń?
I znikło, przepadło i Niebo, i Piekło? Bez łąk pozaziemskich jak spotkać Zbawienie?
Gdzie znajdzie sobie siedzibę związek potępionych? Płaczemy, lamentujemy po wielkiej utracie.
Porysujmy węglem twarze, rozpuszczajmy włosy. Błagajmy, niech nam będzie przywrócona
Druga przestrzeń.

Oczy

Szanowne moje oczy, nie najlepiej z wami.
Dostaję od was rysunek nieostry,
A jeżeli kolor, to przymglony.
A byłyście wy sforą królewskich ogarów,
Z którymi wyruszałem niegdyś o poranku.
Chwytliwe moje oczy, dużoście widziały
Krajów i miast, wysp i oceanów.
Razem witaliśmy ogromne wschody słońca,
Kiedy szeroki oddech przyzywał nas do biegu
Po ścieżkach, na których podsychała rosa.
Teraz coście widziały, schowane jest we mnie
I przemienione w pamięć albo sny.
Oddalam się powoli od jarmarku świata
I zauważam w sobie jakby niechęć
Do małpowatych strojów, wrzasków, bicia w bębny.
Co za ulga. Sam na sam, z moim rozmyślaniem
O zasadniczym podobieństwie ludzi
I o drobnym ziarnie ich niepodobieństwa.
Bez oczu, zapatrzony w jeden jasny punkt,
Który rozszerza się i mnie ogarnia.